Bandyci zatłukli Adama na rynku. Bytów boi się po zmroku: "Dzieci już samych nie wypuszczamy"

Jeszcze kilka lat temu wieczorny spacer po Bytowie (woj. pomorskie) nikogo nie niepokoił. Wąskie uliczki, oświetlony rynek, górujący nad miastem zamek i cisza, która była częścią uroku tej pomorskiej miejscowości. Bytów leży w kotlinie, wśród jezior, lasów i pagórków. O tych terenach nie bez powodu mówiło się kiedyś „Mała Szwajcaria”. Dziś, gdy zapada zmrok, część mieszkańców przyspiesza kroku i ogląda się za siebie.

  • Mieszkańcy Bytowa mówią o rosnącym poczuciu zagrożenia po zmroku.
  • Tragiczna śmierć 36-letniego Adama W. spotęgowała obawy o bezpieczeństwo.
  • Po pobiciu mężczyzny wiele rodzin zaczęło bardziej pilnować dzieci i unikać wieczornych spacerów.
Brutalne pobicie w centrum Międzyzdrojów

Mieszkańcy Bytowa: po zmroku nie czujemy się bezpiecznie

- Kiedyś wracałam z pracy wieczorem i nawet nie myślałam, że coś może mi się stać. Teraz zamykam kwiaciarnię i od razu wsiadam do samochodu. Nie spaceruję już sama przez centrum - mówi miejscowa kwiaciarka.

Według mieszkańców atmosfera w mieście zaczęła się zmieniać, gdy do dużego zakładu produkującego okna zaczęli masowo przyjeżdżać pracownicy z różnych krajów. Potrzebne były ręce do pracy, więc ściągano robotników z zagranicy. W sklepach, na ulicach i w wynajmowanych mieszkaniach pojawili się nowi ludzie.

Sami mieszkańcy podkreślają, że nie chcą wrzucać wszystkich przyjezdnych do „jednego worka”. Wielu z nich normalnie pracuje, utrzymuje rodziny i nie sprawia żadnych problemów. Jednak zdaniem części bytowian po zmroku coraz częściej można spotkać grupy pijących mężczyzn, usłyszeć krzyki i awantury w różnych językach. Jednak najczęściej słychać wschodni akcent, a po nim język hiszpański, pracowników m.in. z Kolumbii.

- Człowiek nie wie, kto stoi przed sklepem i czego się spodziewać. Ja już po zmroku raczej z domu nie wychodzę. Kiedyś było tu naprawdę spokojnie - mówi pani Krystyna, emerytka mieszkająca w Bytowie od ponad czterdziestu lat.

Śmierć Adama W. spotęgowała obawy. Mieszkańcy boją się o dzieci

Strach mieszkańców jeszcze bardziej spotęgowała tragiczna śmierć 36-letniego Adama W. Mężczyzna został brutalnie pobity w centrum miasta i dwa dni później zmarł w szpitalu. Według ustaleń śledczych stanął w obronie swojej partnerki, którą zaczepiał jeden z późniejszych podejrzanych. Adam został przewrócony, kopany i bity przez trzech obywateli Ukrainy. Ciężko ranny trafił do szpitala, ale lekarzom nie udało się go uratować. Po tym zdarzeniu wiele rodzin zaczęło jeszcze uważniej pilnować dzieci.

- Syn ma piętnaście lat. Kiedyś pozwalałam mu wracać wieczorem od kolegów. Teraz jadę po niego samochodem. Córki też nie puszczam samej przez rynek. Może ktoś powie, że przesadzam, ale po tym, co się stało, wolę dmuchać na zimne - przyznaje pani Monika, matka trojga dzieci.

Kobiety mówią zgodnie, że nie chodzi im o pochodzenie każdego pracownika, lecz o brak poczucia bezpieczeństwa i widok obcych osób pijących alkohol, często w miejscach publicznych.

- Miasto powinno zadbać o więcej patroli. Ludzie muszą widzieć, że ktoś pilnuje porządku. Bo dziś wiele kobiet po prostu się boi - dodaje pani Iwona.

Oczekują większego poczucia bezpieczeństwa

Bytów nadal wygląda jak spokojne miasto z widokówki. Zamek stoi na wzgórzu, w rynku świecą latarnie, a wokół rozciągają się lasy i jeziora dawnej „Małej Szwajcarii”. Tyle że kiedy zapada zmrok, ulice szybko pustoszeją. Mieszkańcy zamykają drzwi, dzwonią do dzieci i proszą: wracajcie prosto do domu.

Podejrzani robotnicy z Ukrainy nie przyznali się do zarzutów. Za pobicie ze skutkiem śmiertelnym grozi do 15 lat więzienia. Prokuratura podkreśla, że narodowość nie była motywem tragedii. Konflikt miał podłoże towarzyskie. 

Do sprawy odniósł się także premier Donald Tusk.

- Każdy akt przemocy, już nie mówiąc o zabójstwie czy o pobiciu ze skutkiem śmiertelnym, to jest bardzo ciężkie przestępstwo - powiedział. Dodał, że prawo musi obowiązywać wszystkich bez wyjątku, niezależnie od narodowości.

Po pogrzebie bliscy znów stanęli przed rodzinną mogiłą. Wśród kwiatów i płonących zniczy stoi nowa tabliczka z fotografią Adama. Obok są krzyże jego trzech braci. Dla najbliższych to kolejny cios, z którym trudno się pogodzić. Teraz czwarty brat dołączył do reszty. Na zawsze.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki