Wstrząsające relacje uczestników wypadku w Sokolnikach Suchych. "Wszystko było rozprute", "Krew była wszędzie"

2026-09-09 17:55

To, co wydarzyło się 9 września na przejeździe kolejowym w Sokolnikach Suchych, wciąż budzi ogromne emocje wśród pasażerów i mieszkańców okolicy. Dziennikarze „Super Expressu” i Radia ESKA dotarli do osób, które przeżyły zderzenie ciężarówki z pociągiem PKP Intercity. Ich relacje pokazują skalę dramatu, chaosu i strachu, który ogarnął ludzi w pierwszych minutach po katastrofie.

Pierwsze sekundy po uderzeniu. „Usłyszałem huk, wszystko się przechyliło”

Wielu pasażerów przyznaje, że moment zderzenia był kompletnie nieprzewidywalny. Młody mężczyzna, który rozmawiał z Radiem ESKA, opowiada, że w chwili tragedii oglądał film na telefonie.

– Oglądałem film na YouTube i nagle usłyszałem huk i uderzyłem głową w fotel. Obejrzałem się za siebie i wszyscy stali. Wagon przechylony delikatnie i zacząłem pomagać ludziom. Wyjść z pociągu też dokładnie nie pamiętam, bo wiadomo szok, emocje? Ciężko mi jest to powiedzieć – mówi.

W podobnym szoku była pasażerka podróżująca z małym dzieckiem.

– Dosyć ciężko było mi opuścić pociąg z dzieckiem, ponieważ było dość wysoko. Pan, który tutaj siedzi, pomógł mi z walizką i z dzieckiem. Wziął dziecko na ręce, żebym mogła swobodnie wyjść – relacjonuje kobieta.

Ciąg dalszy pod galerią

Pasażerowie walczyli o życie innych. „Wybiliśmy szyby, szukaliśmy rannych”

Wielu podróżnych natychmiast rzuciło się do pomocy. Jeden z pasażerów, który jechał z Puław do Kalisza, opowiada o dramatycznych chwilach tuż po zderzeniu.

– Tak mi się wydaje, że przysnąłem. W tym momencie poczułem nagle takie uderzenie. Ten pociąg trochę sunął i zatrzymał się. Zaczęliśmy wybijać szyby, no i jakoś tam ogarnąć między sobą, kto jest poszkodowany, czy tutaj w wagonie komuś trzeba udzielić pomocy – mówi.

W ostatnim wagonie znajdowała się pani Beata, która dzięki doświadczeniu jako opiekun medyczny natychmiast zaczęła ratować innych.

- Siedziałam w ostatnim wagonie, piłam kawę i nagle usłyszałam huk. I za chwileczkę zobaczyłam ogień w rowie. Pociąg w tym momencie się zatrzymał i miałam wrażenie, że się przechyla na prawą stronę, więc torba mi spadła na głowę, a ja uciekłam na lewą stronę - relacjonuje pani Beata. -Pociąg się zatrzymał i w tym momencie widziałam tą dziewczynę, która siedziała na krześle i nie mogła złapać oddechu, oddechu. A że jestem opiekunem medycznym więc zrobiłam tam pewne takie poczynania, żeby jej ulżyć.No i wysiedliśmy z tego pociągu.

Kobieta dodaje, że pomagała również innym rannym.

- Wszystko rozprute, nie było szyb, nie było krzeseł. Był tam ktoś udzielający pomocy medycznej. Zrobił z paska taką tamponade siostrze zakonnej, która bardzo krwawiła i już chyba w tym momencie były służby medyczne powiadomione i on nic nie mógł zrobić, bo trzymał tą całą tą opaskę - mówi. Podeszłam do tej pani. Ona leżała. Była już w pozycji ułożeniowej, tyle co pamiętam w tej bocznej, bocznej, bezpiecznej. Tylko obróciliśmy ją na plecy, rzuciłam hasło, żeby sprawdzili czy ma udrożnione drogi oddechowe i zaczełam reanimację. Później zmieniła mnie jakaś taka młoda dziewczyna. Później znów reanimowałam ją i jeszcze jakiś pan i później znowu ja i przyjechało pogotowie. Podali jej adrenalinę z tego co pamiętam. W międzyczasie robiłam takie opatrunki drobne tym ludziom, którzy tam zakrwawieni byli.

„Zakonnica bez nogi”. Wstrząsająca relacja pasażera

Najbardziej dramatyczną relację przekazał „Super Expressowi” pan Radosław, który miał jechać w ostatnim wagonie, ale konduktor przesadził go do trzeciego.

– Biegaliśmy, szukaliśmy osób. Zakonnica bez nogi odmawiała różaniec, krew była wszędzie. Ten trzeci wagon był lekko przewrócony, ludzie bali się wyjść. Widziałem, jak wynoszą maszynistę ze złamanym kręgosłupem. W życiu czegoś takiego nie widziałem – mówi wstrząśnięty.

Jego słowa oddają skalę tragedii, która rozegrała się w ciągu zaledwie kilku minut. Pasażerowie, często w szoku i z własnymi obrażeniami, próbowali ratować innych, zanim na miejsce dotarły służby.

Chaos, strach i bohaterstwo. „Ludzie pomagali sobie nawzajem”

Wszystkie relacje – zarówno pasażerów, jak i mieszkańców – pokazują jedno: w obliczu katastrofy ludzie natychmiast zaczęli działać. Pomagali sobie nawzajem, wyciągali rannych, reanimowali, opatrywali, uspokajali dzieci i osoby w panice.

To właśnie dzięki ich odwadze i szybkim reakcjom wielu poszkodowanych otrzymało pierwszą pomoc jeszcze przed przyjazdem ratowników.

„To kierowca musiał się zagapić”. Mieszkańcy nie mają wątpliwości

Mieszkańcy Sokolnik Suchych i okolicznych miejscowości od lat korzystają z tego przejazdu. Wielu z nich twierdzi, że miejsce jest dobrze oznakowane i bezpieczne.

– Przejazd jest raczej bezpieczny. Przecież my tamtędy jeździmy. Widziała pani, widoczność jest dobra. To ten kierowca musiał się zagapić – mówi reporterce „Super Expressu” pani Elżbieta, mieszkanka okolicy.

Śledczy będą musieli ustalić, dlaczego kierowca ciężarówki wjechał na przejazd w momencie, gdy przejeżdżał pociąg.

Prokuratura bada wszystkie okoliczności tragedii. Kluczowe będą ustalenia dotyczące zachowania kierowcy ciężarówki oraz analiza monitoringu z przejazdu. Mieszkańcy oczekują, że winni zostaną wskazani, a przejazd – choć uznawany za bezpieczny – zostanie dodatkowo zabezpieczony.

Quiz. Czy potrafisz udzielić pierwszej pomocy?
Pytanie 1 z 10
Musisz zadzwonić po pogotowie. Który numer wybierzesz?
Karetka pogotowia
Autobus szkolny utknął na przejeździe kolejowym

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki