- Dziki stają się coraz większym problemem pod Warszawą i w samej stolicy; doszło do ataku na zwierzę domowe.
- Mieszkańcy donoszą, że w Brwinowie dziki zabiły psa, a na Białołęce locha urodziła warchlaki pod blokiem.
- Władze gminy Brwinów tłumaczą, że mają ograniczone możliwości interwencji. Jak mieszkańcy powinni reagować na obecność dzików?
Dramat w Brwinowie. Dziki zabiły psa na oczach właścicielki
W niedzielę (12 kwietnia) na osiedlu przy ul. Kraszewskiego w Brwinowie jedna z mieszkanek przeżyła horror. Jak wynika z relacji przekazanej Miejskiemu Reporterowi, kobieta wyszła z klatki z małym psem rasy shih tzu. Zwierzę było na smyczy. W pewnym momencie na psa rzuciły się trzy dziki. Atak był błyskawiczny i brutalny. Według relacji, zwierzęta sforsowały drewniane ogrodzenie.
Pies o imieniu Maja doznał śmiertelnych obrażeń. Zmarł po przewiezieniu do kliniki weterynaryjnej. - Otrzymaliśmy zgłoszenie o ataku dzika na psa - potwierdza „Super Expressowi” podkom. Monika Orlik, oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Pruszkowie. Policjanci przyjęli zgłoszenie. Słyszymy, że mąż właścicielki psa powiadomił policję o incydencie godzinę po ataku.
To nie był odosobniony przypadek. Gmina ma związane ręce
Problem z dzikami w Brwinowie trwa od dawna. Już w 2024 roku służby odbierały liczne zgłoszenia z wielu ulic, gdzie zwierzęta pojawiały się regularnie. Podobne głosy dochodzą z okolicznych miejscowości, w tym Milanówka czy Żółwina.
Do sprawy odniósł się burmistrz Brwinowa Arkadiusz Kosiński. Podkreślił, że gmina ma ograniczone możliwości działania. Jak wyjaśnił, zgodnie z przepisami dziki są własnością Skarbu Państwa, a decyzje o odstrzale lub odłowie podejmują starosta lub wojewoda. Dodatkowo sytuację komplikują przepisy związane z ASF, które zakazują przemieszczania dzików. W 2025 roku przeprowadzono odstrzał redukcyjny, który chwilowo ograniczył problem. Jednak zimą zwierzęta ponownie zaczęły pojawiać się w zabudowie.
Burmistrz zapewnia, że gmina wystąpiła 20 stycznia 2026 r. do starosty o zgodę na odstrzał redukcyjny 30 dzików, a decyzja została wydana po około 2,5 miesiąca i trafiła już do urzędu, obecnie zaś trwają dalsze procedury związane z jej realizacją.
„Proszę wszystkich o zachowanie ostrożności i spokoju (szczególnie na spacerach z psami) po dostrzeżeniu dzików a przede wszystkim lochy z warchlakami - jak każda matka w obronie swoich zagrożonych dzieci i ona będzie chroniła swoje młode” - apeluje.
Warszawa, Białołęka: „dzicza” porodówka pod balkonem
W Warszawie sytuacja jest równie niepokojąca. Niedawno na Bemowie konieczny był odstrzał lochy z młodymi. Teraz na Białołęce, przy ul. Ceramicznej, locha miała oprosić się tuż pod balkonem jednego z bloków. Na miejsce wezwano łowczego, który zabezpieczył teren taśmą i ustawił ostrzeżenie dla mieszkańców o treści, by się nie zbliżać. Problem w tym, że takie zabezpieczenia jak taśma działają głównie na ludzi, a trudno nie zbliżać się do dzikich zwierząt, gdy znajdują się przed wejściem do bloku czy pod balkonem.
- Za każdym razem, gdy otrzymujemy informacje o pojawieniu się dzików, zgłaszamy je odpowiednim służbom, w tym Lasom Miejskim oraz Straży Miejskiej. Nie pozostawiamy takich sygnałów bez reakcji. Jako gmina nie posiadamy jednak narzędzi ani kompetencji do bezpośredniego działania w zakresie odławiania czy usuwania dzików - mówi nam Katarzyna Wiejowska, rzeczniczka dzielnicy.
O sytuację spytaliśmy Lasy Miejskie. Czekamy na odpowiedź.
Wawer: dziki wtargnęły na posesję i bawiły się w piaskownicy
Podobne zdarzenia mają miejsce także w warszawskim Wawrze. Jedna z mieszkanek relacjonuje na grupie mieszkańców, że dziki przedostały się na jej posesję, podkopując się pod ogrodzeniem, mimo że było ono zabezpieczone podmurówką. Zwierzęta przez około dwie godziny przebywały na terenie działki. Bawiły się w piaskownicy, weszły do domku ogrodowego dziecka, porozrzucały śmieci i zniszczyły zabawki. Kobieta podkreśla, że w tym czasie nie mogła ani wejść do domu, ani z niego wyjść. „Proszę mi wierzyć, wcale nie było mi do śmiechu” - czytamy. Jak twierdzi, mimo prób kontaktu ze służbami, nikt nie podjął interwencji.
„Zadzwoniłam na 19115. Pani przyjęła zgłoszenie i powiedziała, żeby dzwonić do Lasów Państwowych. Zadzwoniłam i dowiedziałam się, ze niestety nikt nie przyjedzie. Oni nie będą ruszać lochy z małymi, bo to jest zbyt niebezpieczne. A zresztą po ostatnich aferach z dzikami w Warszawie, oni tym bardziej nic nie będą robić. Zadzwoniłam do straży miejskiej, ich to nie obchodzi. Chodziły po moim terenie ok. 2 godz. Do domu nie można było wejść, ani wyjść” - relacjonuje. Ostatecznie dziki same opuściły teren, wyrywając fragment ogrodzenia od strony ulicy.
O sytuację spytaliśmy Lasy Miejskie. Czekamy na odpowiedź.
Locha z młodymi jest szczególnie niebezpieczna
Służby przypominają, że locha z warchlakami może reagować agresywnie, szczególnie gdy poczuje zagrożenie. Zarówno w podwarszawskich miejscowościach, jak i w samej stolicy, mieszkańcy coraz częściej zgłaszają obecność dzików w bezpośrednim sąsiedztwie domów. Zalecenia są jasne: nie podchodzić do dzików, nie próbować ich płoszyć, nie dokarmiać, trzymać psy na smyczy.