W domu dziecka przestała być Olgą
Rodzina Kory żyła bardzo skromnie. Jej matka chorowała na gruźlicę, w domu brakowało pieniędzy, a sytuacja z czasem stała się tak trudna, że kilkuletnia Olga trafiła do domu dziecka prowadzonego przez zakonnice w Jordanowie. Ten pobyt zapamiętała jako jedno z najbardziej bolesnych doświadczeń w życiu. Z jej późniejszych opowieści wyłaniał się obraz miejsca surowego, pozbawionego czułości i poczucia bezpieczeństwa. Dzieci miały podporządkować się regułom. Ich strach, tęsknota i potrzeba bliskości nie były najważniejsze.
Kora mówiła po latach o przemocy i upokorzeniach. Wspominała też, że dzieci były traktowane przedmiotowo. Dla małej dziewczynki, która wcześniej została odłączona od rodziny, był to kolejny cios. Potem wielokrotnie przyznawała, że dzieciństwo zostawiło w niej ślad. W dorosłym życiu nie znosiła kontroli, nakazów i podporządkowania. Chciała sama decydować o sobie, nawet gdy jej decyzje raniły innych.
Marek Jackowski dał jej rodzinę i Maanam
Marek Jackowski (+66 l.) pojawił się w życiu Kory, zanim cała Polska poznała jej pseudonim. Pobrali się w 1971 roku. Rok później urodził się ich syn Mateusz. Łączyło ich życie prywatne i praca. Jackowski komponował, Kora pisała teksty i śpiewała. Razem stworzyli Maanam, zespół, który na początku lat 80. wywrócił polską muzykę do góry nogami. Przełomem w jej karierze był występ w Opolu w 1980 roku. Kora nie przypominała żadnej z ówczesnych gwiazd. Była nerwowa, drapieżna i bezczelnie pewna siebie. Sama wspominała później: „Niewiele pamiętam ze swojego pierwszego występu w 1980 r. Kompletnie nie pasowałam do nikogo i do niczego”. Nie pasowała. I właśnie dlatego wszyscy ją zapamiętali. Sukces zawodowy nie uratował jednak małżeństwa. W domu narastały napięcia, a w życiu Kory pojawił się inny mężczyzna.
Była żoną Jackowskiego, gdy związała się z Sipowiczem
Kamil Sipowicz (71 l.) poznał Korę, gdy była już żoną Marka Jackowskiego i matką ich syna. Ich romans nie był krótką przygodą. To Sipowicz został później jej wieloletnim partnerem i ojcem młodszego syna, Szymona. Sprawa ojcostwa chłopca przez lata wywoływała zainteresowanie mediów. Szymon urodził się, gdy Kora nadal pozostawała w małżeństwie z Jackowskim. Przez pewien czas to właśnie on formalnie i rodzinnie funkcjonował jako ojciec dziecka. Dopiero później szeroko opisano, że biologicznym ojcem był Sipowicz.
To nie była niewinna historia o artystce, która „szukała siebie”. Jej decyzje miały konsekwencje dla całej rodziny. Był zdradzony mąż, dwóch synów i relacja, której przez lata nie dało się opisać prostym słowem. Kora i Jackowski rozwiedli się w 1984 roku. Ich małżeństwo się rozpadło, ale zawodowo nadal byli związani przez Maanam. Musieli razem pracować, wychodzić na scenę i tworzyć kolejne piosenki, choć prywatnie ich życie wyglądało już zupełnie inaczej.
Z Sipowiczem żyła po swojemu
Związek Kory i Kamila Sipowicza trwał przez kilka dekad. Nie przypominał klasycznego małżeństwa. Oboje podkreślali, że żyli według własnych zasad. Dopiero w 2013 roku zdecydowali się na ślub. Byli razem bardzo długo, ale nie oznacza to, że ich relacja była łatwa. Kora miała silny charakter i nie próbowała tego ukrywać. W filmie „Pięć bajek o miłości” powiedziała: „Jestem bardzo, bardzo trudną osobą, niesłychanie trudną. To jest cud, że ktoś w ogóle może ze mną być”.
Chciała kochać, ale nie zamierzała oddawać nikomu kontroli nad własnym życiem. To dawało jej siłę na scenie. W domu mogło być znacznie trudniejsze. Marek Jackowski był jej pierwszym mężem, ojcem Mateusza i współtwórcą sukcesu Maanamu. Kamil Sipowicz został ojcem Szymona, wieloletnim partnerem i człowiekiem, który był przy niej także podczas choroby. Obaj byli kluczowymi mężczyznami w jej życiu. Obaj też zapłacili cenę za życie z kobietą, która nie uznawała prostych reguł.
Nie zamierzała umierać po cichu
W 2013 roku u Kory zdiagnozowano raka jajnika. Choroba była zaawansowana, a leczenie wymagało drogiego leku, który nie był wówczas refundowany. Artystka publicznie mówiła o swojej walce. Nie próbowała udawać, że wszystko jest dobrze. Powiedziała wtedy słowa, które odbiły się szerokim echem: „Chcę żyć, po prostu chcę żyć”. Kora nagłośniła problem dostępu do nowoczesnego leczenia. Jej nazwisko sprawiło, że temat refundacji leków dla pacjentek z rakiem jajnika przestał być sprawą znaną jedynie chorym, ich rodzinom i lekarzom. W 2016 roku lek został objęty refundacją. Nie była jedyną osobą, która o to walczyła, ale jej głos nadał tej sprawie ogromny rozgłos.
Sipowicz nie zdążył się z nią pożegnać
Ostatnie lata Kora spędzała z Kamilem Sipowiczem na Roztoczu. Zmarła 28 lipca 2018 roku w Bliżowie. Miała 67 lat. Po jej śmierci Sipowicz przyznał, że do dziś żałuje jednej rzeczy. „Mam jednak do siebie pretensje, że nie zdążyłem pożegnać się z Korą. Żałuję, że się nie pożegnaliśmy” – powiedział Plejadzie. Kora zostawiła po sobie wielkie piosenki, legendę Maanamu i prywatną historię, której nie da się wygładzić. Kochała mocno, podejmowała egoistyczne decyzje, raniła i sama cierpiała. Nie była ani świętą, ani jedynie skandalistką. Była kobietą, która bardzo wcześnie straciła poczucie bezpieczeństwa, a później przez całe życie pilnowała, żeby już nikt nie decydował za nią. ASZU