- Po latach cierpienia psów, schronisko "Happy Dog" w Sobolewie zostało zamknięte decyzją powiatowego lekarza weterynarii.
- 146 psów zostało przeniesionych do schroniska w Wojtyszkach, a akcja odbyła się pod nadzorem policji i Inspekcji Weterynarii.
- Mieszkańcy i miłośnicy zwierząt protestowali pod schroniskiem, domagając się poprawy warunków i rozwiązania umowy z oskarżonym o znęcanie się nad zwierzętami prowadzącym.
- Dowiedz się więcej o dramatycznej historii schroniska i trwającym procesie sądowym, który wciąż nie ma prawomocnego wyroku.
Sobolew. Akcja przekazywania psów zakończona
Według danych przekazanych przez Mazowiecki Urząd Wojewódzki w Warszawie 146 pozostałych w schronisku "Happy Dog" w Sobolewie psów zostało przekazanych do schroniska w Wojtyszkach.
- Akcja przekazania zwierząt trwała nieprzerwanie od popołudnia w sobotę. Odbyła się na podstawie postanowienia Powiatowej Inspekcji Weterynarii o odbiorze psów i kotów właścicielowi schroniska - przekazał wojewoda mazowiecki Mariusz Frankowski. - Nadzór nad procesem przekazywania zwierząt do innego schroniska miała policja i Powiatowy Inspektorat Weterynarii, trwa wypełnianie ostatnich ewidencji dotyczących stanu zdrowia przy przejęciu zwierząt i spisywanie ich numerów czipów - dodał.
Przy przekazywaniu psów była obecna kierownik delegatury w Siedlcach. Gmina Sobolew i Powiatowy Inspektorat Weterynarii w nadchodzących dniach mają przekazać wojewodzie dokładny raport po zdarzeniu.
Polecany artykuł:
Protest pod schroniskiem w Sobolewie
O zamknięciu schroniska w Sobolewie już informowaliśmy. W sobotę (24 stycznia) po godzinie 15 wiadomość o zakończeniu gehenny psów przekazał premier Donald Tusk oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.
W tym czasie pod bramą schroniska trwał protest mieszkańców Sobolewa i miłośników zwierząt, którzy domagali się poprawy warunków życia dla psów w schronisku.
Grunt, na którym znajduje się schronisko, należy do gminy. Dzierżawca, czyli prowadzący schronisko Marian D. został oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami. Proces trwa już kilka lat, ale wciąż nie zapadł prawomocny wyrok. Mieszkańcy i aktywiści już wcześniej wielokrotnie apelowali do wójta Sobolewa Macieja Błachnio o rozwiązanie umowy z Marianem D., jednak bezskutecznie.