„Pokazał pazury i było już za późno”. Stanisław zgotował Elżbiecie piekło
Dramat 52-letniej Elżbiety rozgrywał się zaledwie 60 km od Warszawy, w jednej ze wsi pod Wołominem. Kobieta żyła ze starszym od siebie o osiemnaście lat Stanisławem, jak mąż z żoną. Para doczekała się dwóch synów. Nie był to jednak związek usłany różami. Mężczyzna z roku na rok robił się coraz bardziej apodyktyczny i agresywny. Gdy Ela zaczęła robić mu wymówki za ciągłe picie wódki z kolegami, pobił ją i zakazał wychodzenia na wieś! A to był dopiero początek horroru, który czekał kobietę.
Prawdziwa gehenna rozpoczęła się w 2006 roku. - Dostawałam za byle co. Na czas nie zrobiłam obiadu, to już tłukł mnie po głowie. Nie zgodziłam się, żeby pił w domu z kumplami, to poobijał mi ręce tak, że do dziś mam blizny. Później doszło do tego, że bił mnie nawet za to, że źle na niego spojrzałam - opisywała przed laty „Super Expressowi” Elżbieta. - Jaka ja byłam głupia, że wzięłam sobie takiego chłopa. Na początku bardzo go kochałam, a gdy urodziły się dzieci, on pokazał pazury i było już za późno - mówiła ocierając łzy.
Z głodu podkradała jedzenie zwierzętom!
Wreszcie kobieta odnalazła w sobie siłę i powiedziała dość. Postanowiła, że pójdzie na policję. Liczyła, że dzięki temu zachowanie jej ukochanego Stanisława zmieni się. Bardzo się pomyliła. Mężczyzna stał się jeszcze gorszy! - Kiedy się dowiedział, że wybieram się na policję, wyrzucił moje rzeczy przed dom i powiedział, że mam mieszkać w komórce przy oborze - opisywała w rozmowie z „Super Expressem”.
Kobieta zrobiła sobie tam legowisko ze starych desek wyścielonych kartonami. Myła się w starej przeciekającej wannie, a za stół służyła jej metalowa beczka po paliwie. Mała tylko dwa blaszane kubki, plastikową miskę i stary garnek. Gdy nie miała co jeść, podbierała pokarm zwierzętom. - Mamy 2009 rok, a ja już tu mieszkam ponad trzy lata. Gdy głód ściśnie mi żołądek, to podbieram paszę i zlewki z koryta dla świń. Nie gardzę też moczonymi skórkami od chleba, które Stach wyrzuca kurom - wyznawała. - Żeby nie renta inwalidzka niepełnosprawnego syna Zbyszka, zmarłabym z głodu. Syn daje mi po kilka złotych... - ubolewała.
„Nie pozwalała mi kielicha wypić, to po co mi taka baba”
Stanisław nie miał sobie nic do zarzucenia. Nie widział nic złego w sposobie, w jaki traktuje ukochaną. - Dobrze, że w ogóle ma kawałek dachu nad głową - śmiał się. - Nie pozwalała mi kielicha wypić, to po co mi taka baba. Nie gotowała obiadów, łaziła gdzieś po plotkach, gdy ja jechałem do roboty na bazary. Posiedzi w komórce, to może czegoś się nauczy. Nie dam się złamać, bo tam jest jej miejsce i już - dodawał.
Wieś jest podzielona
Bohaterowie tej przerażającej historii już nie żyją, ale mieszkańcy wioski wciąż pamiętają drobną, zapłakaną Elę i stojącego z podniesiona nad nią ręką Staszka. Ludzie do tej pory są podzieleni. Część osób ubolewa nad tym, co spotkało kobietę i głośno krytykuje odrażające zachowanie mężczyzny wobec ukochanej. Inni jednak popierają okrucieństwo Staszka, tłumacząc to zachowaniem kobiety, które według nich nie pasowało do "roli kobiety".
Polecany artykuł: