Ksiądz tłukł siekierą i podpalił podopiecznego. W sądzie przyznał, że ma dziecko

To jedna z najgłośniejszych i najbardziej szokujących spraw ostatnich miesięcy. Mirosław M., były proboszcz z Przypek pod Tarczynem (woj. mazowieckie), jest oskarżony o zabójstwo Anatola C. oraz o wcześniejsze usiłowanie jego zabójstwa. W środę (7 października) przed Sądem Okręgowym w Radomiu rozpoczął się proces duchownego.

Kilka minut po godz. 9.30 rozpoczął się proces Mirosława M. Były proboszcz został doprowadzony na salę w kajdankach przez uzbrojonych policjantów. Szedł ze spuszczoną głową, unikając wzroku.

Zanim rozpoczęło się składanie wyjaśnień przez oskarżonego, sąd zdecydował o częściowym wyłączeniu jawności rozprawy. Na czas jego wyjaśnień publiczność i dziennikarze musieli opuścić salę. Wcześniej jednak doszło do zaskakującej sytuacji. Podczas ustalania danych osobowych oskarżonego Mirosława M., sędzia Stanisław Olchowy zapytał go m.in. o stan cywilny i dzieci.

− Stan cywilny? Kawaler? − zapytał sędzia.

− Wolny − odpowiedział oskarżony.

− Ma pan dzieci? − dopytał.

− Tak, jedno − po krótkim wahaniu stwierdził oskarżony.

Chwilę później odczytano akt oskarżenia, a dziennikarze musieli opuścić salę.

Mirosław M. odpowiada przed sądem za dwie zbrodnie. Pierwsza z nich miała wydarzyć się 5 czerwca 2025 roku. Według prokuratury były proboszcz miał uderzyć Anatola C. w głowę twardym narzędziem. Mężczyzna doznał 4-centymetrowej rany w okolicy potylicy. Pod koniec lipca tego samego rano były duchowny miał zaatakować starego znajomego po raz kolejny. Miał wielokrotnie uderzyć Anatola C. siekierą w głowę. Biegli naliczyli sześć ran na głowie. Stwierdzili także krwotok wewnętrzny.

− Następnie oblał Anatola C. substancją łatwopalną, którą podpalił, w skutek czego pokrzywdzony doznał oparzeń drugiego i trzeciego stopnia obejmujących głowę, tułów, kończyny górne i dolne, czym doprowadził do zgonu pokrzywdzonego − przeczytał prok. Andrzej Stojak.

− Zobaczyłem palącego się człowieka na ziemi. Zacząłem obsypywać go ziemią z pola obok. Widziałem, że już ten człowiek nie żyje. Wykonałem połączenie z numerem alarmowym. W końcu udało się przekazać informacje o rodzaju zdarzenia i miejscu zdarzenia. W oczekiwaniu na przyjazd służb jeszcze próbowałem dogasić ciało oraz próbował dodzwonić się do żony oraz zadzwoniłem do sąsiadów, żeby przyjechali, bo obawiałem się o swoje życie. Po czym w ciągu kilku minut przyjechała ochotnicza straż pożarna oraz inne służby. I dalej czynności były przeprowadzane przez służby − zeznawał Marcin L., świadek, który jako pierwszy pojawił się na miejscu zdarzenia.

Anatol C. miał 68 lat. Mirosława M. poznał około 25 lat temu w Sanktuarium św. Faustyny w Warszawie. Ich relacja z czasem stała się bardzo skomplikowana. Bezdomny miał przekazać duchownemu rodzinny majątek (działkę) w zamian za dożywotnią opiekę, zapewnienie mieszkania i utrzymania. Według ustaleń śledczych właśnie konflikt dotyczący tych spraw miał być jednym z elementów prowadzących do tragicznego finału. Mężczyzna wielokrotnie prosił byłego duchownego o zapewnienie mu dachu nad głową. To miało się nie podobać oskarżonemu.

Po lipcowym zdarzeniu policjanci zatrzymali Mirosława M. Duchowny trafił do aresztu, gdzie pozostaje od lipca 2025 roku. Kolejna rozprawa została zaplanowana na 21 października.

Sonda
Jaka powinna być kara za zabójstwo?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI