Joanna Jarmołowicz w tłusty czwartek zrobiła to po swojemu. Najpierw pączki, potem siłownia – i zero dramatu [ZDJĘCIA]

Tłusty czwartek co roku rozpala emocje, jakby od jednego pączka miało zależeć całe życie. W sieci pojawiają się zdjęcia „fit” wersji słodkości, przepisy na pączki bez cukru (które i tak smakują jak wyrzut sumienia) i obowiązkowe tłumaczenia, że ktoś „zjadł tylko pół”. A Joanna Jarmołowicz? Ona zamiast robić z tego wydarzenie pod tezę, po prostu żyje – i wygląda na to, że to działa najlepiej.

Tłusty czwartek co roku rozpala emocje, jakby od jednego pączka miało zależeć całe życie. W sieci pojawiają się zdjęcia „fit” wersji słodkości, przepisy na pączki bez cukru i obowiązkowe tłumaczenia, że ktoś „zjadł tylko pół”. A Joanna Jarmołowicz? Ona zamiast robić z tego wydarzenie pod tezę, po prostu żyje – i wygląda na to, że to działa najlepiej.

Aktorka znana z „Planety singli” i serialu „Na noże” spędziła ten dzień w bardzo „ludzkim” stylu. Najpierw wypad do jednej z popularniejszych cukierni w podwarszawskim Wawrze – takiej, gdzie w tłusty czwartek ludzie potrafią stać w kolejce jak po bilety na koncert. I nie było tu żadnej atmosfery „fit pokazówki”. Raczej klasyczne: skoro jest okazja, to bierzemy. W spojrzeniu, uśmiechu i tym luzie było coś, co fani od razu wyłapują – szczerość zamiast reżyserki.

Pączek „bo należy się” i towarzystwo, które też ma swój smaczek

Aktorce towarzyszył jej menadżer Filip Moniuszko, którego część widzów pamięta jeszcze z pierwszej edycji „The Voice of Poland”. Ten duet wypadł jak znajomi, którzy nie potrzebują wielkich deklaracji, żeby cieszyć się chwilą. Pączek w dłoni, papierowa torba z zakupami, lekko zimowy dzień – prosta scenka, a jednak działa. Bo każdy zna ten moment: „należy nam się”. I nagle tłusty czwartek przestaje być internetowym wyzwaniem, a wraca do roli, którą powinien mieć od początku – małej przyjemności.

Zobacz: Joanna Jarmołowicz nie płacze po Królikowskim. Zobaczcie, z kim ją przyłapano!

Zwrot akcji: torba z pączkami zostaje, wchodzi torba sportowa

Smaczek pojawił się chwilę później, kiedy Jarmołowicz nie zamknęła tematu na cukierni. Zamiast robić kolejne zdjęcia słodkości na tle kawy, wskoczyła do auta, a torba z pączkami ustąpiła miejsca torbie sportowej. I tu zaczyna się punkt, który ludzi zawsze elektryzuje: czy ona teraz „idzie odpracować”? No właśnie nie. Bo cały vibe tej historii jest odwrotny – żadnego cierpienia, żadnego „muszę spalić”. Po prostu trening jak trening: rozgrzewka, siłowe, interwały. Normalność, której w socialach jest zaskakująco mało.

To podejście trafia w czuły punkt, bo obnaża największą pułapkę fit-kultury: że ruch bywa sprzedawany jako kara za jedzenie. A przecież większość ludzi w głębi duszy ma dość tej narracji. Zjeść pączka i nie robić z tego dramatu – brzmi jak banał, ale internet pokazał już nie raz, że banalne rzeczy potrafią być najbardziej wyzwalające.

Zobacz: Joanna Jarmołowicz pękła! Bez cenzury o zdradach znajomych i upadku na dno

Tłusty czwartek w sieci to zawsze emocje. Jarmołowicz zrobiła odwrotnie

Jarmołowicz nie udaje, że żyje na „zero węgli”, nie próbuje robić z pączka wroga, nie zamienia tłustego czwartku w wykład o dyscyplinie. I właśnie dlatego ten obrazek tak się niesie: bo jest ludzki. Można kochać słodkie, można dbać o kondycję, można mieć gorszy dzień i lepszy dzień – i nadal być „w porządku” ze sobą. Bez histerii, bez wyrzutów sumienia, za to z dystansem i troską o dobre samopoczucie.

W tej historii wcale nie chodzi o lukier. Chodzi o to, żeby nie robić z jedzenia moralnego testu. I żeby ruch nie był „pokutą”, tylko czymś, co faktycznie robi nam dobrze. Joanna Jarmołowicz pokazała to w najprostszy możliwy sposób: pączek – tak. Trening – też tak. A drama? Zostaje w komentarzach.

Joanna Jarmołowicz wyleczyła się z ADHD

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki