Do dramatycznych wydarzeń doszło 21 grudnia ubiegłego roku na warszawskiej Białołęce. Pavlo R. po kłótni z byłą partnerką wtargnął do jej mieszkania przy ul. Trakt Nadwiślański i zabrał jej 9-letniego syna. Następnie przez wiele godzin przetrzymywał chłopca na terenach zielonych przy ul. Obrazkowej. Tego dnia temperatura była bliska zeru.
Według ustaleń prokuratury Pavlo R. przez około siedem godzin przetrzymywał chłopca jako zakładnika, odmawiał mu ciepłego ubrania, jedzenia i picia, a także stosował wobec niego przemoc. Dziecko doznało licznych powierzchownych ran i zasinień. Mężczyzna miał również grozić chłopcu pobiciem i śmiercią, a w pewnym momencie zranić go nożem w szyję. Prokuratura zarzuca mu usiłowanie zabójstwa dziecka.
„Nikt stąd już żywy nie wyjdzie”
Jak informuje tvn24.pl, podczas jednej z rozpraw zeznawał policjant, który w czasie akcji podszedł do Pavlo R. na odległość kilku metrów i prowadził z nim negocjacje. Funkcjonariusz przekazał, że chciał w ten sposób przede wszystkim sprawdzić, w jakim stanie znajduje się dziecko.
Według relacji policjanta oskarżony wielokrotnie powtarzał, że „nikt stąd już żywy nie wyjdzie”. Jednocześnie cały czas trzymał nóż przy szyi chłopca. Funkcjonariusz zeznał również, że Pavlo R. wykonywał ręką ruchy przy szyi dziecka przypominające zadawanie ciętych ran.
Policja dwukrotnie umożliwiła mężczyźnie rozmowę telefoniczną z byłą partnerką. Nie zgodziła się jednak na jej przyjazd. − Istniało ryzyko, że on chce zabić to dziecko na oczach matki − zeznał funkcjonariusz, jak relacjonuje tvn24.pl.
Miał bić chłopca kamieniem
Podczas trwającej wiele godzin akcji dochodziło do eskalacji. Mężczyzna miał reagować agresją nawet na próby podania chłopcu koca. Zdenerwować go miało także zapalenie latarni czy przejeżdżający w pobliżu samochód. W pewnym momencie Pavlo R. podniósł kamień i uderzał nim dziecko po głowie. − Uderzenia były silne − zeznał policjant, cytowany przez tvn24.pl.
Przełom nastąpił, gdy Pavlo R. kopnął chłopca kolanem w plecy. Dziecko wysunęło się wtedy z jego rąk i upadło na ziemię. Policjanci wykorzystali moment, obezwładnili napastnika i wytrącili mu nóż. Jeden z funkcjonariuszy zabrał chłopca i przekazał go ratownikom. Inni policjanci zeznający w sprawie opisywali później stan dziecka. Chłopiec miał biernie przyjmować ciosy, pojękiwać i mówić „ała”. Jak relacjonowali świadkowie, nie płakał, tylko zwijał się z bólu.
Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga skierowała akt oskarżenia przeciwko Pavlo R. do sądu 27 maja. Mężczyzna odpowiada nie tylko za usiłowanie zabójstwa. Zarzucono mu także m.in. groźby wobec byłej partnerki i jej synów, stosowanie wobec kobiety przemocy, zmuszanie jej matki do zaniechania wpuszczenia policjantów do mieszkania, zniszczenie telefonów, uprowadzenie dziecka oraz pozbawienie go wolności i wzięcie go jako zakładnika. Według prokuratury motywem działania Pavlo R. miała być zemsta na byłej partnerce. Mężczyźnie grozi dożywocie.
Pavlo R. nie przyznał się do usiłowania zabójstwa. Jak informował tvn24.pl, podczas pierwszej rozprawy utrzymywał, że nie planował zabić chłopca i twierdził, że chciał jedynie porozmawiać z byłą partnerką. Proces przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga trwa.
Źródło: tvn24.pl, Super Express