Edyta Górniak w przeszłości wysyłała już sygnały o swoim trudnym dorastaniu, jednak dopiero obecnie zdecydowała się otworzyć na ten temat. Artystka postanowiła rozliczyć się z mrocznymi wspomnieniami w szczerym dokumencie dostępnym na platformie SkyShowtime, w którym osobiście relacjonuje własną, pełną bólu historię.
Trudne dzieciństwo Edyty Górniak
Z opowieści wokalistki wyłania się wstrząsający obraz nieustannej izolacji, w ramach której wychodziła z domu wyłącznie na czas zajęć szkolnych. Opiekunowie tłumaczyli jej, że takie restrykcyjne zamknięcie miało stanowić ochronę przed życiowymi pomyłkami. Gwiazda jednoznacznie zauważa, że właśnie te dramatyczne okoliczności silnie wpłynęły na jej wrażliwość oraz rozwój artystyczny. Podczas rozmowy z serwisem Pudelek piosenkarka odniosła się do tych metod, kwalifikując je wprost jako formę przemocy i wyrażając absolutną pewność, że w dzisiejszych realiach prawnych sprawcy ponieśliby dotkliwe konsekwencje.
Edyta Górniak przeżyła dramat we własnym domu
Gwiazda polskiej estrady zupełnie nie ukrywa drastycznych faktów o krzywdach domowych. Przyznaje wprost, że surowe kary spadały na nią niemal za najmniejsze, codzienne przewinienia.
„Myślę, że dzisiaj, gdyby tak było, moi rodzice poszliby do więzienia. Myślę, że dzisiaj się tak zmieniły czasy, nabraliśmy wszyscy świadomości, że dzieci nie wolno bić, że nie powinno się bić, można je oczywiście kształtować - wyznała ze łzami w oczach w rozmowie z Pudelkiem.”
Dla wokalistki wciąż najcięższym do przetworzenia wspomnieniem pozostają dni, w których za karę przetrzymywano ją zamkniętą we własnym pokoju.
„Nie mam już za złe nikomu, ale czasami tak było, że jak rodzice wyjeżdżali gdzieś tam na kilka dni na działkę, do znajomych, to sąsiadka mi przynosiła jedzenie dwa razy dziennie. Dopiero z pana reakcji widzę, jaki to jest absurd - dodała.”
W takcie rozmowy udzielonej portalowi Eska, znana wokalistka zwróciła się również do małżeństw decydujących się na rozstanie, prosząc ich o rozsądek i niekrzywdzenie własnych potomków.
„To, że ludzie przestają się rozumieć, jest bardzo powszechne. Normalne wręcz. (...) Nienaturalne jest, jak bardzo ludzie siebie za to karzą kosztem dzieci, ich zdrowia psychicznego, poczucia bezpieczeństwa. Zawsze nadal można być dobrym dla dziecka, można się trzymać w przyjaźni. Ja walczyłam o tę przyjaźń z tatą Allana, to się niestety nie udało, ale wierzę, że wielu ludziom może się udać. Jeżeli każdy zrozumie, że nie możemy mieć do siebie pretensji bez końca, że nam się nie udało, ok, nadal możemy być przyjaciółmi dla naszego dziecka, żeby go nie krzywdzić. Nasze decyzje, kłótnie, targania emocjami bardzo wpłyną na wszystkie decyzje naszego dziecka, przez wszystkie jego etapy. Jeśli zrozumiemy tę odpowiedzialność, to nie będziemy potrafili tak po prostu, bezmyślnie krzywdzić tych dzieci, bo każdy z nas kiedyś był dzieckiem i wie, co to znaczy obecność rodzica - powiedziała.”