Chciał zlikwidować chwasty. Doszło do tragedii
Był słoneczny, ciepły, czerwcowy dzień. Pan Robert R. (†76 l.) z Międzyrzeca Podlaskiego wybrał się swoim autem na działkę znajdującą się pod Olszynką w pobliżu Siedlec. Najpierw miał podlać ogórki i pomidory, a później chciał coś zrobić z chwastami, które rozrosły się pod siatką. W garażu rozrobił resztkę środka chwastobójczego, którego wystarczyło na 20 metrów oprysku.
Gdy zabrakło mu środka na niechciane rośliny, mężczyzna postanowił pożyczyć trochę chwastobójczego płynu od sąsiada. Zabrał plastikową butelkę i poszedł przez pola na oddaloną o 600 metrów działkę rekreacyjną pana Janka. Nie było problemu, bo sąsiad również rankiem przyjechał na działkę.
- Pan Robert ledwie dyszał gdy dotarł do mojej altany. Odradzałem mu robotę w słońcu, ale on był bardzo uparty. Wlałem mu do plastikowej butelki pół litra środka od chwastów i zaproponowałem, że go odwiozę - opowiada sąsiad Roberta pan Jan S. (64 l.) z Łukowa (woj. lubelskie).
Polecany artykuł:
Senior pomylił butelki. Zmarł w szpitalu
- Gdy przyjechaliśmy do niego, ja usiadłem, by zapalić papierosa, a Robert poszedł do garażu rozrobić płyn do spryskiwacza. Robiło się coraz cieplej, pot lał się strumieniami z Roberta. Gdy rozmawiałem przez telefon z żoną, zobaczyłem, jak sąsiad wybiega z garażu, wymiotując. Na ziemi leżała plastikowa butelka z resztką trucizny na chwasty, a w garażu stało kilka rozpoczętych butelek z wodą. Powiedział mi ostatkiem sił - pomyliłem się z wodą i złapałem dwa łyki tego świństwa - po czym upadł - opowiada mężczyzna.
- Robert trafił do szpitala. Niestety zmarł na zawał jeszcze tego samego dnia. Miał wprawdzie poparzony przełyk, ale bezpośrednią przyczyną śmierci było zatrzymanie krążenia w chwili, gdy się zadławił - dodaje pan Janek, pokazując środek, który pożyczył sąsiadowi.