Spis treści
Tragedia w szkole
Do tragedii doszło w czwartek, 8 października, rano na terenie Szkoły Podstawowej w Leszczydole-Nowinach pod Wyszkowem. Według dotychczasowych ustaleń 15-letni były uczeń placówki wtargnął do budynku i zaatakował nożem 37-letnią Darię, szkolną woźną i matkę dwójki dzieci. Mimo błyskawicznej akcji ratunkowej, prowadzonej reanimacji oraz interwencji śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, życia kobiety nie udało się uratować. W czasie ataku obrażeń doznali również dyrektor szkoły i nauczycielka, jednak ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Nastolatek został obezwładniony przez dyrektora i przekazany policji.
„To była zwykła, spokojna osoba”
Wiadomość o śmierci pani Darii wstrząsnęła lokalną społecznością. Kobieta była dobrze znana mieszkańcom wsi.
– Jest to nasza sąsiadka. Była. Pani Daria – mówi jedna z mieszkanek Leszczydołu-Nowin w rozmowie z Radiem ESKA.
Jak podkreśla, 37-latka nie należała do osób, które zwracają na siebie szczególną uwagę.
– To była raczej taka spokojna, zwykła osoba, niewyróżniająca się czymś szczególnym. Po prostu zwykła osoba, jakich mnóstwo – dodaje inna kobieta.
Największy żal mieszkańców budzi los osieroconych dzieci kobiety.
– Wielka tragedia, bardzo wielka, szczególnie dla rodziny. Bo tam dwójka dzieci, z tego co kojarzę dwóch synów, takich bardzo malutkich. Jeden przedszkolaczek, a drugi chyba do drugiej klasy chodził – relacjonuje mieszkanka.
„To był skryty chłopak”
Mieszkańcy znali również z widzenia nastolatka, który według śledczych zaatakował pracownicę szkoły.
– To też jest od nas chłopak. Nie znam go z rozmów. Ja po prostu znam go z widzenia. To był chłopiec skryty, taki zakapturzony zawsze, jakiś taki po prostu... odizolowujący się od wszystkich – mówi jedna z kobiet.
Według niej sytuacja rodzinna nastolatka miała być trudna.
– Oni mieli niebieską kartę założoną. To nie była szczęśliwa rodzina, ojciec już z nimi nie mieszkał. Nie działo się dobrze w tym domu – twierdzi mieszkanka.
Informacje te nie zostały dotychczas oficjalnie potwierdzone przez śledczych.
„Nawet u siebie nie możemy czuć się bezpieczni”
Po tragedii wielu mieszkańców zaczęło zastanawiać się nad własnym bezpieczeństwem.
– To teraz można przyjąć, że idąc do sklepu też możemy się naciąć na coś takiego, bo nigdy nie mamy pewności. Nawet jeżeli chodzi o człowieka z naszej społeczności, którego spotykamy na co dzień. Jeśli on może być zdolny do takiego czegoś, to tak naprawdę nawet u siebie nie możemy się teraz czuć w pełni bezpieczni – mówi poruszona kobieta.
Mieszkańcy przyznają również, że przez wiele godzin po ataku brakowało im informacji o sytuacji dzieci znajdujących się w szkole.
– Dużo rodziców znamy. Wszyscy są bardzo zmartwieni, dlatego że nie ma żadnych informacji ze szkoły. Dzieciaki są zamknięte w klasach. Puszczane są im bajki albo głośna muzyka – relacjonuje mieszkanka.
– Oni na pewno mają świadomość czegoś, tylko my nie wiemy, na ile są świadomi, na ile zostali poinformowani o tym, co się wydarzyło tak naprawdę – dodaje.
„Szkoda dziewczyny”
O zmarłej ciepło wypowiada się także mężczyzna mieszkający w bezpośrednim sąsiedztwie szkoły.
– Bardzo dobra była. Z moimi dzieciakami do szkoły chodziła. Szkoda dziewczyny – mówi krótko.
Tymczasem śledczy nadal wyjaśniają dokładne okoliczności tragedii. Sprawdzane są zarówno motywy działania 15-latka, jak i wszystkie informacje, które mogą pomóc w ustaleniu przebiegu zdarzeń. Cała społeczność Leszczydołu-Nowin czeka dziś na odpowiedzi na pytania, jak mogło dojść do tak ogromnego dramatu w miejscu, które dla dzieci powinno być symbolem bezpieczeństwa.