„Tragedia wisi w powietrzu”. Ekspert o katastrofie kolejowej. To już plaga

Wykolejona lokomotywa, przewrócone wagony, spalona ciężarówka i jedna osoba zmarła. Tak wygląda miejsce katastrofy kolejowej w Sokolnikach Suchych, gdzie betoniarka uderzyła w jadący pociąg. „To już plaga. Tylko w tym roku mieliśmy kilkanaście takich zdarzeń” - komentuje gen. Ryszard Grosset, były zastępca komendanta głównego PSP ds. Operacyjnych.

Do katastrofy doszło w środę, 9 września, około godz. 11.25 na linii kolejowej nr 22. Pociąg IC 2820 „Koziołek”, jadący z Lublina Głównego do Szczecina Głównego, zderzył się z betoniarką na przejeździe kolejowym w Sokolnikach Suchych.

Skład tworzyła lokomotywa EP09 oraz sześć wagonów. W wyniku zderzenia część pociągu wykoleiła się i przewróciła. Ciężarówka niemal w całości spłonęła. Poszkodowanych zostało około 20 osób, z czego cztery odniosły ciężkie obrażenia. Wśród rannych znaleźli się kierowca ciężarówki i maszynista. Niestety jeden z pasażerów zmarł.

Zderzenia pociągu i tira są straszliwe

Gen. Ryszard Grosset w rozmowie z Eską podkreśla, że zderzenie pociągu pasażerskiego z samochodem ciężarowym niemal zawsze niesie ryzyko ogromnej liczby poszkodowanych. Wynika to między innymi z masy i prędkości składu oraz liczby osób znajdujących się w wagonach.

Niestety, w sytuacji, kiedy mamy na przejeździe kolejowym ciężarówkę, wiąże się to z ofiarami i stratami po obu stronach, to znaczy w ciężarówce i w pociągu. Zwłaszcza kiedy w samochód uderza pociąg osobowy pełen pasażerów. Wtedy tragedia wisi w powietrzu, bo mamy od razu katastrofę mnogą – mówi gen. Ryszard Grosset.

Chodzi o taki wypadek, w którym pomocy będzie potrzebować jednocześnie wiele osób.

Przeczytaj także: TYLKO U NAS! Wstrząsające zdjęcia z katastrofy kolejowej na Mazowszu. Z ciężarówki została miazga!

„Zaczyna to wyglądać jak plaga”

Gen. Grosset ocenia, że liczba zdarzeń z udziałem ciężarówek na przejazdach kolejowych zaczyna być alarmująca.

– Niestety, zaczyna to wyglądać jak plaga. Takie znamiona zaczyna to nosić, bo podobnych zdarzeń mieliśmy już w tym roku kilkanaście – mówi ekspert.

Powtarzające się przypadki mogą wskazywać na brawurę, nieuwagę albo niedostateczne przygotowanie części kierowców do reagowania w sytuacji kryzysowej.

– Warto zaznaczyć, że coraz częściej między rogatkami znajdują się tiry z zawodowymi kierowcami, którzy naprawdę powinni wiedzieć, jak się zachować. Tymczasem tracą orientację i nie wiedzą, co zrobić – ocenia.

Co grozi pasażerowi w momencie uderzenia?

Zdaniem eksperta zagrożeniem dla pasażerów jest nie tylko samo uderzenie ciężarówki w konstrukcję lokomotywy lub wagonów. Poważne obrażenia może powodować także nagłe wytracenie prędkości składu.

Proces gwałtownego wytracania prędkości przez pociąg, siła samego uderzenia oraz związane z tym przeciążenia z reguły powodują liczne przypadki uszkodzeń ciała pasażerów – wyjaśnia gen. Grosset.

Osoby znajdujące się w wagonach mogą zostać gwałtownie wyrzucone z siedzeń, uderzyć w elementy wyposażenia albo zostać przygniecione przemieszczającymi się przedmiotami. Ryzyko rośnie, gdy część składu wypada z szyn lub przewraca się na bok.

Tak właśnie stało się w Sokolnikach Suchych.

Przeczytaj także: Z pociągu został wrak. W tragedii zginęła jedna osoba. Nowe fakty

Ładunek zwiększa skalę zagrożenia

Gen. Grosset zwraca uwagę, że końcowy bilans wypadku zależy również od tego, co przewozi samochód ciężarowy. Uderzenie w pustą naczepę, a załadowany po brzegi samochód to dwa zupełnie różne scenariusze.

Takie zderzenie zawsze jest niebezpieczne, ale może być jeszcze groźniejsze w zależności od przewożonego ładunku. Jeżeli znajdują się tam ciężkie rzeczy, na przykład betonowe podpory, uszkodzenia pociągu, nawet samej lokomotywy, mogą być ogromne – ocenia były zastępca komendanta głównego PSP.

Osobnym zagrożeniem są przewożone materiały łatwopalne lub substancje niebezpieczne. W takim przypadku ratownicy muszą jednocześnie pomagać poszkodowanym, zabezpieczać uszkodzony tabor i przeciwdziałać skutkom pożaru albo wycieku.

Uwięziony na przejeździe? „Wyłamać rogatkę”

Gen. Grosset zwrócił szczególną uwagę na zachowanie kierowców w sytuacji, gdy ich pojazd zostanie zamknięty pomiędzy szlabanami.

Procedury reagowania w przypadku uwięźnięcia między rogatkami są szalenie proste. Trzeba po prostu wyłamać rogatkę. Jechać do przodu albo do tyłu i jak najszybciej opuścić rejon skrzyżowania torowiska z drogą – wskazuje ekspert.

Rogatka jest konstrukcją, która może zostać przełamana przez wyjeżdżający samochód. Uszkodzenie szlabanu oznacza konieczność naprawy, ale jest nieporównywalne ze skutkami pozostania pojazdu na torach przed nadjeżdżającym pociągiem.

Minimalizujemy straty. Wtedy ograniczają się one do zapłacenia za naprawę rogatki przygotowanej do wyważenia. Nie ma tutaj żadnego porównania z możliwymi skutkami zderzenia – podkreśla gen. Grosset.

Były zastępca komendanta głównego PSP przyznaje, że z niezrozumiałych przyczyn część kierowców pozostaje na przejeździe i próbuje szukać innego rozwiązania.

Przeczytaj także: Zderzenie pociągu z ciężarówką pod Radomiem. Wśród rannych jest kobieta w ciąży!

Albo tracą panowanie nad sytuacją, albo cały czas mają nadzieję, że jednak w jakiś sposób wyjadą. Trudno znaleźć racjonalną odpowiedź, dlaczego nie opuszczają przejazdu natychmiast – dodaje. Szczególnie niepokojące są zdarzenia z udziałem samochodów ciężarowych, ponieważ za ich kierownicami siedzą zawodowi kierowcy, którzy powinni znać zasady postępowania w sytuacji zagrożenia.

Wkolejanie pociągu to skomplikowana i długotrwała akcja

Katastrofa kolejowa wymaga współdziałania wielu służb. Na miejscu pracują strażacy, ratownicy medyczni, policjanci i pracownicy kolei. Do najważniejszych zadań należy dotarcie do rannych, ewakuowanie pasażerów i zabezpieczenie uszkodzonych wagonów, aby nie doszło do ich dalszego przemieszczenia.

Jest to element, który ćwiczymy. Mamy opracowane procedury ratownicze oraz procedury współdziałania. Przy zdarzeniach na torach współpracują przede wszystkim Państwowa Straż Pożarna i służby kolejowe, które dysponują ciężkim sprzętem umożliwiającym wkolejenie wagonów wyrzuconych z torowiska – tłumaczy gen. Grosset.

Jak podkreśla ekspert, działania tego rodzaju są zawsze długotrwałe i wymagają zaangażowania ogromnych sił oraz specjalistycznego sprzętu.

To akcje skomplikowane, wymagające dużego zaangażowania sił i środków, również ze strony Państwowego Ratownictwa Medycznego, a bardzo często także Lotniczego Pogotowia Ratunkowego – dodaje.

Praca służb nie kończy się wraz z odwiezieniem rannych. Konieczne są również oględziny, zabezpieczenie dowodów, usunięcie zniszczonego taboru i naprawa infrastruktury kolejowej.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki