Spis treści
Spis treści
Budżet Obywatelski w Warszawie przestał interesować mieszkańców?
Na początku lipca stołeczny ratusz z dumą zaprezentował podsumowanie najnowszej odsłony Budżetu Obywatelskiego. Była to już 13. tura tego programu, który od samego początku miał dawać Warszawiakom możliwość bezpośredniego wpływania na to, jak wygląda ich ulica, dzielnica czy całe miasto. W założeniu miał to być triumf bezpośredniej demokracji i oddanie decyzyjności w ręce zwykłych ludzi.
Zderzenie z faktami jest jednak bolesne, o czym świadczy dramatycznie niska frekwencja w tegorocznym plebiscycie. Z oficjalnych statystyk udostępnionych przez warszawskich urzędników wynika, że w 13. edycji inicjatywy chęć wyboru projektów wyraziło tylko 55 366 obywateli. Przekładając to na liczby względne, zaledwie 3 procent wszystkich mieszkańców stolicy postanowiło zaangażować się w kształtowanie swojego najbliższego sąsiedztwa.
Tendencja spadkowa jest zauważalna od dłuższego czasu, a statystyki lecą w dół. Dla porównania, w 2014 roku do urn ruszyło 166 892 osób, a w rekordowej drugiej odsłonie było ich 172 395. Poza pandemicznymi wyjątkami zainteresowanie później już tylko topniało. W tym roku załamanie jest wyjątkowo ostre, bo ubyło aż 17 tysięcy wyborców w porównaniu do ubiegłego roku. Jeżeli ten trend się utrzyma, w przyszłym roku inicjatywa może przyciągnąć mniej niż 50 tysięcy głosujących, stając się projektem o marginalnym znaczeniu. Zaskakuje to tym bardziej, że teoretycznie mechanizm daje potężne narzędzia do zgłaszania i wybierania lokalnych inwestycji, z których mieszkańcy najwyraźniej z jakiegoś powodu nie chcą już korzystać.
Miasto Jest Nasze wskazuje przyczyny problemów z Budżetem Obywatelskim
Powodów takiego załamania formy Budżetu Obywatelskiego można szukać w kilku miejscach. Michał Pawlak, rzecznik prasowy stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, zwraca uwagę na brak odpowiednich bodźców dla mieszkańców oraz fakt, że stołeczni urzędnicy prowadzą wyjątkowo nieefektywną kampanię informacyjną i promocyjną.
Przedstawiciel MJN podkreśla, że warszawiacy próbujący złożyć własny wniosek często uderzają w potężny biurokratyczny mur, który odrzuca ich pomysły bez podania jasnych powodów i bez oparcia w prawie. Co gorsza, nawet przejście całego procesu i zwycięstwo w plebiscycie wcale nie oznacza szybkiej realizacji przedsięwzięcia. Jako przykład działacz Miasto Jest Nasze podaje projekt ścieżki rowerowej na Białołęce, który od dekady pozostaje wyłącznie na papierze, mimo że zdobył uznanie głosujących.
Kolejnym czynnikiem zniechęcającym obywateli do udziału w plebiscycie jest dopuszczanie do głosowania zadań, które powinny być realizowane w ramach standardowych obowiązków samorządu. Działacz stowarzyszenia wymienia w tym kontekście modernizacje szpitalnych oddziałów ratunkowych, uruchamianie linii zaufania dla najmłodszych czy duże inwestycje infrastrukturalne, które powinny być finansowane bezpośrednio z kasy miasta, a nie z puli obywatelskiej.
„Od samego początku, do ich likwidacji zasiadałem w dzielnicowym zespole ds. budżetu. Twardo odrzuciliśmy takie projekty. Tak samo, jak dbaliśmy o standardy dostępności i nie przechodziły szafki w szkole. Potem gdy zlikwidowano zespoły, poszło to na żywioł” – wspomina Rafał Suchocki, radny MJN z Targówka. W ocenie lokalnego polityka to właśnie rozwiązanie zespołów dzielnicowych przyczyniło się do drastycznego spadku jakości zgłoszeń, co bezpośrednio przełożyło się na mniejsze zainteresowanie mieszkańców.
Nie można również zapominać o przytłaczającej liczbie samych propozycji, z którymi muszą zapoznać się mieszkańcy. Wyłącznie w edycji na 2026 rok zgłoszono 1948 pomysłów, z czego 1203 dotyczyły najniższych szczebli lokalnych. Przebicie się przez taką listę i świadomy wybór optymalnych rozwiązań wymaga poświęcenia ogromnej ilości czasu, co skutecznie zniechęca wielu Warszawiaków do partycypacji.
Wizerunkowi całej inicjatywy szkodzą także kontrowersje wokół zwycięskich koncepcji, o których często donoszą media. Tak było chociażby w przypadku głośnej sprawy zielonego skweru na Ursynowie, czy też szeroko komentowanej idei przywrócenia instalacji w kształcie tęczy na placu Zbawiciela.
Ratusz w Warszawie zapewnia, że analizuje sytuację
Jak na te wszystkie zarzuty reagują stołeczni urzędnicy? Zastępczyni rzeczniczki prasowej Urzędu m.st. Warszawy, Marzena Gawkowska, potwierdza, że ratusz bada przyczyny spadającej liczby głosujących. W ocenie ratusza może to być naturalna kolej rzeczy i wypalenie się formatu po kilkunastu latach jego istnienia. Dodatkowo urzędniczka zwraca uwagę na pojawienie się innych instrumentów partycypacyjnych, takich jak inicjatywy lokalne, bezpośrednie konsultacje z mieszkańcami czy oddolne działania sąsiedzkie, które stanowią konkurencję dla BO.
Reprezentantka warszawskiego magistratu podkreśla, że instytucja stara się wdrażać i sprawdzać innowacyjne metody, które miałyby zachęcić obywateli do większej aktywności. Wymieniono tu między innymi uproszczenie samej procedury oddawania głosu, wyodrębnienie szczebla lokalnego dla inwestycji najbliższych domostwom mieszkańców, a także intensyfikację działań marketingowych skierowanych do osób rzadziej głosujących, w tym młodzieży, emerytów oraz osób nowo osiedlonych w mieście.
Czas pokaże, czy te kroki pozwolą uratować słabnący projekt, jakim staje się partycypacja obywatelska w Warszawie. Paradoksalnie, pula środków przeznaczonych na ten cel nieustannie rośnie i pozwala na planowanie coraz droższych inwestycji. Podczas gdy pierwsza edycja dysponowała kwotą 26 237 266 zł, najnowsza miała do rozdysponowania gigantyczne 137 867 090 zł. Taki skok to po części wynik rosnących kosztów i inflacji, ale jednocześnie ogromna szansa na realne zmiany, która przez brak zaangażowania mieszkańców po prostu się marnuje.
Patrząc na skalę kraju, stolica boryka się z unikalnym problemem. Z analiz przeprowadzonych przez Miasto Jest Nasze wynika, że warszawski wynik na poziomie 3 proc. to katastrofa w zestawieniu z innymi metropoliami. Zdecydowanie lepiej radzą sobie Białystok i Rzeszów, gdzie głosuje ponad 25 procent mieszkańców, a także Łódź i Poznań z wynikiem oscylującym wokół 12 procent. Niewykluczone, że włodarze stolicy powinni uważniej przyjrzeć się praktykom stosowanym w tamtych ośrodkach.
Budżet Obywatelski w Warszawie - zobacz ciekawe projekty z 2023 roku: