"Zalani w trupa" podróżowali z martwym kolegą na siedzeniu. Prokuratura ujawnia szczegóły

2026-10-26 11:42

Wypili litry alkoholu, wsiedli do samochodu, a na tylnej kanapie wieźli 43-letniego kolegę, który już nie żył. Sprawa wyszła na jaw po kolizji na ulicy Energetyków w Radomiu. Kierowca Forda miał aż 2,5 promila alkoholu i nie miał uprawnień do prowadzenia auta. Teraz prokuratura ujawnia, co działo się przed tragicznym finałem i kiedy mężczyźni zorientowali się, że ich znajomy nie żyje.

Policyjny technik w białym skafandrze fotografuje auto za taśmą. O tragedii w Radomiu przeczytasz na SE.
Autor: Wygenerowane przez AI zdj. ilustracyjne
  • 43-latek nie żył już w chwili kolizji dwóch samochodów na ulicy Energetyków w Radomiu.
  • Kierowca Forda miał 2,5 promila alkoholu i prowadził bez uprawnień. Usłyszał zarzuty.
  • Sekcja zwłok wykazała naturalną przyczynę śmierci. Prokuratura wykluczyła, by mężczyzna zmarł wskutek działania osób trzecich.
Ksiądz zginął podczas mszy. Spadł na niego ogromny krzyż

Pili przez wiele godzin. Potem wsiedli do samochodu

Jak ustaliła prokuratura, mężczyźni poznali się dwa dni wcześniej. Mieli wspólnie rozpocząć pracę w jednym zakładzie. W piątek stawili się w pracy, ale później postanowili spędzić razem czas przy alkoholu.

Spotykali się w różnych miejscach Radomia. Jak przekazał prokurator rejonowy Radom Wschód Cezary Ołtarzewski, kierowca wypił cztery piwa i niewielką butelkę wódki. Dwaj pozostali mężczyźni wypili łącznie cztery półlitrowe butelki alkoholu.

Później wsiedli do Forda. Za kierownicą siedział mężczyzna, który – jak się okazało – miał 2,5 promila alkoholu w organizmie. Nie posiadał też uprawnień do prowadzenia pojazdów.

Kolega osunął się na tylnej kanapie. Myśleli, że zasnął

Najbardziej wstrząsające są okoliczności śmierci 43-latka. Według relacji przedstawionej przez prokuratora mężczyzna wcześniej rozmawiał z kolegami i normalnie się poruszał. W pewnym momencie, podczas jazdy z Jastrzębi w kierunku ulicy Energetyków, osunął się na tylnej kanapie.

Kierowca zauważył, że mężczyzna jest nieprzytomny, ale – jak wynika z jego wyjaśnień – uznał, że znajomy zasnął po alkoholu. Mężczyźni nie zdawali sobie sprawy, że nie żyje. Ich uwagę zwróciła na to dopiero kolizja.

– To był dosyć nagły zgon. Osoby nie miały świadomości, że mężczyzna zmarł – wyjaśniał Radiu ESKA prokurator Cezary Ołtarzewski.

Sekcja zwłok rozwiała najważniejsze wątpliwości

Po kolizji na ulicy Energetyków policjanci odkryli, że na tylnej kanapie Forda znajduje się martwy 43-latek. Sprawą zajęła się prokuratura, a w niedzielę przeprowadzono sekcję zwłok.

– W wyniku sekcji zwłok ustalono, że zgon nastąpił z przyczyn naturalnych. Była to niewydolność oddechowo-krążeniowa – przekazał prokurator rejonowy Radom Wschód.

Śledczy sprawdzali, czy do śmierci mężczyzny mogły przyczynić się inne osoby. Ten wątek został wykluczony. Analizowano również, czy doszło do nieudzielenia pomocy. Prokuratura uznała jednak, że w opisanych okolicznościach mężczyźni nie mieli świadomości, że ich kolega zmarł.

Kierowca z zarzutami. Miał 2,5 promila i nie miał prawa jazdy

Mężczyzna siedzący za kierownicą Forda usłyszał zarzuty dotyczące prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości oraz kierowania bez wymaganych uprawnień. Przyznał się do zarzucanego czynu i złożył wyjaśnienia, które zasadniczo pokrywają się z ustaleniami śledczych.

– Zastosowano wobec niego dozór policji – poinformował Cezary Ołtarzewski.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI