Najpierw "wyczyścił" go z pieniędzy, później zastrzelił. Potworna tragedia handlarza końmi

2026-11-02 5:27

Potworna tragedia handlarza koni ze Stoczka na Mazowszu. Mężczyzna po sprzedaży ogiera przegrał wszystkie pieniądze w trzy karty na siedleckim targu. Gdy Sylwester S. (+63 l.) zorientował się, że padł ofiarą oszustwa, chciał zawiadomić policję. Nie zdążył, bo jeden z gangsterów zastrzelił go przed kamienicą w centrum miasta. 32-letni sprawca zabójstwa trafił do aresztu, a później został skazany na 20 lat więzienia.

Handlarz końmi planował spokojne życie i zabawy z wnukami

Sylwestra S. można było stawiać za wzór uczciwości i przyzwoitości. Najbardziej brzydził się kłamstwem i oszustwami w interesach. Pomimo statecznego już wieku, zawsze gustownie ubrany, przeważnie w czarne bojówki, jasną jeansową bluzę, z nieodłączną czarną skórzaną saszetką w ręku, która dodawała mu powagi majętnego biznesmena. Jego rodzina od dziada pradziada handlowała końmi. Dzięki kontynuacji tradycji Sylwek dorobił się majątku, który lokował w nieruchomościach. Niedługo, jak mówił, zamierzał przejść w stan spoczynku, bo zdrowie miał już nadszarpnięte ciągłym zakrapianiem końskich transakcji. Planował osiąść w Siedlcach i zająć się wyłącznie wychowywaniem wnuków.

Był listopad 1999 roku. Sylwester S. pojechał z jednym z ostatnich już koni na siedleckie targowisko. Miała być jego ostatnia transakcja w dwudziestym wieku. Jeszcze przed południem sprzedał dorodnego ogiera za 4 tys. zł. Po godz. 13 miał go odebrać brat, więc musiał coś ze sobą zrobić do tego czasu. Z saszetką pełną pieniędzy podszedł do grupy głośno zachowujących się mężczyzn, którzy na metalowej beczce grali w trzy karty.

Jeden z uczestników zaproponował mu obstawienie wygrywającego asa kier. Sylwester S. postawił 100 zł. Po chwili wygrał trzy stówki. Ucieszony i podkręcany przez naganiacza znowu postawił i o dziwo po dwóch kolejnych rozdaniach miał już w ręku sześćset złotych.

- Powinien wycofać się i odejść z wygraną, ale przekonany o uczciwości prowadzących grę, wkręcał się coraz bardziej - opowiada Stanisław S. (89 l.), jego młodszy brat.

- Po chwili szczęście odwróciło się od niego. W kilka minut przegrał 3 tys. zł. Wierząc, że zaraz się odegra, postawił wszystko, całą zawartość saszetki. Miał w niej na pewno cztery tysiące za ogiera, ale mogła to być znacznie większa kwota - dodaje.

Najpierw oszustwo, później zabójstwo w Siedlcach

Nim Sylwester S. się obejrzał, przegrał wszystko, a prowadzący grę zniknęli. Wtedy zorientował się, że padł ofiarą oszustów, dogonił jednego z nich i zażądał oddania pieniędzy, bo inaczej pójdzie na policję. Młody mężczyzna uderzył go kastetem w twarz i znikł w tłumie. Zakrwawiony handlarz pojechał taksówką na pogotowie, gdzie opatrzono mu rozbite usta. Stamtąd dotarł przed kamienicę przy ul. Kolejowej w Siedlcach, w której niedawno kupił mieszkanie.

- Wszedł do bramy i zobaczył przed sobą mężczyznę, który uderzył go na targowisku. Młody facet zakazał mu donoszenia o oszustwie policji. Kiedy brat odmówił i zapowiedział, że to zrobi, wypalił mu z pistoletu w klatkę piersiową. Ranny dotarł jeszcze na klatkę schodową, gdzie znalazła go sąsiadka. Trafił do szpitala, gdzie po kilku godzinach zmarł - pan Stanisław pokazuje reporterowi "Super Expressu" fotografię z wizerunkiem brata.

Zabójca został zatrzymany po dwóch tygodniach. Był nim Mariusz A. (32 l.) z Wołomina. Razem z kolegami, których nie wydał śledczym, jeździł po bazarach i targowiskach, by oszukiwać naiwnych ludzi na grę w trzy karty.

Sąd Okręgowy w Siedlcach za zabójstwo Sylwestra S. skazał go na 20 lat pozbawienia wolności. Do tej pory nie wyszedł jeszcze z więzienia, bo podczas odsiadywania wyroku, śledczy z innych komend udowodnili mu wiele innych oszustw i brutalnych pobić.

09.08.2026 Pokój Zbrodni - Bogdan zabił Wojciecha 30 lat temu

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI