Kot ukrywał się za trumnami
Nietypowe zdarzenie wzbudziło zainteresowanie mieszkańców odwiedzających groby bliskich. W niedzielę, 1 listopada, z jednego z rodzinnych grobowców zaczęły dochodzić odgłosy zwierzęcia.
Początkowo trudno było ustalić, skąd dokładnie pochodzi miauczenie. Po dokładniejszym sprawdzeniu okazało się, że kot znajduje się pod ciężką płytą nagrobną, wewnątrz grobowca.
Zwierzę znalazło schronienie w trudno dostępnym miejscu. Chowało się za trumnami i nie reagowało na próby wywabienia go na zewnątrz.
Nie wiadomo, w jaki sposób kot dostał się do grobowca. Pracownicy cmentarza nie przypominali sobie wcześniej podobnego przypadku. Możliwe, że zwierzę weszło do środka podczas wcześniejszych prac. Niestety szybko okazało się, że samo podniesienie płyty nie wystarczy. Przestraszony kot nie chciał opuścić kryjówki i wycofywał się coraz głębiej.
Przeczytaj także: W siedmiu miejscach w Warszawie rusza nowa kontrola kierowców, a z popularnego mostu znikną stare fotoradary
Grobowca nie można było po prostu otworzyć
Przed rozpoczęciem działań konieczne było uzyskanie zgody osoby dysponującej grobem. Powiadomiono również sanepid i przeprowadzono wymagane czynności sanitarne.
Płytę nagrobną po raz pierwszy uchylono jeszcze w niedzielę. Kot otrzymał możliwość wyjścia, ale nie skorzystał z otwartej drogi. Pozostał w środku, ukrywając się za trumnami.
W poniedziałek, 2 listopada, podjęto kolejną próbę. Tym razem w działaniach uczestniczyli także przedstawiciele sanepidu. Mimo otwarcia grobowca zwierzę ponownie nie dało się schwytać.
Przeczytaj także: Oskarżony o zabójstwo Mai przerwał milczenie. Zaskakujące słowa Bartosza G.: „Z całego serduszka pozdrawiam”
Konstrukcja grobowca utrudniała akcję
Największym problemem była budowa miejsca pochówku. Grobowiec jest głęboki i ma kilka poziomów oddzielonych deskami. Kot mógł swobodnie przemieszczać się między trudno dostępnymi przestrzeniami, do których człowiek nie był w stanie bezpiecznie dosięgnąć.
Każda próba bezpośredniego schwytania powodowała, że zwierzę chowało się jeszcze głębiej. Kontynuowanie takich działań mogło dodatkowo przestraszyć kota albo doprowadzić do jego zranienia.
Zdecydowano więc o wykorzystaniu żywołapki. To specjalna klatka z mechanizmem zamykającym wejście po wkroczeniu zwierzęcia do środka. Pozwala odłowić kota bez używania siły i bez wyrządzania mu krzywdy.
Przeczytaj także: Te schody zagrały w jednej z ulubionych komedii Polaków. Właśnie trwa ich rozbiórka
Szczęśliwy finał po trzech dniach
Przełom nastąpił we wtorek rano, 3 listopada. Po trzech dniach od pierwszego zgłoszenia kota udało się bezpiecznie wydostać z grobowca.
Zwierzę było już na wolności i nie zagrażało mu dalsze uwięzienie bez dostępu do wody oraz pożywienia. Kot został przekazany pod opiekę weterynarza, który miał ocenić jego stan zdrowia.
Trudna sytuacja rodziny zmarłych
Akcja ratowania kota była konieczna, ale stanowiła także duże obciążenie dla rodziny osób spoczywających w grobowcu. W rozmowie z dziennikarzami serwisu tvpwarszawa.pl, Elżbieta Kołtun, córka pochowanych tam osób i dysponentka miejsca, nie ukrywała poruszenia. Wspominała o wcześniejszych uszkodzeniach nagrobka oraz o poczuciu zakłócenia spokoju bliskich.
Otwarcie grobowca w obecności służb i pracowników cmentarza było dla rodziny bolesnym doświadczeniem. Jednocześnie bez jej zgody przeprowadzenie akcji nie byłoby możliwe.
Przeczytaj także: Koniec niebezpiecznych manewrów na ulicy Grochowskiej, drogowcy zmieniają znane skrzyżowanie
Po wydobyciu zwierzęcia należało ponownie zabezpieczyć miejsce pochówku i przywrócić płytę nagrobną do właściwego położenia.