Arka Gdynia - Lechia Gdańsk 2:2 (1:0) (6' Kubiak, 46' Navarro - 54' Sezonienko, Żelizko 58')
Arka Gdynia: Węglarz - Hermoso, Gojny, Szota - Navarro (80' Kocyła), Kubiak Jakubczyk (80' Nguiamba), Perea, Rusyn (87' Szysz), Kerk - Espiau (71' Gutkovskis)
Lechia Gdańsk: Paulsen - Wójtowicz, Pllana, Rodin, Vojtko - Kapić, Żelizko, Mena, Cirković (67' Neugebauer) - Sezonienko (77' Wjunnyk), Bobcek.
Sędzia: Paweł Raczkowski
Widzów: 14401
Gol "stadiony świata" w derbach Trójmiasta!
Do 50. derbów Trójmiasta w lepszych humorach przystępowali gospodarze. "Arkowcy" przełamali się w starciu z GKS-em Katowice i są królami własnego boiska. Z kolei podopieczni Johna Carvera zagrali nie najgorsze spotkanie z Zagłębiem Lubin, ale nie zdołali ani razu pokonać bramkarza rywali i przegrali 0:2. Jeszcze tydzień temu moglibyśmy śmiało pisać, że to Lechia jest faworytem derbowego starcia. Dziś szanse zazwyczaj były oceniane po równo. Spodziewaliśmy się świetnego widowiska i gorącej atmosfery na trybunach!
Zaczęło się od... ciosu łokciem w twarz. Oberwał Luis Perea i mieliśmy dłuższą przerwę w grze. Gdy już jednak wróciliśmy do futbolu, obejrzeliśmy cudownego gola! Odbitą piłkę zgarnął przed polem karnym Oskar Kubiak i fenomenalnym strzałem dał prowadzenie Arce. Piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do bramki bezradnego Paulsena. Lechia natychmiast ruszyła do odrabiania strat. Mena świetnie dograł do Pllany, ale ten chybił. Chwilę później Tomas Bobcek przegrał pojedynek z Damianem Węglarzem. Na koniec pierwszego kwadransa napastnik Gdańszczan trafił do siatki, ale był na spalonym.
Im dalej w las, tym emocji czysto sportowych było coraz mniej. Piłkarze mieli ogromne problemy z gdyńskim kartofliskiem, zwanym przez niektórych murawą. Kibice postanowili podkręcić atmosferę i odpalili racę, co dało nam kolejną tego dnia, dłuższą przerwę w grze. Nic więc dziwnego, że pierwsza połowa potrwała prawie godzinę. W doliczonym czasie gry świetną szansę miał Bobcek, ale piłkę po jego strzale głową jakimś cudem sięgnął Kike Hermoso i wybił ją na słupek.
Arka w dobrych humorach zeszła na przerwę i w równie dobrych zaczęła druga połowę. W zamieszaniu w polu karnym najlepiej odnalazł się Marc Navarro. Jego strzał z 15. metra wylądował w siatce. To był mocny cios tuż po zmianie stron! Gdynianie podkręcili tempo. Centrostrzał Rusyna wylądował na poprzeczce, a uderzenie głową Navarro obronił Paulsen. Ta interwencja była sygnałem do ataku dla Lechii. W 54. minucie goście złapali kontakt za sprawą Sezonienki. Najpierw próbował Bobcek, później Kapić dograł na lewą stronę pola karnego do 23-latka, który pokonał Węglarza.
Jeżeli ktoś miał jeszcze niedosyt, to zaledwie trzy minuty po trafieniu Sezonienki, kapitalnie z dystansu przymierzył Iwan Żelizko. Piłka odbiła się od obrońcy i wpadła do bramki obok bezradnego golkipera Arki. Na tablicy wyników znów był remis! Obie drużyny nie zamierzały na tym poprzestać, emocje rosły. W ostatnim kwadransie obrońca Lechii trzymał w polu bramkowym rezerwowego Gutkovskisa, ale arbitrzy uznali, że nie ma podstaw do podyktowania rzutu karnego. Powiedzieć, że to była kontrowersyjna decyzja, to nic nie powiedzieć. Akcja przeniosła się pod drugą bramkę, a tam Pllana uderzył w sam środek bramki, gdzie stał Węglarz. W odpowiedzi próbował Rusyn, ale trafił tylko w słupek. W ostatniej akcji meczu piłkę meczową mieli goście, ale Bobcek i Rodin
W piątkowy wieczór oglądaliśmy kawał świetnego meczu. Nie podobała nam się tylko druga część... pierwszej połowy. Piłkarze musieli walczyć ze sobą i z murawą, ale całość wyszła smakowita. Niedosyt może odczuwać przede wszystkim Arka, która wypuściła dwubramkowe prowadzenie. Podobnie było w starciu z Legią Warszawa. Lechia potwierdziła, że jej mecze to rozrywka co się zowie.