„Mamo, on nie oddycha!”. Czekali na karetkę 24 minuty. Serduszko 8-letniego Dawida się zatrzymało

2026-04-17 16:00

To miał być zwykły poranek. Zamiast tego rozegrał się dramat, który na zawsze zmienił życie jednej rodziny z warszawskiej Białołęki. 8-letni Dawid przestał oddychać, a jego życie przez 24 minuty zależało wyłącznie od braci − nastolatków, którzy walczyli o niego przez telefon z dyspozytorem.

Piotr Lis, reporter
Piotr Lis, reporter

Masz dla nas temat, który warto nagłośnić? A może sprawę, która wymaga naszej interwencji lub pomocy? Zachęcamy do kontaktu! Autor materiału czeka na wiadomości pod adresem: [email protected].

Dramatyczny poranek, który zapamiętają na zawsze. „Mamo, on nie oddycha!”

Matka Dawida, pani Joanna Sochacka, wspomina, że wszystko zaczęło się tuż po godzinie 5 rano. Ze snu wyrwał ją dziwny dźwięk, który do dziś opisuje jako harczenie. − Dzisiaj mam wrażenie, jakbym opowiadała o jakimś filmie − mówi. Początkowo sądziła, że syn ma koszmar. Po chwili zrozumiała, że dzieje się coś znacznie poważniejszego. Jej krzyk obudził jednego ze starszych synów. To właśnie wtedy padły słowa, które rozpoczęły dramatyczną walkę o życie: − Mamo, on nie oddycha!

W ciągu kilku chwil do pokoju wbiegli wszyscy trzej starsi bracia. To oni przejęli działania, gdy ich matka − jak sama przyznaje − była sparaliżowana strachem. − Byłam jak oszalała. Krzyczałam, próbowałam go ratować, ale to oni przejęli całkowitą kontrolę − opowiada.

Chłopcy zadzwonili pod numer alarmowy i rozpoczęli reanimację. Jeden rozmawiał z dyspozytorem, pozostali wykonywali polecenia. Matkę wyprowadzili z pokoju. − Moje reakcje tylko przeszkadzały. Oni musieli działać − przyznaje. 15-letni Igor został przy niej na dole. Pilnował, by nie wracała na górę, mierzył jej ciśnienie i podawał leki.

24 minuty oczekiwania na karetkę

Pierwsze połączenie na numer 112 trwało sześć minut. W tym czasie dyspozytorka instruowała chłopców, jak ratować brata.Mówili jej, że Dawid łapie oddech, że oddycha nierówno. Robili wszystko, co im kazała − relacjonuje matka. Rozmowa jednak zakończyła się bez wysłania karetki. − Powiedziała, żeby kontynuowali i zadzwonili, jeśli coś się będzie działo − dodaje. Dla matki to jeden z najbardziej niezrozumiałych momentów całej historii.

Przez kolejne cztery minuty bracia walczyli sami. W pewnym momencie sytuacja ponownie się pogorszyła. − Znowu stracili Dawida − mówi kobieta. Zadzwonili ponownie, tym razem na numer 999. Musieli na chwilę przerwać reanimację, by wyjaśnić sytuację od początku. − Utrzymali to dziecko przy życiu do przyjazdu karetki − podkreśla matka.

Z zapisów połączeń wynika jasno: od pierwszego telefonu do przyjazdu pierwszej karetki minęły 24 minuty. − Mam to w telefonie. 6 minut rozmowy, 4 minuty przerwy i 14 minut drugiego połączenia − mówi. W tym czasie Dawid był reanimowany przez swoich braci. − To było 24 minuty niedotlenienia mózgu − dodaje. Ratownicy przywrócili funkcje życiowe chłopca. Serce zaczęło bić. Ale dramat się nie skończył.

Dlaczego pierwsza karetka nie zabrała Dawida?

Na miejscu doszło do kolejnej trudnej do zrozumienia sytuacji. Pierwszy zespół ratownictwa nie zabrał Dawida do szpitala. − Powiedzieli, że nie mogą go transportować − relacjonuje matka. Zamiast natychmiastowego wyjazdu, wezwano kolejną karetkę. − Słyszano, jak ratowniczka mówi: „Ale jak to? Tu jest ośmioletnie dziecko!” − opowiada. Drugi zespół pojawił się szybko i to on zabrał chłopca do szpitala. Dziś wiadomo, że kluczowe były pierwsze minuty. − Gdyby karetka przyjechała po pięciu minutach, bylibyśmy w zupełnie innym miejscu − mówi matka.

Serce Dawida pracuje prawidłowo, ale jego mózg został poważnie uszkodzony przez niedotlenienie. − Obszar odpowiedzialny za ruch jest zniszczony − tłumaczy. Dziś Dawid jest w stanie wegetatywnym. Nie mówi, nie porusza się, nie przełyka. − Jego funkcje życiowe ograniczają się do tego, że trawi i jego serce bije − mówi matka. Jednocześnie − jak wynika z badań − zachowane są obszary odpowiedzialne za emocje. − Widzimy, kiedy się denerwuje. Ale nie może nam tego powiedzieć − dodaje. Każda jego potrzeba musi być odgadywana. Do dziś jednak nie wiadomo, dlaczego doszło do zatrzymania krążenia. − Nigdy na nic nie chorował − podkreśla matka. Lekarze nie znaleźli przyczyny. Planowane są dalsze badania, w tym genetyczne.

Poszukiwanie przyczyn i walka o sprawiedliwość

Matka najwięcej wątpliwości ma w związku z pierwszy połączeniem. − Mówili, że sytuacja nie wydawała się poważna. To absurd − mówi matka. Zwraca uwagę, że w tym czasie prowadzona była reanimacja dziecka. − Nie rozmawiali o muzyce, tylko o ratowaniu życia − podkreśla. Służby tłumaczą sytuację błędem systemu informatycznego. Matka nie przyjmuje tych wyjaśnień bezkrytycznie. − Jak można przez 6 minut prowadzić reanimację i nie uznać tego za poważne? − pyta.

Nadzieja w klinice „Budzik” i apel o pomoc

Rodzina zapowiada kroki prawne. − To było niedopełnienie obowiązków − mówi matka. Podkreśla, że musi walczyć o przyszłość syna. − Nie wiem, czy Dawid kiedykolwiek wróci do zdrowia.

Dawid ma trafić do kliniki „Budzik”, gdzie rozpocznie długą rehabilitację. − Plan jest taki, żeby był tam rok − mówi matka. To dla rodziny jedyna realna nadzieja.

Pomoc dla Dawida pod linkiem: https://dzieciom.pl/podopieczni/46522

W związku z powyższymi wątpliwościami skierowaliśmy pytania do Rzecznika Praw Pacjenta, prosząc o odniesienie się do opisanej sytuacji oraz obowiązujących procedur w podobnych przypadkach. Zapytaliśmy m.in. o zasadność braku natychmiastowego zadysponowania karetki, czas reakcji służb oraz decyzję o nieprzetransportowaniu dziecka do szpitala przez pierwszy zespół ratownictwa. Czekamy na odpowiedź i stanowisko urzędu. Po ich otrzymaniu wrócimy do sprawy.

Super Express Google News
Sonda
Czy wzywałeś kiedyś karetkę?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki