Dramat na balkonie! Mężczyzna leżał wśród nieczystości, po jego ciele chodziły muchy. Liczyła się każda minuta

Dramat rozegrał się za drzwiami jednego z mieszkań na Pomorzu. Wycieńczony mężczyzna leżał na balkonie w pozycji embrionalnej wśród nieczystości, pokryty muchami. Walczył o każdy oddech. Sytuacja została opanowana tylko dzięki szybkiej reakcji świadka, który natychmiast powiadomił służby o widoku, który zastał. Gdy na miejsce dotarli strażnicy miejscy, wiedzieli, że liczy się każda minuta. Szczegóły poniżej.

Ratownicy i strażnicy miejscy przy noszach z chorym mężczyzną obok karetki. O akcji ratunkowej w Gdańsku przeczytasz w SE.
Autor: Straż Miejska w Gdańsku/ Materiały prasowe

Leżał na balkonie wśród much i nieczystości. Każda minuta mogła zdecydować o jego życiu

W środę, 29 lipca, służby otrzymały zgłoszenie o mężczyźnie leżącym na balkonie jednego z bloków przy ul. Rzeczypospolitej. Gdy na miejsce jako pierwsi dotarli strażnicy miejscy, zastali widok, którego długo nie zapomną!

Mężczyzna leżał zwinięty w pozycji embrionalnej na otwartym balkonie. Był otoczony nieczystościami, a po jego ciele chodziły muchy. Trząsł się z wycieńczenia, z trudem oddychał i nie miał siły samodzielnie się poruszyć. Mimo dramatycznego stanu był przytomny i odpowiadał na pytania funkcjonariuszy. Liczyła się każda sekunda.

- Strażnicy natychmiast wezwali pomoc medyczną. Do przyjazdu ratowników nie odstępowali mężczyzny ani na krok. Podali mu wodę, przenieśli go w zacienione miejsce i przez cały czas monitorowali jego stan zdrowia, starając się zapewnić mu choć odrobinę komfortu i poczucia bezpieczeństwa – informuje Marta Kurowska ze Straży Miejskiej w Gdańsku.

Pomoc przyszła w samą porę. Służby apelują do mieszkańców

Jako pierwszy na miejsce dotarł ratownik medyczny na motocyklu. Po zbadaniu mężczyzny od razu wezwał zespół pogotowia ratunkowego. Jego stan był bardzo ciężki i wymagał natychmiastowej pomocy. Chwilę później mężczyzna został przewieziony do szpitala, gdzie trafił pod opiekę lekarzy.

- Ta interwencja przypomina, że czasem za ścianą sąsiedniego mieszkania rozgrywa się ludzki dramat, którego nikt nie dostrzega. Dziękujemy osobie zgłaszającej za czujność i reakcję. To właśnie dzięki takiej postawie potrzebna pomoc dotarła na czas. Nie bądźmy obojętni na los drugiego człowieka. Czasem jeden telefon może stać się dla kogoś szansą na życie - dodaje Marta Kurowska ze Straży Miejskiej w Gdańsku.

Rz czy ż? Ó czy u? To największe pułapki w polskiej ortografii
Pytanie 1 z 25
Pióro czy piuro?
Naprawili serduszko małemu Mikołajowi

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki