Ela latami mieszkała w komórce przy chlewie i jadła zlewki z koryta! Tak ukochany uczył ją pokory

2026-03-16 12:32

Jak okrutnym człowiekiem trzeba być, by zgotować takie piekło ukochanej osobie? Stanisław przez długie lata karał Elżbietę. Najpierw "tylko" ją bił, ale później postanowił upodlić ją jeszcze bardziej - wyrzucił z domu i kazał zamieszkać w komórce obok świńskiego chlewu! By nie umrzeć z głodu, kobieta podjadała paszę zwierzętom!

„Pokazał pazury i było już za późno”. Stanisław zgotował Elżbiecie piekło

Dramat 52-letniej Elżbiety rozgrywał się zaledwie 60 km od Warszawy, w jednej ze wsi pod Wołominem. Kobieta żyła ze starszym od siebie o osiemnaście lat Stanisławem, jak mąż z żoną. Para doczekała się dwóch synów. Nie był to jednak związek usłany różami. Mężczyzna z roku na rok robił się coraz bardziej apodyktyczny i agresywny. Gdy Ela zaczęła robić mu wymówki za ciągłe picie wódki z kolegami, pobił ją i zakazał wychodzenia na wieś! A to był dopiero początek horroru, który czekał kobietę.

Prawdziwa gehenna rozpoczęła się w 2006 roku. - Dostawałam za byle co. Na czas nie zrobiłam obiadu, to już tłukł mnie po głowie. Nie zgodziłam się, żeby pił w domu z kumplami, to poobijał mi ręce tak, że do dziś mam blizny. Później doszło do tego, że bił mnie nawet za to, że źle na niego spojrzałam - opisywała przed laty „Super Expressowi” Elżbieta. - Jaka ja byłam głupia, że wzięłam sobie takiego chłopa. Na początku bardzo go kochałam, a gdy urodziły się dzieci, on pokazał pazury i było już za późno - mówiła ocierając łzy.

Z głodu podkradała jedzenie zwierzętom!

Wreszcie kobieta odnalazła w sobie siłę i powiedziała dość. Postanowiła, że pójdzie na policję. Liczyła, że dzięki temu zachowanie jej ukochanego Stanisława zmieni się. Bardzo się pomyliła. Mężczyzna stał się jeszcze gorszy! - Kiedy się dowiedział, że wybieram się na policję, wyrzucił moje rzeczy przed dom i powiedział, że mam mieszkać w komórce przy oborze - opisywała w rozmowie z „Super Expressem”.

Kobieta zrobiła sobie tam legowisko ze starych desek wyścielonych kartonami. Myła się w starej przeciekającej wannie, a za stół służyła jej metalowa beczka po paliwie. Mała tylko dwa blaszane kubki, plastikową miskę i stary garnek. Gdy nie miała co jeść, podbierała pokarm zwierzętom. - Mamy 2009 rok, a ja już tu mieszkam ponad trzy lata. Gdy głód ściśnie mi żołądek, to podbieram paszę i zlewki z koryta dla świń. Nie gardzę też moczonymi skórkami od chleba, które Stach wyrzuca kurom - wyznawała. - Żeby nie renta inwalidzka niepełnosprawnego syna Zbyszka, zmarłabym z głodu. Syn daje mi po kilka złotych... - ubolewała.

„Nie pozwalała mi kielicha wypić, to po co mi taka baba”

Stanisław nie miał sobie nic do zarzucenia. Nie widział nic złego w sposobie, w jaki traktuje ukochaną. - Dobrze, że w ogóle ma kawałek dachu nad głową - śmiał się. - Nie pozwalała mi kielicha wypić, to po co mi taka baba. Nie gotowała obiadów, łaziła gdzieś po plotkach, gdy ja jechałem do roboty na bazary. Posiedzi w komórce, to może czegoś się nauczy. Nie dam się złamać, bo tam jest jej miejsce i już - dodawał.

Wieś jest podzielona

Bohaterowie tej przerażającej historii już nie żyją, ale mieszkańcy wioski wciąż pamiętają drobną, zapłakaną Elę i stojącego z podniesiona nad nią ręką Staszka. Ludzie do tej pory są podzieleni. Część osób ubolewa nad tym, co spotkało kobietę i głośno krytykuje odrażające zachowanie mężczyzny wobec ukochanej. Inni jednak popierają okrucieństwo Staszka, tłumacząc to zachowaniem kobiety, które według nich nie pasowało do "roli kobiety".

Sonda
Czy jako kobieta doświadczyłaś kiedyś przemocy domowej?
13-miesięczny chłopczyk padł ofiarą przemocy?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki