Swoją przeszłość zdradził dopiero w książce
Emil Karewicz był aktorem, który budził wśród widzów ogromną sympatię. Co więcej, był dla nich serdeczny i otwarty na rozmowy. Jednak o swoim życiu osobistym mówił niewiele. Serialowy Hermann Brunner ze „Stawki większej niż życie” miewał wiele tajemnic, które zdradził dopiero niedługo przed śmiercią. Zrobił to w swojej książce biograficznej „Moje trzy po trzy”, która została wydana w 2013 r. To właśnie wtedy cała Polska poznała jego prawdziwą przeszłość.
Karewicz miał trzy żony
Autobiografia Karewicza rzuciła nowe światło na życie rodzinne aktora. Można się z niej dowiedzieć, że pani Teresa, z którą spędził 62 lata, nie była jego pierwszą i jedyną żoną, a trzecią. Jak się okazuje, pierwszą żonę Emil poznał jeszcze w trakcie drugiej wojny światowej. Poznali się w firmie transportowej, w której oboje pracowali. Ewa była niezwykle piękną dziewczyną, która miała zaledwie 18 lat. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Aktor stracił głowę dla dziewczyny, szybko się oświadczył i równie szybko wziął ślub.
W administracji bazy pracowała piękna dziewczyna, Ewa, której i ja przypadłem do gustu. Więc od rozmów, żartów, przebywania razem doszliśmy do małżeństwa. (...) Ślub mieliśmy skromny, na miarę czasów
- opowiadał.
Niestety, wojna przekreśliła ich małżeństwo. On został wcielony do Wojska Polskiego, ona została przesiedlona do Gniezna. Wtedy też na kilka lat stracili ze sobą kontakt. I choć odnaleźli się po wojnie w Gdańsku, nie udało im się odbudować tej relacji. Po rozwodzie cały czas się przyjaźnili.
Aktor, który całe życie miał powodzenie u kobiet, zakochał się po raz kolejny — tym razem w Delfinie.
Zakochaliśmy się z miejsca, a że wkrótce po pierwszym spotkaniu okazało się, że spodziewamy się dziecka, zdecydowaliśmy się wziąć ślub
- opowiadał aktor. Na świat przyszła ich córka, Sylwia. Karewicz dostał propozycję pracy w Łodzi i musiał na jakiś czas porzucić rodzinę.
Sprowadzenie do Łodzi mojej żony, Delfiny, nie uratowało małżeństwa. Przyjechała i pomimo radości, jaką odczuwaliśmy na początku, po dość krótkim czasie mogliśmy się przekonać, że coraz mniej nas łączy. Po prostu dwoje ludzi oddalało się od siebie i nie można było nic z tym zrobić
- zwierzał się ulubieniec publiczności.
Do trzech razy sztuka
Większość swojego życia Emil Karewicz spędził ze swoją ostatnią żoną, Teresą. Zapewniał, że to właśnie u jej boku poczuł prawdziwą miłość, radość i szczęście. Poznali się w latach 50. w Łodzi. Teresa pracowała w administracji w Teatrze im. Stefana Jaracza, w którym grał Karewicz. Oświadczył się zaledwie po kilku tygodniach znajomości. I tak samo jak w przypadku poprzednich partnerek, i tym razem szybko zdecydował się na ślub. Doczekali się dwójki dzieci - Krzysztofa i Małgorzaty. Małżeństwem byli 61 lat. Niestety, w 2012 roku pani Teresa zmarła.
Byliśmy bardzo dobrym małżeństwem. Jestem jej wdzięczny za ciepło, które wprowadziła do naszej rodziny, za nasze wspólne chwile. Była najbliższą mi osobą
- pisał aktor w autobiografii.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Pomnik Karewicza kosztował majątek. Marmur został sprowadzony z...[WIDEO]
Dzieci o żonach i własnej siostrze dowiedziały się z biografii
Emil Karewicz o życiu prywatnym nie mówił tylko w wywiadach. O przeszłości nie opowiadał nawet we własnym domu. Dlatego też dzieci z trzeciego małżeństwa o poprzednich żonach gwiazdora dowiedziały się dopiero z jego książki.
Tata nigdy mi o swoich poprzednich żonach nie opowiadał. Niewiele nam o sobie opowiadał. Dużo więcej dowiedziałem się z jego autobiografii, która ukazała się w 2013 roku
- powiedział syn aktora, Krzysztof.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wielkie nazwiska w Domu Artystów w Skolimowie. Nowi mieszkańcy na Wielkanocnym spotkaniu