Tragedia pod Tarczynem. Pijany kierowca wjechał w grupę kolarzy
Był spokojny majowy wieczór. Wiejskie drogi w okolicach Tarczyna, z pozoru ciche i bezpieczne, tego dnia stały się areną prawdziwej tragedii, która na zawsze zapadła w pamięci mieszkańców malutkiej wsi Przypki. Grupa 12 kolarzy wracała wspólnie z przejazdu. Nikt nie spodziewał się, że za chwilę ich życie zmieni się na zawsze. Około godziny 19:50 rozpędzony samochód wjechał w peleton rowerzystów.
− Poszkodowanych zostało czterech kolarzy. U trzech stwierdzono złamania kończyn górnych i dolnych. Jeden jest bez funkcji życiowych. Zespół pogotowia prowadzi czynności ratownicze − relacjonował na gorąco mł. bryg. Łukasz Darmofalski z piaseczyńskiej straży pożarnej. Mimo długiej reanimacji jednej osoby nie udało się uratować. Pozostali trafili do szpitali na terenie Warszawy z poważnymi obrażeniami.
Zanim doszło jednak do tragedii na drodze w Przypkach, kierowca miał zachowywać się agresywnie już wcześniej. Kilkaset metrów dalej, w Krakowianach, trwała akcja strażaków przy płonącym ciągniku. − Pędził prosto na mnie, odskoczyłem w ostatniej chwili, unikając śmierci pod kołami − mówił druh Dawid Kłapkowski z Ochotniczej Straży Pożarnej Młochów. To właśnie wtedy pojawiły się pierwsze sygnały, że kierowca jest nietrzeźwy i nie panuje nad swoim zachowaniem. Chwilę później doszło do najgorszego.
Zarzuty i proces sądowy. Co groziło sprawcy potrącenia kolarzy?
Po potrąceniu kolarzy sprawca nie zatrzymał się, tylko uciekł z miejsca zdarzenia. Natychmiast rozpoczęła się policyjna obława. Funkcjonariusze szybko ustalili tożsamość kierowcy. Jeszcze tej samej nocy podejrzany został zatrzymany w swoim miejscu zamieszkania. Był nim 45-letni Jakub O. z gminy Tarczyn. Potwierdziły się również wcześniejsze obawy służb. Mężczyzna był nietrzeźwy. W chwili zatrzymania miał ponad promil alkoholu w wydychanym powietrzu. Jak ustalono, miał również przy sobie narkotyki.
− Przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia − przekazywała następnego dnia prokuratura.
Postawiono mu szereg poważnych zarzutów: spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, ucieczkę z miejsca wypadku, nieudzielenie pomocy poszkodowanym, a także prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu. Za wszystkie przestępstwa mogła mu grozić kara nawet 15 lat pozbawienia wolności.
Pamięć o ofiarach i przestroga
Informacje o tragedii błyskawicznie obiegły media. Wiele osób nie mogło uwierzyć, że do takiego zdarzenia doszło na spokojnej, wiejskiej drodze. Rowerzyści, którzy przeżyli, podkreślali później, że nic nie zapowiadało dramatu. Jazda odbywała się w grupie, w znanych sobie warunkach, w pozornie bezpiecznym miejscu.
Sprawa po kilku miesiącach śledztwa trafiła do sądu. W 2023 roku zapadł wyrok: 7 lat i 2 miesiące pozbawienia wolności. Sąd uznał winę oskarżonego i wskazał na jego skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie za kierownicą. Podkreślano, że prowadził samochód w stanie silnego upojenia alkoholowego, a jego jazda doprowadziła do śmierci jednego z kolarzy i ciężkich obrażeń kilku innych osób. W środowisku poszkodowanych wyrok wywołał jednak mieszane emocje.
− Na tyle sąd wycenił życie jednego człowieka oraz trwałą niepełnosprawność drugiego − komentowano w mediach społecznościowych.
Choć od tragedii minęły lata, dla wielu uczestników tamtych wydarzeń czas zatrzymał się 18 maja 2022 roku. Rowerzyści, którzy przeżyli, wielokrotnie wracali na miejsce wypadku, by oddać hołd koledze. To tam zapalano znicze i wspominano człowieka, który zginął nagle, w trakcie zwykłej przejażdżki.
− Przyjechaliśmy tu oddać hołd Tomkowi i pokazać, jak duża jest agresja na drodze − mówili jego znajomi. Dla wielu to miejsce stało się symbolem nie tylko tragedii, ale i ostrzeżenia.
Pogrzeb Tomasza L. odbył się tydzień później, 25 maja w Kościele Parafialnym p.w. Najświętszej Maryi Panny przy ulicy Bursztynowej. W uroczystościach wzięła udział zrozpaczona rodzina i koledzy tragicznie zmarłego, którzy odprowadzili trumnę z jego ciałem do grobu.
− Ciężko jest mówić w sytuacji kiedy odchodzi człowiek młody, pełen sił. Ciężko cokolwiek powiedzieć bo słowa nigdy tego nie oddają. Będąc tu na ziemi bardziej uświadamiamy sobie, że i tak wszystko jest w rękach Boga. W przypadku Tomasza z pewnością nie podejrzewał że żegna się z rodziną po raz ostatni, tak naprawdę nikt z nas nie może tego wiedzieć. W takich momentach w naszych sercach jest złość i może to też dla nas jakaś lekcja abyśmy zawsze szli w kierunku światła i miłości − powiedział do wiernych ksiądz.
Podczas uroczystości głos zabrała również żona tragicznie zmarłego, Elżbieta. − Będę musiała cię szukać przez długie lata. Tomku najdroższy, wspólne plany i marzenia w jednym momencie się załamały. Dałeś swoim dzieciom najlepsze to co w tobie było. Tyle wspólnych chwil i codzienności. Twoja rowerowa pasja dawała ci tyle pasji. Cieszyłam się że masz przestrzeń aby spotkać przyjaciół i się odstresować. Kocham Cię, do zobaczenia − powiedziała ze łzami w oczach.
Pijani kierowcy w Polsce
Sprawa z Przypek nie była odosobniona. W Polsce regularnie dochodzi do wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców.
Tylko w 2025 roku policjanci z całego kraju przeprowadzili prawie 18 mln badań kierujących na zawartość alkoholu w organizmie. W tym samym roku doszło też do 1141 wypadków spowodowanych przez nietrzeźwych kierowców, zginęły 124 osoby, a prawie 1500 osób zostało rannych.
Każdy taki przypadek ponownie otwiera debatę o surowszych karach i skuteczności prawa. W tym przypadku szczególnie mocno wybrzmiewał fakt ucieczki z miejsca zdarzenia i całkowitej obojętności wobec ofiar. I to właśnie ten element wielu komentujących uważa za najbardziej wstrząsający.