Zastrzelił byłą żonę na oczach dzieci. Makabryczny finał dramatu pod Warszawą
Zbrodnia, do której doszło w czwartek, 7 maja w Raszynie, wstrząsnęła całą Polską. Ze wstępnych ustaleń śledczych wynika, że Bogusław G. zastrzelił swoją byłą żonę Annę na oczach ich dzieci. Śledczy ustalili, że dramat rozegrał się około godziny 16 przy ulicy Mokrej w Raszynie. Bogusław G. pojawił się w mieszkaniu wynajmowanym przez byłą żonę. W trakcie spotkania miał wyciągnąć broń i oddać jeden strzał w głowę kobiety. Anna zginęła na miejscu.
Po zabójstwie sprawca uciekł z miejsca zdarzenia. Jak ustalono, później pojechał na cmentarz w miejscowości Prażmów w powiecie piaseczyńskim, gdzie odebrał sobie życie. Okoliczności tragedii wyjaśniają śledczy.
Luksusowe życie, egzotyczna miłość i tragiczny finał. Nowe fakty o dramacie w Raszynie
Jak ustalili dziennikarze programu TVN „Uwaga”, o Bogusławie G. wciąż wiadomo niewiele. Z dostępnych informacji wyłania się jednak obraz człowieka, który przez lata prowadził życie poza Polską. Mężczyzna był zawodowym pilotem linii pasażerskich i większość czasu spędzał za granicą, jedynie od czasu do czasu przyjeżdżając do kraju. Wcześniej mieszkał we Francji i Azji. Annę poznał około 18 lat temu w Wietnamie. Para wzięła ślub, doczekała się dziecka i przez lata żyła na wysokim poziomie. Do Polski wrócili, gdy Bogusław G. miał 61 lat.
Anna od ponad dwóch i pół roku prowadziła stoisko z wietnamskim jedzeniem na targowisku w Piastowie. Pojawiała się tam regularnie w każdą sobotę.
- Sprzedawała sajgonki, które sama produkowała – mówił w programie "Uwaga" pan Robert, znajomy kobiety.
Sąsiedzi nie słyszeli awantur, ale rodzina miała Niebieską Kartę. Nowe fakty po tragedii w Raszynie
Jak ustalili dziennikarze programu „Uwaga”, już wcześniej w małżeństwie Anny i Bogusława G. miało dochodzić do poważnych problemów. Tak wynika z relacji jednej ze znajomych mężczyzny. Sąsiedzi wspominają jednak parę jako spokojną rodzinę i twierdzą, że nigdy nie zauważyli niepokojących sytuacji. Według ich relacji pod adres nie była również wzywana policja. Śledczy ustalili jednak, że w rodzinie została założona Niebieska Karta. To właśnie m.in. na podstawie zgromadzonych materiałów Bogusław G. został wcześniej skazany.
- W przeszłości Prokuratura Rejonowa w Pruszkowie prowadziła postępowanie przeciwko Bogusławowi G. zakończone wniesieniem w dniu 11.09.2023 r. do Sądu Rejonowego w Pruszkowie aktu oskarżenia, w którym zarzucono mężczyźnie znęcanie się psychiczne i fizyczne nad małżonką i dwójką małoletnich dzieci. Prawomocnym wyrokiem z dnia 21 listopada 2024 r. mężczyzna został skazany na karę łączną pozbawienia wolności w wymiarze 5 miesięcy z warunkowym zawieszeniem na okres próby 2 lat - przekazał "Super Expressowi" prok. Piotr Skiba.
Jak ustalono, po wydaniu wyroku służby nie otrzymywały już kolejnych zgłoszeń dotyczących przemocy domowej w tej rodzinie. Mimo rozwodu i wcześniejszego skazania Bogusław G. nadal utrzymywał kontakt z dziećmi i odwiedzał je.
Miał zakaz i stracił pozwolenie na broń. Śledczy badają, skąd ją zdobył
Jak ustalono, Bogusław G. w przeszłości posiadał legalne pozwolenie na broń. Zostało ono jednak cofnięte po postawieniu mu zarzutów dotyczących znęcania się nad żoną i dziećmi, a należąca do niego broń została zabezpieczona przez służby. Prokurator Piotr Skiba przekazał „Super Expressowi”, że broń użyta 7 maja do zabójstwa byłej żony nie była już objęta żadnym pozwoleniem, a mężczyzna najprawdopodobniej posiadał ją nielegalnie. Jak dodał, zabezpieczony pistolet został przekazany do badań balistycznych, które mają pomóc ustalić jego pochodzenie.
Śledczy wciąż próbują odpowiedzieć na pytanie, co mogło być motywem działania Bogusława G. Na obecnym etapie postępowania nie udało się jeszcze ustalić, dlaczego doszło do tragedii.
- Na to pytanie nie mamy jeszcze odpowiedzi. Myślę, że musimy poczekać m.in. na wyniki uzyskanych informacji telekomunikacyjnych – mówiła prokurator Marta Banaszak w programie TVN.
Jak przekazała prokurator Banaszak w rozmowie z dziennikarzami programu „Uwaga”, śledztwo najprawdopodobniej zostanie umorzone z uwagi na śmierć sprawcy.
Przypomnijmy, że świadkami tragedii były małoletnie dzieci pary. Po traumie, którą przeżyły, nie zostały pozostawione bez pomocy. Na chwilę obecną dzieci nieżyjącej pary znajdują się pod opieką rodziny zastępczej. Dzięki zaangażowaniu władz samorządowych otrzymały również niezbędną pomoc psychologiczną.