Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy od lat łączy ludzi z różnych środowisk, a wśród jej stałych darczyńców nie brakuje także znanych nazwisk. Jednym z nich jest Jan Lubomirski-Lanckoroński, który aktywnie wspiera inicjatywę. W tym roku postanowił dołożyć swoją cegiełkę do 34. Finału WOŚP, którego hasłem przewodnim jest pomoc dziecięcej gastroenterologii.
Zobacz też: Kożuchowska, Karolak i Ogórek na salonach u księcia. Ciekawy dobór strojów
Arystokrata broni Owsiaka! Lubomirski-Lanckoroński: "Szokuje mnie ta nagonka"
Tym razem Lubomirski-Lanckoroński wraz z żoną, Heleną Mańkowską, wystawił na aukcję niecodzienną propozycję. Zwycięzca licytacji zostanie zaproszony na prywatne spotkanie w pałacu, gdzie gospodarze opowiedzą o historii rodu, rodzinnych tradycjach i kulisach życia arystokracji. Dodatkowo w pakiecie znalazła się grafika autorstwa Pabla Picassa, co tylko podgrzało zainteresowanie aukcją.
Na kilkanaście dni przed finałem kwota licytacji przekroczyła 35 tysięcy złotych. Sam Lubomirski-Lanckoroński podkreśla jednak, że pieniądze nie mają dla niego osobistego znaczenia. Jak zaznacza, to efekt zaangażowania ludzi o wielkich sercach, a prawdziwa praca zaczyna się dopiero wtedy, gdy sprzęt trafia do szpitali.
Arystokrata nie ukrywa, że zna realia służby zdrowia także z własnych doświadczeń. Wspomina wizyty w szpitalach, w których widział charakterystyczne serduszka WOŚP, ale także placówki, które udało się wyremontować lub doposażyć dzięki fundacjom związanym z jego rodziną. Od sal porodowych po karetki pogotowia.
Sam dobrze o tym wiem, bo przecież niestety zdarza się wszystkim w jakimś momencie życia wylądować z dzieckiem w szpitalu. Nawet w takiej małej miejscowości, gdzie byłem z naszą najmłodszą córeczką, widziałem przynajmniej kilka serduszek i sprawiło mi to ogromną satysfakcję. Z drugiej strony, mam też wielką satysfakcję, bo w niektórych szpitalach znajdują się nie tylko serduszka, ale nasze Szreniawy. Oczywiście, to jest dużo mniejsza skala, ale też udało nam się sfinansować, chociażby w Szpitalu Położniczym w Ustrzykach Dolnych remonty sal porodowych. W Łodzi również były remonty sal i zakupiliśmy tam łóżka, a w Bochni zakupiliśmy karetkę pogotowia. Już teraz przynajmniej z siedem różnych punktów w Polsce posiada nasz sprzęt czy też został wykonany remont, jeżeli chodzi o placówki medyczne i lekarskie. To jest taka nasza mała cegiełka dorzucona do tej wielkiej pracy Owsiaka (...) Zawsze mnie szokuje, jak on otrzymuje taką złą prasę, bo naprawdę najważniejszy jest cel. Uważam, że to na końcu powinno myśleć się o organizatorach, a najważniejsi są beneficjenci, czyli ci, do których idą te pieniądze. Czyli z jednej strony starsi ludzie, którzy przecież co dopiero byli tym celem, a w tej chwili są dzieci, więc to jest bardzo istotne - powiedział w rozmowie z portalem plejada.pl.
Zobacz naszą galerię: Arystokrata broni Owsiaka! Lubomirski-Lanckoroński: "Szokuje mnie ta nagonka"