Poszedł na SOR ze zwichniętym barkiem. Miesiąc później nie żył. Prokuratura bada działania lekarzy

2026-06-27 12:38

45-latek trafił do szpitala ze zwichniętym barkiem. Po zabiegu stracił przytomność, a miesiąc później zmarł. Jak podała PAP, prokuratura powoła zespół biegłych, który oceni, czy personel szpitala w Radomiu działał zgodnie ze sztuką medyczną.

Drzwi do szpitalnego oddziału ratunkowego (SOR) z wyraźnym napisem SZPITALNY ODDZIAŁ RATUNKOWY na szybie, sugerujące poważne zdarzenie medyczne, takie jak opisane w artykule na naszym portalu o tragicznej śmierci pacjenta po zabiegu barku.
Autor: MAREK KUDELSKI / SUPER EXPRESS

Prokuratura szczegółowo bada okoliczności śmierci 45-letniego mieszkańca Pionek, który w styczniu zgłosił się na Szpitalny Oddział Ratunkowy Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu ze zwichniętym barkiem. Jak informuje PAP, kluczowe będzie ustalenie, czy podczas udzielania mu pomocy nie doszło do poważnych błędów medycznych.

Śledczy zapowiadają powołanie zespołu biegłych z kilku dziedzin medycyny.

Prokuratura powoła zespół biegłych sądowych, którzy wypowiedzą się, czy zastosowane w szpitalu procedury medyczne były podjęte zgodnie ze sztuką medyczną – poinformowała PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu Aneta Góźdź.

Jak dodała, śledczy sprawdzają, czy personel medyczny nie naraził pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

W zespole znajdzie się m.in. biegły lekarz z zakresu medycyny ratunkowej, anestezjologii, ortopedii – wskazała prokurator.

Obecnie przesłuchiwani są lekarze, pielęgniarki i personel pomocniczy. Prokuratura uzupełnia także dokumentację medyczną zgromadzoną w sprawie.

Do tragicznych wydarzeń doszło 10 stycznia. Według ustaleń śledczych 45-latkowi, który zgłosił się do SOR ze zwichniętym barkiem, podano znieczulenie ogólne bez udziału anestezjologa i bez aparatury monitorującej funkcje życiowe. Po zabiegu mężczyzna stracił przytomność, trafił na oddział intensywnej terapii, a na początku lutego został przewieziony do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Legionowie, gdzie zmarł po jednym dniu.

Jak przypomina PAP, sprawa ujrzała światło dzienne dzięki anonimowemu zawiadomieniu podpisanemu przez ratowników medycznych pracujących na SOR-ze. W piśmie wskazano m.in. na nieprawidłowości przy podawaniu leków oraz zastraszanie personelu przez lekarza wykonującego zabieg.

Śledztwo napotyka jednak poważną przeszkodę. Ciało zmarłego zostało skremowane, dlatego przeprowadzenie sekcji zwłok nie jest już możliwe. Oznacza to, że biegli będą musieli oprzeć swoje opinie wyłącznie na dokumentacji medycznej oraz pozostałym materiale dowodowym.

Jak wcześniej opisywała "Gazeta Wyborcza", po około 20 minutach od podania środków znieczulających personel zorientował się, że pacjent nie oddycha. Mimo reanimacji i wykonania tracheotomii mężczyzna nie odzyskał przytomności. Szpital od początku nie komentował szczegółów sprawy, informując jedynie, że prowadzone jest wewnętrzne postępowanie wyjaśniające. 

Pogrzeb Tadeusza B. z Mierzawy

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki