Dramatyczne chwile w Sopocie. 4-latek potrzebował natychmiastowej pomocy
W poniedziałek, 22 czerwca około godziny 16.00 policjanci z Referatu Patrolowo-Interwencyjnego Komendy Miejskiej Policji w Sopocie pełnili służbę na Placu Przyjaciół Sopotu. W pewnym momencie podbiegła do nich opiekunka wycieczki, prosząc o pilną pomoc dla 4-letniego chłopca. Okazało się, że dziecku wypadł port PEG służący do karmienia dojelitowego. Chłopiec odczuwał silny ból, był roztrzęsiony i płakał. Dodatkowo ustalono, że czas oczekiwania na przyjazd karetki może się wydłużyć.
- W tej sytuacji policjanci podjęli decyzję o natychmiastowym przewiezieniu chłopca wraz z opiekunką do szpitala. Na miejscu znajdowało się wiele osób, a duże natężenie ruchu turystycznego oraz tłum zgromadzony wokół dziecka uniemożliwiały podjęcie innych skutecznych działań. Radiowóz z włączonymi sygnałami świetlnymi i dźwiękowymi sprawnie pokonał trasę, dzięki czemu dziecko szybko trafiło pod opiekę lekarzy – informują policjanci.
Policyjny ratownik od razu ocenił zagrożenie. Liczyła się szybka decyzja
Jednym z interweniujących policjantów był funkcjonariusz z doświadczeniem w ratownictwie medycznym. To właśnie ono pozwoliło mu szybko ocenić, że chłopiec powinien jak najszybciej trafić do szpitala. Zwłoka mogła doprowadzić do poważnych powikłań. W akcji brała udział także młoda policjantka, dla której była to pierwsza interwencja po ukończeniu szkolenia. Funkcjonariuszka zachowała spokój i wspierała działania kolegi podczas udzielania pomocy dziecku.
- Okres wakacyjny wiąże się ze znacznym wzrostem liczby turystów odwiedzających Sopot. Policjanci każdego dnia dbają nie tylko o bezpieczeństwo mieszkańców i gości, ale także są przygotowani do reagowania w sytuacjach wymagających natychmiastowej pomocy w zakresie medycznym – dodają mundurowi.