„Tragedia wisi w powietrzu”. Ekspert o katastrofie kolejowej. To już plaga

2026-09-09 15:48

Wykolejona lokomotywa, przewrócone wagony, spalona ciężarówka i jedna osoba zmarła. Tak wygląda miejsce katastrofy kolejowej w Sokolnikach Suchych, gdzie betoniarka uderzyła w jadący pociąg. „To już plaga. Tylko w tym roku mieliśmy kilkanaście takich zdarzeń” - komentuje gen. Ryszard Grosset, były zastępca komendanta głównego PSP ds. Operacyjnych.

Do katastrofy doszło w środę, 9 września, około godz. 11.25 na linii kolejowej nr 22. Pociąg IC 2820 „Koziołek”, jadący z Lublina Głównego do Szczecina Głównego, zderzył się z betoniarką na przejeździe kolejowym w Sokolnikach Suchych.

Skład tworzyła lokomotywa EP09 oraz sześć wagonów. W wyniku zderzenia część pociągu wykoleiła się i przewróciła. Ciężarówka niemal w całości spłonęła. Poszkodowanych zostało około 20 osób, z czego cztery odniosły ciężkie obrażenia. Wśród rannych znaleźli się kierowca ciężarówki i maszynista. Niestety jeden z pasażerów zmarł.

Zderzenia pociągu i tira są straszliwe

Gen. Ryszard Grosset w rozmowie z Eską podkreśla, że zderzenie pociągu pasażerskiego z samochodem ciężarowym niemal zawsze niesie ryzyko ogromnej liczby poszkodowanych. Wynika to między innymi z masy i prędkości składu oraz liczby osób znajdujących się w wagonach.

– Niestety, w sytuacji, kiedy mamy na przejeździe kolejowym ciężarówkę, wiąże się to z ofiarami i stratami po obu stronach, to znaczy w ciężarówce i w pociągu. Zwłaszcza kiedy w samochód uderza pociąg osobowy pełen pasażerów. Wtedy tragedia wisi w powietrzu, bo mamy od razu katastrofę mnogą – mówi gen. Ryszard Grosset.

Chodzi o taki wypadek, w którym pomocy będzie potrzebować jednocześnie wiele osób.

Przeczytaj także: TYLKO U NAS! Wstrząsające zdjęcia z katastrofy kolejowej na Mazowszu. Z ciężarówki została miazga!

„Zaczyna to wyglądać jak plaga”

Gen. Grosset ocenia, że liczba zdarzeń z udziałem ciężarówek na przejazdach kolejowych zaczyna być alarmująca.

– Niestety, zaczyna to wyglądać jak plaga. Takie znamiona zaczyna to nosić, bo podobnych zdarzeń mieliśmy już w tym roku kilkanaście – mówi ekspert.

Powtarzające się przypadki mogą wskazywać na brawurę, nieuwagę albo niedostateczne przygotowanie części kierowców do reagowania w sytuacji kryzysowej.

– Warto zaznaczyć, że coraz częściej między rogatkami znajdują się tiry z zawodowymi kierowcami, którzy naprawdę powinni wiedzieć, jak się zachować. Tymczasem tracą orientację i nie wiedzą, co zrobić – ocenia.

Co grozi pasażerowi w momencie uderzenia?

Zdaniem eksperta zagrożeniem dla pasażerów jest nie tylko samo uderzenie ciężarówki w konstrukcję lokomotywy lub wagonów. Poważne obrażenia może powodować także nagłe wytracenie prędkości składu.

– Proces gwałtownego wytracania prędkości przez pociąg, siła samego uderzenia oraz związane z tym przeciążenia z reguły powodują liczne przypadki uszkodzeń ciała pasażerów – wyjaśnia gen. Grosset.

Osoby znajdujące się w wagonach mogą zostać gwałtownie wyrzucone z siedzeń, uderzyć w elementy wyposażenia albo zostać przygniecione przemieszczającymi się przedmiotami. Ryzyko rośnie, gdy część składu wypada z szyn lub przewraca się na bok.

Tak właśnie stało się w Sokolnikach Suchych.

Przeczytaj także: Z pociągu został wrak. W tragedii zginęła jedna osoba. Nowe fakty

Ładunek zwiększa skalę zagrożenia

Gen. Grosset zwraca uwagę, że końcowy bilans wypadku zależy również od tego, co przewozi samochód ciężarowy. Uderzenie w pustą naczepę, a załadowany po brzegi samochód to dwa zupełnie różne scenariusze.

– Takie zderzenie zawsze jest niebezpieczne, ale może być jeszcze groźniejsze w zależności od przewożonego ładunku. Jeżeli znajdują się tam ciężkie rzeczy, na przykład betonowe podpory, uszkodzenia pociągu, nawet samej lokomotywy, mogą być ogromne – ocenia były zastępca komendanta głównego PSP.

Osobnym zagrożeniem są przewożone materiały łatwopalne lub substancje niebezpieczne. W takim przypadku ratownicy muszą jednocześnie pomagać poszkodowanym, zabezpieczać uszkodzony tabor i przeciwdziałać skutkom pożaru albo wycieku.

Uwięziony na przejeździe? „Wyłamać rogatkę”

Gen. Grosset zwrócił szczególną uwagę na zachowanie kierowców w sytuacji, gdy ich pojazd zostanie zamknięty pomiędzy szlabanami.

– Procedury reagowania w przypadku uwięźnięcia między rogatkami są szalenie proste. Trzeba po prostu wyłamać rogatkę. Jechać do przodu albo do tyłu i jak najszybciej opuścić rejon skrzyżowania torowiska z drogą – wskazuje ekspert.

Rogatka jest konstrukcją, która może zostać przełamana przez wyjeżdżający samochód. Uszkodzenie szlabanu oznacza konieczność naprawy, ale jest nieporównywalne ze skutkami pozostania pojazdu na torach przed nadjeżdżającym pociągiem.

– Minimalizujemy straty. Wtedy ograniczają się one do zapłacenia za naprawę rogatki przygotowanej do wyważenia. Nie ma tutaj żadnego porównania z możliwymi skutkami zderzenia – podkreśla gen. Grosset.

Były zastępca komendanta głównego PSP przyznaje, że z niezrozumiałych przyczyn część kierowców pozostaje na przejeździe i próbuje szukać innego rozwiązania.

Przeczytaj także: Zderzenie pociągu z ciężarówką pod Radomiem. Wśród rannych jest kobieta w ciąży!

– Albo tracą panowanie nad sytuacją, albo cały czas mają nadzieję, że jednak w jakiś sposób wyjadą. Trudno znaleźć racjonalną odpowiedź, dlaczego nie opuszczają przejazdu natychmiast – dodaje. Szczególnie niepokojące są zdarzenia z udziałem samochodów ciężarowych, ponieważ za ich kierownicami siedzą zawodowi kierowcy, którzy powinni znać zasady postępowania w sytuacji zagrożenia.

Wkolejanie pociągu to skomplikowana i długotrwała akcja

Katastrofa kolejowa wymaga współdziałania wielu służb. Na miejscu pracują strażacy, ratownicy medyczni, policjanci i pracownicy kolei. Do najważniejszych zadań należy dotarcie do rannych, ewakuowanie pasażerów i zabezpieczenie uszkodzonych wagonów, aby nie doszło do ich dalszego przemieszczenia.

– Jest to element, który ćwiczymy. Mamy opracowane procedury ratownicze oraz procedury współdziałania. Przy zdarzeniach na torach współpracują przede wszystkim Państwowa Straż Pożarna i służby kolejowe, które dysponują ciężkim sprzętem umożliwiającym wkolejenie wagonów wyrzuconych z torowiska – tłumaczy gen. Grosset.

Jak podkreśla ekspert, działania tego rodzaju są zawsze długotrwałe i wymagają zaangażowania ogromnych sił oraz specjalistycznego sprzętu.

– To akcje skomplikowane, wymagające dużego zaangażowania sił i środków, również ze strony Państwowego Ratownictwa Medycznego, a bardzo często także Lotniczego Pogotowia Ratunkowego – dodaje.

Praca służb nie kończy się wraz z odwiezieniem rannych. Konieczne są również oględziny, zabezpieczenie dowodów, usunięcie zniszczonego taboru i naprawa infrastruktury kolejowej.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI