Spis treści
Edmund Fetting był cenionym aktorem teatralnym oraz głosem znanym z piosenki, która na zawsze zapadła w pamięć widzom serialu "Czterej pancerni i pies". Urodzony w międzywojniu artysta należał do tych amantów PRL-u, którzy żyli w pilnie strzeżonych przed zewnętrznym światem jednopłciowych relacjach. Po latach od jego śmierci poznaliśmy nazwisko jego wciąż żyjącego partnera, z którym rozstał się on w trudnych realiach politycznych podziałów. Ta historia może poruszyć niejedno serce.
Edmund Fetting był głosem "Deszczów niespokojnych". Wzdychały do niego fanki, a on miał chłopaka
Artysta urodził się w 1927 roku w Warszawie i od dzieciństwa pasjonował się teatrem oraz muzyką. Amatorski teatrzyk stworzył na jednej z mazowieckich plebanii, gdzie ukrywał się z bliskimi w czasie okupacji. Po wojnie podjął studia na wymarzonym kierunku, ale miał zostać usunięty z uczelni przez... "brak talentu". Sam Aleksander Zelwerowicz, którego imię nosi dziś stołeczna Akademia Teatralna, wytknął mu... zbyt dużo smutku. Młody Edmund Fetting nie poddał się i ma początku lat 50. zdał egzamin aktorski w trybie eksternistycznym. Wkrótce grał już na deskach teatrów w całej Polsce, jednak publika poznała go przede wszystkim za sprawą kultowego serialu z połowy lat 60.
To właśnie Edmund Fetting zaśpiewał "Balladę o pancernych", znaną też jako "Deszcze niespokojne", czyli piosenkę z szalenie popularnej produkcji "Czterej pancerni i pies". Choć w czasach gomułkowskiej Polski był niekwestionowanym amantem, to żadna z jego adoratorek nie miała prawa wiedzieć, że bardzo kochał młodszego o prawie czternaście lat partnera, cenionego tancerza. Homoseksualna para przystojnych gwiazdorów? W głębokim PRL-u, gdy skandali obyczajowych przecież nie brakowało, sprawa nie do pomyślenia.
Zobacz galerię: Tak mieszkały gwiazdy i władze PRL. Domy dawnych elit nie zawsze opływały w luksusy
Miłość, którą pokonała odległość. Dziś znamy nazwisko partnera artysty
Edmund Fetting związał się z tancerzem, którego poznał w 1962 roku podczas prób do spektaklu "Białowłosa". Janusz Smoliński był pierwszym solistą baletu Teatru Wielkiego w Warszawie i również bożyszczem wielu kobiet. Do niedawna wiadomość ta była znana jedynie najbliższym osobom obu mężczyzn. Wzruszającą historię pary opisał jednak dokładnie Krzysztof Tomasik na łamach ostatniego wydania dwumiesięcznika "Replika", który jest poświęcony sytuacji społeczności LGBTQ+ w Polsce. Autor spotkał się nawet ze Smolińskim w jego barcelońskim mieszkaniu.
W latach 60. ukrywająca swoją relację para mieszkała w rodzinnej willi Fettinga na Mokotowie. Oficjalnie, Smoliński był najemcą jednego z pokoi. Miłość aktorów była znana w zaufanym gronie warszawskich artystów, którzy bywali na ich domówkach. Należały do niego Barbara Rylska czy seksbomba PRL-u, Kalina Jędrusik, na której temat wiele mitów obala obecnie jej przyszywana córka.
W 1974 roku Janusz Smoliński zaczął pracować jako nauczyciel tańca w Instituto del Teatro w Barcelonie. Po kilku latach wyjazdów do Hiszpanii, które wywoływały nieznośną dla zakochanych rozłąkę, realia polityczne zmusiły artystę do trudnej decyzji. Teatr Wielki chciał go za wszelką cenę sprowadzić na stałe do kraju, jednak on wybrał Barcelonę. Zakochani po ponad piętnastu latach razem postanowili się rozstać i stworzyli wkrótce nowe relacje. Wymieniali jednak korespondencję do 1990 roku.
Janusz Smoliński do dziś mieszka w Barcelonie. Był na pogrzebie dawnego ukochanego
Janusz Smoliński skończył 26 czerwca br. 85 lat i nadal mieszka w Barcelonie. Jak pisze Tomasik w "Replice", tancerz współpracujący z najwybitniejszymi scenami Europy wciąż posiada wiele pamiątek z dawnych lat. Niedawno zjawił się nad Wisłą, by odebrać wyjątkowe wyróżnienie - statuetkę Perły Tańca 2025. Był też obecny na pogrzebie byłego partnera, który odszedł 30 stycznia 2001 roku w wieku 73 lat.
"Janusz był na jego pogrzebie, ale mimo namawiania przez Ninę Andrycz, nie chciał stanąć przy samym grobie i kreować się na czołowego wdowca. Pozostały wspomnienia, listy i zdjęcia" - czytamy.