„Jesteśmy dobrej myśli”. Czy urzędnicy ZDM odpuszczą piekarni z Mokotowa drakońską karę?

2026-10-23 16:24

Ponad 41 tys. zł kary za dwa centymetry wystającego szyldu. Taką drakońską karę nałożył warszawski Zarząd Dróg Miejskich na małą piekarnię na Mokotowie. Konieczność zapłacenia tej kwoty dla właścicielki oznacza jedno - zamknięcie biznesu. Medialny raban zadziałał. Urzędnicy zdecydowali się spotkać z przedsiębiorczynią. Obie strony mówią jednym głosem - „idzie ku dobremu”. Pani Katarzyna liczy na umorzenie ogromnej kary.

Urzędnicy zaprosili panią Katarzynę na rozmowę

W piątek, 23 października, właścicielka sklepu przy ul. Domaniewskiej 17 spotkała się z kierownictwem Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie. W rozmowach, poza właścicielką piekarni oraz jej mecenasem, uczestniczył między innymi dyrektor ZDM Łukasz Puchalski, rzecznik Jakub Dybalski oraz urzędnicy, prowadzący sprawę piekarni na Mokotowie. Rozmowy były pokłosiem zainteresowania mediów, w tym „Super Expressu”, które szeroko opisywały tę sprawę.

- Urzędy mają budować zaufanie obywateli do instytucji i państwa. Po czymś takim ja, jako obywatelka nie mam żadnego zaufania do ZDM-u. Przecież ich urzędnicy się kryli, robili zdjęcia chowając się po krzakach, nikt nie wszedł do piekarni i nie rozmawiał z nami. To draństwo. Mają licencję na zabijanie małych biznesów - mówiła w poniedziałek, 19 października podczas rozmowy z „SE”, wściekła pani Katarzyna.

Strony rozpoczęły spotkanie w samo południe w siedzibie urzędu przy ul. Chmielnej 120. Miały ponownie przejrzeć dokumenty i wypracować rozwiązanie, które uratuje prowadzony od 12 lat biznes pani Katarzyny Górnich-Czyżewskiej. Przedsiębiorczyni w rozmowach z dziennikarzami mówiła wprost - „liczę, na umorzenie tej kary”.

Była dobra atmosfera. Konkretów brak

Spotkanie trwało niecałą godzinę. Nie udało się wypracować wspólnego stanowiska lub konkretnego rozwiązania. Umówiono się jednak na kolejne rozmowy, które mają zostać przeprowadzone w najbliższy wtorek, 27 października. Mimo to obie strony wydają się być zadowolone.

- Usiedliśmy do „okrągłego stołu” i rozmawialiśmy. ZDM wykazał dobrą wolę i rozwiązanie według obowiązujących przepisów. Analizowaliśmy tę sprawę od początku, w tym nieprawidłowości po obu stronach. Liczę, że we wtorek dojdzie do finału tej sprawy - której, mam nadzieje, będzie umorzenie kary - komentuje pani Katarzyna.

W podobnym tonie wypowiedzieli się również urzędnicy. Ich zdaniem sprawa również zmierza ku zadowalającego końca.

- Spotkanie przebiegło w bardzo dobrej atmosferze. Obecnie poprosiliśmy właścicielkę o dodatkowe dokumenty związane z tą sprawą. Myślę, że dojdziemy do szczęśliwego końca. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy wtorek będzie ostatecznym terminem. Wszyscy byśmy tego chcieli - dodaje w rozmowie z reporterem „SE” Jakub Dybalski, rzecznik ZDM.

Ponad 41 tys. zł kary za dwa centymetry szyldu

Konflikt między panią Katarzyną, a ZDM-em rozpoczął się od nałożenia na piekarnię kary w wysokości 36 tys. zł. Jednak dodając do tego odsetki, suma jaką właścicielka piekarni musiałaby zapłacić za wystający szyld urosła do ponad 41 tys. zł.

Kara ta została nadana po urzędniczej kontroli, spowodowanej anonimowym donosem, w wyniku której wykazano, że szyld „Galeria Lubaszka” wystaje z elewacji budynku na dwa centymetry. Spowodowane to było gumowymi podkładkami, które miały wyrównywać szyld. Zgodnie z prawem baner wchodził na pas drogowy, co wymaga zgody ZDM-u. Niewywiązanie się z tego grozi surowymi sankcjami. Sprawa toczy się już od 2023 r.

Problem w tym, że, zdaniem ukaranej właścicielki, urzędnicy zgłoszenia o kontroli czy karze wysyłali nie do niej, a franczyzodawcy, spółce Lubaszka. Dokument z informacją o konieczności zapłacenia 41 tys. zł pani Katarzyna otrzymała od dostawcy pieczywa. ZDM uważa natomiast, że przedsiębiorcy otrzymywali wszelkie informacje.

Klienci stanęli murem za panią Katarzyną

Walka o utrzymanie piekarni zjednoczyła mieszkańców okolicznych bloków. Punkt przy Domaniewskiej jest szczególnie ważny dla seniorów, którzy nie zawsze są w stanie dotrzeć do bardziej oddalonych sklepów.

Klienci podkreślają, że wystający o dwa centymetry szyld nie utrudniał ruchu pieszych ani nie stwarzał zauważalnego zagrożenia. Ich zdaniem wysokość sankcji jest całkowicie nieproporcjonalna do skali uchybienia.

– Dla mnie decyzja urzędników jest irracjonalna. Ten wystający baner przecież nie wpływał w żaden sposób na pieszych. Mam nadzieję, że rozgłos medialny pomoże pani Katarzynie – mówiła wcześniej pani Agnieszka, klientka sklepu.

Inni mieszkańcy zwracali uwagę na wieloletnią obecność sklepu na osiedlu i pracujące w nim osoby. Zamknięcie punktu oznaczałoby nie tylko koniec rodzinnego biznesu, ale również utratę miejsc pracy.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI