Monika zabiła milionera z Warszawy. Ciało spakowała do walizki, a potem je spaliła. Tak zginął Aleksander P.

2026-06-07 5:30

Na warszawskiej Sadybie, w wynajętym mieszkaniu przy ul. Konstancińskiej, doszło do brutalnego zabójstwa 86-letniego Aleksandra P., warszawskiego milionera. Według ustaleń śledczych sprawcy działali z premedytacją. Po zabójstwie próbowali zatrzeć ślady. Przewieźli ciało emeryta w walizce poza miasto, zakopali je, a następnie ponownie wykopali i spalili.

Brutalne zabójstwo warszawskiego milionera Aleksandra P.

Według ustaleń śledczych i zeznań świadków, za wszystkim stała Monika A., była księgowa i funkcjonariuszka służby więziennej. Kobieta miała zdobyć zaufanie starszego mężczyzny, pracując jako jego asystentka. Aleksander P. był samotnym i majętnym emerytem, kobietę traktował niemal jak rodzinę.

Ale to był tylko pozór. Monika A. od miesięcy miała plan. Chciała przejąć jego majątek. Do pomocy wciągnęła nastoletniego Grzegorza R. oraz jego dziewczynę.

Szczegóły koszmarnej zbrodni

Wszystko się rozegrało 5 maja 2014 roku w mieszkaniu przy ul. Konstancińskiej w Warszawie. Według relacji jednego ze sprawców: − Obejrzeliśmy lokal i usiedliśmy przy stoliku. Wtedy dostałem od Moniki SMS, że mam go zabrać jeszcze do łazienki, powiedzieć, że coś tam śmierdzi − zeznawał Grzegorz R.

Chwilę później doszło do ataku. 19-latek opisał, że gdy mężczyzna wyszedł na korytarz, Monika uderzyła go butelką w głowę. Potem poderżnęła mu gardło nożem.

Ten pan się przewrócił. Przez chwilę ruszał, a wokół niego rosła kałuża krwi. Monika przeszukała go, wyjęła mu z kieszeni około 2 tys. zł, klucze do mieszkania i trzy telefony − zeznawał dalej.

Pytałem, czemu to zrobiła. Powiedziała, że zamierza przejąć jego mieszkania w centrum Warszawy i z kimś się już na nie dogadała. Twierdziła, że nie pierwszy raz zabiła człowieka − zeznał wspólnik demonicznej księgowej

Ciało w walizce i spalenie zwłok

Po zabójstwie sprawcy zabrali z mieszkania pieniądze, telefony i klucze. Następnie pojechali do sklepu po walizkę. Włożyli do niej ciało i wywieźli kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy, w okolice Wróblewa. Tam je zakopali. Ale to nie był koniec.

Po kilku dniach wrócili na miejsce. Ciało zostało ponownie wykopane i przewiezione do Zaborowa.

Monika wyrzuciła zwłoki w walizce, położyła je na trawie i pojechaliśmy po benzynę. Później zrobiła kilka zdjęć telefonem, polała zwłoki paliwem i podpaliła. Kazała mi dokładać leżącej obok papy, żeby lepiej się paliło. Po dwóch godzinach została tylko czaszka i parę kości. Wtedy odjechaliśmy − relacjonował Grzegorz R.

Zwłoki oblano paliwem i podpalono. Jak wynika z jego zeznań, po kilku godzinach pozostały jedynie kości i czaszka. Według śledczych motyw był jeden: pieniądze i nieruchomości w centrum Warszawy. Po zbrodni Monika A. miała nawet przepisać na siebie jedno z mieszkań należących do ofiary.

Przełom w śledztwie i zatrzymanie Moniki A.

Przełom w sprawie nastąpił dzięki 15-letniej dziewczynie Grzegorza R., która usłyszała o zbrodni i przekazała informację dalej. W końcu dotarła ona do policji.

Monika A. i jej wspólnik zostali zatrzymani. Podczas procesu Monika A. płakała na sali sądowej: − Przepraszam. To nie powinno się wydarzyć. Do tego nie powinno dojść − mówiła.

Jej łzy nie wzruszyły jednak prokuratora. Oskarżyciel stwierdził, że w całej swojej karierze nie miał styczności z tak bezwzględną sprawczynią. Podkreślił, że kobieta wykazała się dużą umiejętnością płakania na zamówienie. Domagał się dla 32-latki dożywocia. I sąd ostatecznie tak skazał Monikę, a jej pomagiera na 25 lat więzienia. Kobieta wyroku słuchała już z kamienną twarzą.

Choć od tragedii minęło już 12 lat, historia zabójstwa warszawskiego milionera wciąż wraca w archiwach śledczych i opinii publicznej jako jedna z najbardziej brutalnych i bezwzględnych zbrodni początku lat 2010.

Zabójstwo w Raszynie. Emerytowany pilot zabił Anię na oczach dzieci?!
Sonda
Jaka powinna być kara za zabójstwo?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki