„Zakonnica bez nogi odmawiała różaniec, krew była wszędzie!”. Wstrząsające relacje po katastrofie

2026-09-10 8:59

To, co wydarzyło się 9 września na przejeździe kolejowym w Sokolnikach Suchych, wciąż trudno opisać słowami. Zderzenie pojazdu z pociągiem PKP Intercity zamieniło spokojną podróż w prawdziwy koszmar. Pasażerowie, którzy przeżyli katastrofę, opowiadali o huku, ogniu, roztrzaskanych wagonach i rannych. Wielu z nich zamiast uciekać, ruszyło na pomoc poszkodowanym. − Zakonnica bez nogi odmawiała różaniec, krew była wszędzie − relacjonuje jeden ze świadków.

Katastrofa wydarzyła się w środę na przejeździe kolejowym w Sokolnikach Suchych. Pociąg PKP Intercity zderzył się tam z ciężarówką. Siła uderzenia była ogromna. W wagonach szybko zapanował chaos. Pasażerowie próbowali wydostać się z uszkodzonego składu i jednocześnie sprawdzali, kto potrzebuje pomocy.

„Zobaczyłam ogień w rowie”

Wśród pasażerów była pani Beata, która ma doświadczenie jako opiekun medyczny. Po zderzeniu natychmiast zaczęła pomagać rannym. − Siedziałam w ostatnim wagonie, piłam kawę i nagle usłyszałam huk. I za chwileczkę zobaczyłam ogień w rowie − relacjonuje.

Pociąg zatrzymał się, a kobieta miała wrażenie, że wagon przechyla się na prawą stronę. − Torba mi spadła na głowę, a ja uciekłam na lewą stronę − opowiada.

Chwilę później zobaczyła kobietę, która nie mogła złapać oddechu. Dzięki swojemu doświadczeniu próbowała udzielić jej pomocy. − Zrobiłam tam pewne takie poczynania, żeby jej ulżyć − mówi.

Po wyjściu z pociągu zobaczyła skalę zniszczeń. − Wszystko rozprute, nie było szyb, nie było krzeseł − wspomina.

Ciężko ranna zakonnica. „Krew była wszędzie”

Jedną z najbardziej dramatycznych scen zapamiętała właśnie pani Beata. Wśród poszkodowanych była siostra zakonna, która doznała bardzo poważnego urazu nogi.

Był tam ktoś udzielający pomocy medycznej. Zrobił z paska taką tamponadę siostrze zakonnej, która bardzo krwawiła − relacjonuje.

Ranna kobieta była przytomna. Pasażerowie próbowali zatamować krwawienie, zanim pojawiła się profesjonalna pomoc.

Pomagaliśmy jej, zakładaliśmy stazę na nogę. Wkłada się kołek i przekręca, żeby zatamować krwawienie. Później, kiedy przyjechało pogotowie, założyli już typowe, medyczne zabezpieczenie − mówi pani Beata.

Inny świadek, pan Radosław, zapamiętał tę scenę jeszcze mocniej.

Biegaliśmy, szukaliśmy osób. Zakonnica bez nogi odmawiała różaniec, krew była wszędzie − mówi w rozmowie z „Super Expressem”.

Reanimowali ranną kobietę

Pani Beata pomagała również przy reanimacji jednej z poszkodowanych kobiet.

Podeszłam do tej pani. Ona leżała. Była już w pozycji bocznej bezpiecznej. Tylko obróciliśmy ją na plecy, rzuciłam hasło, żeby sprawdzili, czy ma udrożnione drogi oddechowe, i zaczęłam reanimację − opowiada.

Po chwili zastąpiła ją inna osoba. Później pani Beata ponownie wróciła do reanimacji.

Później znów reanimowałam ją i jeszcze jakiś pan i później znowu ja i przyjechało pogotowie − relacjonuje.

Jak dodaje, w międzyczasie opatrywała także inne osoby. − Robiłam takie opatrunki drobne tym ludziom, którzy tam zakrwawieni byli − mówi.

Śledczy ustalą, jak doszło do tragedii

Dokładne okoliczności katastrofy wyjaśniają śledczy. Kluczowe będzie ustalenie, co działo się przed zderzeniem i dlaczego kierowca ciężarówki wjechał na przejazd w chwili, gdy znajdował się na nim pociąg. Znaczenie mogą mieć również materiały z monitoringu oraz pozostałe dowody zabezpieczone po katastrofie.

Sonda
Czy jechaliście w tym roku pociągiem?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki