Na pierwszy rzut oka nic nie wskazywało na to, że Mariusz B. może być zdolny do popełnienia najcięższych zbrodni. Był spokojny, małomówny i pracowity. Z czasem śledczy zaczęli jednak odkrywać kolejne elementy historii, która doprowadziła do czterech zabójstw.
Z opinii biegłego psychiatry wynikało, że Mariusz B. był człowiekiem pewnym siebie, inteligentnym i potrafiącym narzucać innym swoją wolę. Jednocześnie miał przedstawiać siebie w wyjątkowo pozytywnym świetle i ukrywać własne słabości. W zacieraniu śladów miał pomagać mu kuzyn Krzysztof R. Według biegłych mężczyzna był niedojrzały psychicznie, miał niską samoocenę i łatwo podporządkowywał się osobom, które uważał za przyjazne.
Wszystko zaczęło się na warszawskiej Woli
Historia sięga lat 90. To wtedy Mariusz B., będący wówczas ministrantem, poznał w kościele św. Wojciecha przy ul. Wolskiej osoby, które później pojawiły się w jego życiu w zupełnie innym kontekście. Najpierw związał się z księdzem Piotrem S. Ich relacja zakończyła się w burzliwy sposób. Później Mariusz B. poznał małżeństwo D. Z czasem relacje między nimi stały się intymne. W centrum tej historii znalazła się również córka małżeństwa − Ola.
Z akt sprawy wynika, że początkowo dziewczyna traktowała Mariusza jak starszego brata. Z czasem jednak jego zachowanie wobec niej miało się zmienić. Miał wydawać jej polecenia i coraz silniej ingerować w życie rodziny. W jednym z listów Ola napisała o nim: − Był moim najlepszym przyjacielem, a stał się wrogiem.
Kolejne ofiary
W 2006 roku doszło do pierwszej zbrodni. Na działce w Pułtusku zginęli Ola D. i jej ojciec Zbigniew. Kolejną ofiarą był Henryk S., nauczyciel tańca związany z bliską Mariuszowi osobą. Rok później mężczyzna miał zostać zamordowany. W 2008 roku zginął natomiast ksiądz Piotr S. − duchowny, z którym Mariusz B. znał się jeszcze z czasów młodości. W ten sposób śledczy połączyli cztery sprawy. Wspólnym mianownikiem okazał się Mariusz B.
Wariograf nie dał pełnej odpowiedzi
Jednym z elementów postępowania było badanie wariografem. Mariusz B. próbował zakłócać jego przebieg, między innymi poprzez kontrolowanie oddechu. Biegły wskazał jednak, że nie zawsze udawało mu się ukryć reakcje organizmu.
Szczególnie interesujące były pytania dotyczące śmierci księdza Piotra S. Podejrzany zareagował na pytanie o sposób pozbawienia życia duchownego, a także na kilka pytań dotyczących miejsca zbrodni. W badaniu pojawiły się reakcje na odpowiedzi związane m.in. z samochodem, lasem i cmentarzem.
Wariograf miał również wskazywać, że zwłoki zostały zakopane. Dodatkowym elementem układanki był szpadel znaleziony przez policjantów w samochodzie Mariusza B. Narzędzie było zabrudzone ziemią.
Poszukiwania w lasach
Śledczy rozpoczęli poszukiwania miejsc, w których mogły znajdować się ciała. Szczególną uwagę zwrócono na okolice Pułtuska. Sam Mariusz B. wskazał miejscowość Zambski Kościelne nad Narwią. Później jednak wycofał się z tych zeznań, twierdząc, że został zmuszony do ich złożenia.
Policjanci sprawdzali również tereny nadleśnictw Popławy, Grabowiec i Zatory. W poszukiwaniach pomagali leśnicy. Przeszukiwano kolejne obszary, analizowano informacje i sprawdzano możliwe miejsca ukrycia zwłok.
Nie znaleziono jednak żadnego ciała.
Według ustaleń śledczych zwłoki Oli i Zbigniewa D. oraz księdza Piotra S. mogą nadal znajdować się w lasach w okolicach Pułtuska. Ciało Henryka S. miało zostać ukryte w rejonie Mławy.
Tajemnica, której nie udało się rozwiązać
Mariusz B. został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Wyrok nie zakończył jednak jednej z najbardziej ponurych zagadek tej sprawy. Nadal nie wiadomo, gdzie dokładnie znajdują się ciała jego ofiar.
Sam skazany nie ujawnił miejsca ich ukrycia. Jego kuzyn, który miał pomagać w zacieraniu śladów, zaprzeczał natomiast, by uczestniczył w zabójstwach lub ukrywaniu zwłok. Po latach wciąż pozostaje więc pytanie: gdzie są ciała czterech osób?