Dwa wypadki na torach na Mazowszu
Niedzielny wieczór, 3 maja przyniósł dwa niepokojące zdarzenia na torach kolejowych w obrębie Warszawy, z których jeden skończył się tragicznie.
Około 18 warszawska policja została powiadomiona, że między torami podmiejskimi a dalekobieżnymi na stacji Ursus Niedźwiadek leży mężczyzna. Świadek, który go znalazł podjął działania reanimacyjne, do których dołączyła także drużyna pociągowa ze składu SKM jadącego linią S1 w kierunku Pruszkowa. Kolejarze użyli defibrylatora znajdującego się w pojeździe. Cała akcja reanimacyjna trwała około godzinę. Niestety działanie te nie przyniosły powodzenia i 16-letni chłopak zmarł.
Na razie nie wiadomo, w jaki sposób chłopak znalazł się pomiędzy torami.
- 16-letni mężczyzna nie miał obrażeń wskazujących na potrącenie przez pociąg - mówi asp. Małgorzata Gębczyńska, oficer prasowy Komendanta Rejonowego Policji Warszawa III.
Nieoficjalnie mówi się, że nastolatek posiadał obrażenia głowy wskazujące na upadek - prawdopodobnie z dachu pociągu. Jak dowiedział się "Super Express" od jednego ze znajomych chłopaka, mógł on paść ofiarą ekstremalnych wyczynów, czyli tzw. challengów podejmowanych przez młodzież na popularnych platformach social mediowych.
Pijana nastolatka spadła z dachu pociągu
Choć śledczy na razie twierdzą, że nie ma podstaw do łączenia dwóch niedzielnych wypadków na torach kolejowych, wiele wskazuje, że ofiarą nieodpowiedzialnych wygłupów padła też 18-latka z Parzniewa pod Pruszkowem.
- O 20:22 otrzymaliśmy zgłoszenie, że ktoś znajduje się na dachu pociągu w Parzniewie w powiecie pruszkowskim, już po dwóch minutach pojawił się nowy komunikat mówiący o tym, że osoba ta spadła - przekazała nam oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Pruszkowie podkom. Monika Orlik.
Po przybyciu służb na miejsce okazało się, że na torowisku leży 18-letnia dziewczyna. Konieczne było przetransportowanie dziewczyny do szpitala. Funkcjonariusze wyczuli od niej woń alkoholu. Być może jeszcze w poniedziałek, o ile pozwoli na to jej stan zdrowia, z nastolatką odbędą się z nią czynności wyjaśniające, które mają pomóc ustalić, w jaki sposób znalazła się na dachu pociągu i co tam robiła.
Prawdopodobnie dziewczyna na dachu pociągu nie była sama, a jej towarzystwo mogło uciec przed dotarciem na miejsce służb. Czy obserwujemy zatem nowy niepokojący trend na nieodpowiedzialne wyczyny na torach wśród młodzieży?
Co to trainsurfing? Ekspert tłumaczy zachowanie nastolatków
Dr Mateusz Grzesiak, psycholog i wykładowca Akademii WSB tłumaczy:
- Trainsurfing, czyli jazda na dachu pociągu albo na sprzęgu wagonu metra, to nie jest kwestia odwagi ani głupoty. To bardzo precyzyjna kalkulacja, której młody człowiek sam nie umie nazwać. Sprzedaje kilka sekund swojego życia za walutę, której w jego świecie jest najmniej: za uwagę. Telefon zmienił sposób, w jaki młodzi mierzą swoją wartość.
Ekspert dodaje, że wcześniej dziecko dorastało w jednej grupie rówieśniczej. Patrzyło na nie dwadzieścia osób. Dziś dorasta na scenie, na której patrzą tysiące.
- Mózg nastolatka jest fizjologicznie wyczulony na akceptację grupy. To nie wada charakteru, tylko biologia, która przez tysiące lat decydowała o tym, czy ktoś przeżyje w plemieniu. Plemię urosło do rozmiarów TikToka, mechanizm został ten sam. Algorytm nagradza skrajność. Zwykły film z przerwy w szkole nie ma zasięgu. Skok przez ogrodzenie już ma. Dach pociągu ma jeszcze większy. Dla dorosłego brzmi to absurdalnie, ale dla mózgu, który dopiero uczy się szacowania ryzyka, jest to logiczna umowa: ryzykuję raz, zyskuję na zawsze.
Drugi mechanizm to wyzwanie wewnątrz grupy.
- „Zrobisz to? Bo on zrobił”. Tak działa każda grupa nastoletnich chłopców od zawsze, tylko teraz jest nagrywana. Kto się wycofa, traci pozycję. Kto wejdzie, zyskuje status. Cena za odmowę wydaje się większa niż cena za upadek, którego nikt nie planuje, bo jeszcze się nie zdarzyło - słyszymy.
Co mogą zrobić rodzice?
- Po pierwsze rzeczy oczywiste: jasny zakaz, edukacja, pokazanie dziecku konkretnych skutków, łącznie z tymi najbardziej drastycznymi. Trzecia szyna, prąd, prędkość pociągu, zdjęcia z miejsc wypadków. Bez owijania w bawełnę. Drugie, równie ważne, to wytłumaczenie dziecku, dlaczego młodzi w ogóle to robią. Po co ktoś nakręca taki filmik. Czyj podziw chce kupić. Co stałoby się, gdyby tego nie zrobił. Dziecko, które rozumie nie tylko zagrożenie, ale i mechanizm, który by je tam pchnął, ma znacznie większą szansę powiedzieć „nie” w momencie, w którym koledzy mu to zaproponują - podsumowuje dr Grzesiak.