Arkadiusz Jakubik od lat uchodzi za specjalistę od ról trudnych, brudnych emocjonalnie i dalekich od komfortu. Alkoholizm, przemoc, moralny rozpad - to tematy, które regularnie bierze na swoje barki. Zapytany przez "Super Express", czy jest rola, którą szczególnie "odchorował", nie uciekał w ogólniki. Wręcz przeciwnie - przyznał, że niektóre projekty zostawiły w nim ślad, który odczuwa do dziś, choć dziś potrafi już nad nim zapanować.
Zobacz też: Tysiąc papierosów i wielka miłość. Arkadiusz Jakubik w roli Jacka Kuronia: "Odpalał jednego za drugim"
Arkadiusz Jakubik ZNISZCZONY przez role? "To mnie przeorało". Aktor mówi wprost o bólu po planie
Najbardziej wyczerpującym doświadczeniem ostatnich lat okazał się jednak serial "Informacja zwrotna", oparty na powieści Jakuba Żulczyka. Jakubik podkreślił, że nie chodziło o dosłowność czy fizyczne elementy roli, lecz o konieczność zbudowania od środka skrajnie skomplikowanej osobowości głównego bohatera. Wejście w psychikę Marcina Kani było procesem długim, intensywnym i kosztownym emocjonalnie.
Aktor wrócił też pamięcią do "Domu złego" Wojtka Smarzowskiego. Wtedy nie miał jeszcze narzędzi, by poradzić sobie z ciężarem roli po zejściu z planu. Dziś jest inaczej. Jakubik nauczył się, że kluczem do równowagi jest natychmiastowe "przestawienie głowy" na zupełnie inny obszar twórczości.
Tu z pomocą przychodzi jego zespół Dr Misio. Muzyka stała się dla aktora realnym mechanizmem ratunkowym. Każdy nowy projekt filmowy kończy się dla niego niemal automatycznie rozpoczęciem pracy nad kolejną płytą. To sposób na reset, odcięcie się od mroku i emocji, które były potrzebne na planie, ale nie powinny zostać na dłużej.
Takie mam dwa poważne postanowienia natomiast jak pyta pani mnie, to są takie chyba dwa tytuły, które mi najbardziej przychodzą na myśl mimo tego, że jestem podobno specjalistą w graniu takich no dosyć trudnych wymagających emocjonalnych po prostu ról, gdzie no trzeba się ciąć i potem posypywać solą i pieprzem, żeby bolało, a potem to widać na ekranie, ale zdecydowanie taka ostatnia rzecz, która mnie mocno chyba przeorała to był serial na podstawie powieści Jakuba Żulczyka, "Informacja Zwrotna". Tam ta historia i tutaj wcale nie chodzi o ilość wypitego alkoholu na planie, bo to, kto czytał albo widział ten serial wie, o czym mówię tylko bardziej o tego głównego bohatera o Marcina Kanie i o jego bardzo skomplikowaną osobowość postać, którą trzeba było jakby stworzyć w środku wymyślić, to mnie chyba tak bardzo kosztowało tyle tylko, że no ja znam swój pesel na pamięć i jak sobie porównam taki tytuł który drugi, który przyszedł mi do głowy, czyli "Dom zły" Wojtka Smarzowskiego, który mnie również tak mocno przeorał. Wtedy pamiętam, nie miałem instrumentów, narzędzi, nie miałem świadomości jak sobie z tym dawać radę i wtedy to bardzo bolało i wtedy to dużo mnie kosztowało dzisiaj, już te instrumenty posiadam i wiem o tym, a ten instrument tak naprawdę jeden nazywa się "Doktor Miso" i to jest mój zespół i wcale nie żartuję, bo chodzi tak naprawdę o to że kiedy kończy się plan trzeba natychmiast wskakiwać w inny projekt po to, żeby głowę przerzucić do innej przestrzeni i żeby się po prostu zająć czymś zupełnie innym po to, żeby zresetować te złe emocje, które trzeba było wytworzyć w swojej głowie, sercu na planie poprzedniej produkcji, a ponieważ praca "Doktora Miso" jest przeze mnie bardzo precyzyjnie zawsze planowana i zaczynamy pracę nad kolejną płytą kiedy tylko kończę plan filmowy - mówi nam Jakubik.
Rozmawiała Julita Buczek
Zobacz też: Arkadiusz Jakubik zabrał żonę na premierę filmu! Tak wygląda żona aktora! [GALERIA]
Zobacz naszą galerię: Arkadiusz Jakubik ZNISZCZONY przez role? "To mnie przeorało". Aktor mówi wprost o bólu po planie