Bałtyk ociepla się szybciej niż światowe oceany. Polskie morze zmienia się na naszych oczach
Wbrew powszechnemu przekonaniu Morze Bałtyckie potrafi być niezwykle groźne. Podczas sztormów fale osiągają nawet 5 metrów wysokości, a w skrajnych przypadkach mogą dochodzić do 10 metrów. Są krótkie, strome i nadbiegają z różnych kierunków, co sprawia, że żegluga bywa wyjątkowo trudna.
Znacznie większe obawy naukowców budzi jednak coś innego – systematyczny wzrost temperatury wód Bałtyku. Według analiz Instytutu Ochrony Środowiska, Państwowego Instytutu Badawczego oraz innych ośrodków naukowych, Morze Bałtyckie ociepla się szybciej niż wynosi średnia dla całego świata. Szacuje się, że temperatura rośnie tu o około 0,08 st. C na dekadę, podczas gdy globalna średnia to około 0,05 st. C. W ciągu ostatnich 30 lat temperatura wód Bałtyku wzrosła już o około 1,5 st. C, czyli nawet trzykrotnie szybciej niż średnia dla światowych oceanów.
Dla płytkiego i niemal zamkniętego akwenu oznacza to bardzo szybkie i trudne do odwrócenia zmiany, które będą coraz bardziej odczuwalne zarówno dla przyrody, jak i turystów wypoczywających podczas wakacji nad Bałtykiem.
W Bałtyku przybywa martwych stref. To może mieć konsekwencje
Rosnąca temperatura wpływa nie tylko na komfort kąpieli. W cieplejszej wodzie znacznie gorzej rozpuszcza się tlen, przez co w głębszych partiach morza zaczynają powstawać tzw. martwe strefy. Są to obszary, w których ilość tlenu jest tak niska, że życie organizmów morskich zostaje poważnie ograniczone lub całkowicie zanika.
Na takich zmianach cierpi cały ekosystem Bałtyku. Problemy mają organizmy denne, zaburzeniu ulega łańcuch pokarmowy, a jednym z najbardziej zagrożonych gatunków pozostaje dorsz, którego populacja od lat systematycznie się zmniejsza.
Cieplejsza woda oznacza więcej sinic. Zwracajmy uwagę na komunikaty
Zmiany klimatu będą coraz bardziej odczuwalne również dla turystów wypoczywających nad polskim morzem. Wyższa temperatura sprawia, że sezon kąpielowy może trwać dłużej, ale jednocześnie znacząco wzrasta ryzyko zakwitów sinic.
Specjaliści od lat podkreślają, że Bałtyk należy do mórz najbardziej narażonych na tego typu zjawiska. Odpowiada za to nie tylko ocieplający się klimat, lecz także eutrofizacja, czyli nadmierne użyźnienie wód związkami azotu i fosforu.
Do morza trafiają ogromne ilości biogenów wraz ze ściekami oraz spływami z terenów rolniczych. Nadmiar tych substancji staje się doskonałą pożywką dla sinic, które szczególnie intensywnie rozwijają się podczas upałów. Gdy masowo obumierają, zużywają ogromne ilości tlenu, przyczyniając się do powiększania martwych stref. Według danych Komisji Helsińskiej (HELCOM) problem eutrofizacji dotyczy już około 94 proc. powierzchni Morza Bałtyckiego.
Jak rozpoznać zakwit sinic?
Pojedynczych sinic nie da się dostrzec gołym okiem. Problem pojawia się dopiero podczas masowego zakwitu, kiedy na powierzchni morza tworzy się charakterystyczny zielonkawy lub brunatny kożuch przypominający farbę albo gęstą zupę. Woda staje się mętna, zmienia kolor i często wydziela nieprzyjemny, stęchły zapach.
Co ważne, nie każdy zakwit oznacza obecność toksyn, jednak na podstawie samego wyglądu wody nie da się tego ocenić. Dlatego Główny Inspektorat Sanitarny zaleca, by w przypadku zauważenia charakterystycznego nalotu zrezygnować z kąpieli. Kontakt z wodą, w której występuje zakwit sinic, może prowadzić do podrażnienia skóry i oczu, a także wywoływać dolegliwości ze strony układu pokarmowego. Zagrożenie dotyczy nie tylko ludzi, ale również zwierząt. Przed wyjazdem nad morze warto sprawdzić aktualny stan kąpielisk w Serwisie Kąpieliskowym Głównego Inspektoratu Sanitarnego.