- To historia bardzo inteligentnego człowieka. Nie ma w niej jednak szczęśliwego zakończenia. Sławomir Wałęsa mówił "Super Expressowi", jak będzie wyglądał jego koniec. Wierzyliśmy, że będzie inaczej. Niestety, syn słynnego prezydenta nie pomylił się.
- Śmierć 53-letniego mężczyzny poruszyła naszego reportera, który przez długi czas utrzymywał kontakt z Wałęsą.
- Historia Sławomira Wałęsy, jego walki z nałogiem i samotnością wywołuje ogromne emocje.
Sławomir Wałęsa, papież i rodzina Billa Clintona
Gdy nasz dziennikarz został zaproszony do niewielkiej kawalerki po raz pierwszy, cztery rzeczy od razu przykuwały uwagę. Mowa o trzech komputerach i dużym papierowym kartonie. W nim były stare, czasami nawet czarno-białe zdjęcia. Sławomir Wałęsa był na nich obok wielkich tego świata - papieża i nawet córki pary prezydenckiej USA Billa i Hilary Clinton.
- Rzuciłem rodzinę, aby pić. Nie da się mieć rodziny i pić - mówił naszemu dziennikarzowi Sławomir Wałęsa przy pierwszym spotkaniu. - Byłem nieśmiały. Nie potrafiłem otworzyć gęby. Alkohol dawał mi moc. Przestawałem być niemową i potrafiłem każdego przegadać - tak tłumaczył fakt sięgania po alkohol.
Czytaj więcej: Synowie Wałęsy w konflikcie. Sławomir ujawnił mroczny sekret brata. W głowie się nie mieści
Odwyk, ślub z terapeutką i brutalna rzeczywistość
Sławomir Wałęsa był niesamowicie inteligentnym człowiekiem. Gdy był na swoim pierwszym odwyku, uwiódł na nim jedną z terapeutek. Potem wziął z nią ślub. - Nie piłem przez rok - mówił nam. Dziennikarze "Super Expressu" - chcąc nie chcąc - stali się świadkami prób walki Sławomira Wałęsy z nałogiem i zaprzestania wysiłków. Gdy syn Wałęsy poszedł na swój drugi odwyk, dzwonił do naszego dziennikarza. Gdy wyszedł z niego, też zadzwonił. Mówił, że wybiera się na spotkanie Anonimowych Alkoholików. Następnego dnia zadzwonił jednak pijany mówiąc, że znów pije i nie dał rady. Po rozwodzie zamieszkał w niewielkiej kawalerce w Toruniu. Gdy nie płacił rachunków za prąd, energia została mu odcięta.
- Nie płaciłem, bo nie wiedziałem, że mam rachunek do opłaty. Prąd pociągnąłem od sąsiadów - mówił nam wtedy i to nie był żart.
Rodzina próbowała go ratować
Sławomir Wałęsa zadzwonił do naszego dziennikarza, gdy ochrona w jednym dyskoncie zatrzymała go z tanią świeczką w kieszeni kurtki. Toruńska policja skierowała do sądu wniosek o jego ukaranie. Sąd wlepił mu grzywnę. On zapewniał nas, że świeczkę kupił już wcześniej i cały czas była w jego kieszeni.
Rodzina próbowała go ratować. Skierowała wniosek o jego przymusowe odwykowe leczenie. - Na dwóch odwykach byłem. Na trzeci nie pójdę - przekonywał. Sławomir Wałęsa zadzwonił też, gdy policjanci przyszli wczesnym rankiem, by odwieźć go na odwyk. Potem powiedział, że gdy został dowieziony na odwyk, po prostu powiedział paniom pielęgniarkom, że z niego wychodzi, bo nie ma takiej siły, żeby w Polsce kogokolwiek zmusić do odwykowego leczenia. Nasz dziennikarz próbował go przekonać, żeby się nie poddawał.
"Alkohol mnie zabija"
- Ja umrę przez alkohol. Cukrzyca, zawał lub udar. To będzie oficjalny powód. Tak naprawdę zabija mnie alkohol - mówił Sławomir Wałęsa w poruszającej rozmowie z naszym dziennikarzem.
Jeden z braci zarzucił mu, że za rozmowy z nami otrzymuje pieniądze. Nigdy nie miało to miejsca. On czuł się tak samotny, że potrafił do dziennikarza "Super Expressu" zadzwonić o różnych porach dnia i nocy i rozmawiać nawet godzinę. Mógł liczyć na wsparcie i pomoc w znalezieniu specjalistów od nałogu.
Sławomir Wałęsa zawsze bronił ojca. Mimo to podkreślał, że stracił go z chwilą, gdy rozpoczęły się strajki w sierpniu 1980 roku. Ostatni raz był widziany przez swoich sąsiadów 21 kwietnia ubiegłego roku. Jego zwłoki ujawniono 31 kwietnia. Historia syna Lecha Wałęsy jest tragiczna. Nie udało mu się pokonać nałogu. Ten go zabił. Śmierć Wałęsy była jedną z najbardziej wstrząsających informacji, które dotarły do Torunian w 2025 roku.