Katastrofa wydarzyła się w środę na przejeździe kolejowym w Sokolnikach Suchych. Pociąg PKP Intercity zderzył się tam z ciężarówką. Siła uderzenia była ogromna. W wagonach szybko zapanował chaos. Pasażerowie próbowali wydostać się z uszkodzonego składu i jednocześnie sprawdzali, kto potrzebuje pomocy.
„Zobaczyłam ogień w rowie”
Wśród pasażerów była pani Beata, która ma doświadczenie jako opiekun medyczny. Po zderzeniu natychmiast zaczęła pomagać rannym. − Siedziałam w ostatnim wagonie, piłam kawę i nagle usłyszałam huk. I za chwileczkę zobaczyłam ogień w rowie − relacjonuje.
Pociąg zatrzymał się, a kobieta miała wrażenie, że wagon przechyla się na prawą stronę. − Torba mi spadła na głowę, a ja uciekłam na lewą stronę − opowiada.
Chwilę później zobaczyła kobietę, która nie mogła złapać oddechu. Dzięki swojemu doświadczeniu próbowała udzielić jej pomocy. − Zrobiłam tam pewne takie poczynania, żeby jej ulżyć − mówi.
Po wyjściu z pociągu zobaczyła skalę zniszczeń. − Wszystko rozprute, nie było szyb, nie było krzeseł − wspomina.
Ciężko ranna zakonnica. „Krew była wszędzie”
Jedną z najbardziej dramatycznych scen zapamiętała właśnie pani Beata. Wśród poszkodowanych była siostra zakonna, która doznała bardzo poważnego urazu nogi.
− Był tam ktoś udzielający pomocy medycznej. Zrobił z paska taką tamponadę siostrze zakonnej, która bardzo krwawiła − relacjonuje.
Ranna kobieta była przytomna. Pasażerowie próbowali zatamować krwawienie, zanim pojawiła się profesjonalna pomoc.
− Pomagaliśmy jej, zakładaliśmy stazę na nogę. Wkłada się kołek i przekręca, żeby zatamować krwawienie. Później, kiedy przyjechało pogotowie, założyli już typowe, medyczne zabezpieczenie − mówi pani Beata.
Inny świadek, pan Radosław, zapamiętał tę scenę jeszcze mocniej.
− Biegaliśmy, szukaliśmy osób. Zakonnica bez nogi odmawiała różaniec, krew była wszędzie − mówi w rozmowie z „Super Expressem”.
Reanimowali ranną kobietę
Pani Beata pomagała również przy reanimacji jednej z poszkodowanych kobiet.
− Podeszłam do tej pani. Ona leżała. Była już w pozycji bocznej bezpiecznej. Tylko obróciliśmy ją na plecy, rzuciłam hasło, żeby sprawdzili, czy ma udrożnione drogi oddechowe, i zaczęłam reanimację − opowiada.
Po chwili zastąpiła ją inna osoba. Później pani Beata ponownie wróciła do reanimacji.
− Później znów reanimowałam ją i jeszcze jakiś pan i później znowu ja i przyjechało pogotowie − relacjonuje.
Jak dodaje, w międzyczasie opatrywała także inne osoby. − Robiłam takie opatrunki drobne tym ludziom, którzy tam zakrwawieni byli − mówi.
Śledczy ustalą, jak doszło do tragedii
Dokładne okoliczności katastrofy wyjaśniają śledczy. Kluczowe będzie ustalenie, co działo się przed zderzeniem i dlaczego kierowca ciężarówki wjechał na przejazd w chwili, gdy znajdował się na nim pociąg. Znaczenie mogą mieć również materiały z monitoringu oraz pozostałe dowody zabezpieczone po katastrofie.