Łatwogang z kolejną akcją. Jedzie po 12 milionów
Piotr Garkowski (23 l.) działa w sieci pod pseudonimem Łatwogang. Chociaż obserwowało go kilka milionów osób, to raczej nie był rozpoznawalny poza siecią. Wszystko zmieniło się pod koniec kwietnia, gdy zaangażował się w akcję Fundacji Cander Fighters. 14 kwietnia do sieci trafił utwór "Ciągle tutaj jestem (diss na raka)" w wykonaniu rapera Bedoesa i Mai Mecan, podopiecznej fundacji.
Warszawski youtuber i tiktoker postanowił słuchać piosenki w zapętleniu przez kilka dni, by zebrać jak najwięcej funduszy dla organizacji pomagającej pacjentom onkologicznym. Celował w 500 tysięcy złotych. Z dnia na dzień o akcji robiło się coraz głośniej i dołączyli do niej znani Polacy, co tylko podbiło jej popularność. Pod koniec już nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie obserwowano jak zbiórka bije kolejne rekordy. Ostatecznie uzbierano ponad 282 miliony złotych.
Po kilku tygodniach przerwy Łatwogang wrócił z kolejną akcją. Tym razem chce zebrać pieniądze na leczenie ośmioletniego Maksa. Szansą na wyleczenie chłopca jest genowa kuracja w Stanach Zjednoczonych. Jej koszt to aż 15 milionów złotych. Do tej pory udało się uzbierać 3 miliony. Młody influencer postanowił pomóc w zebraniu reszty pieniędzy.
Zobacz również: Łatwogang wsiadł na rower i zebrał miliony! Dopadł go poważny kryzys, ale jedzie dalej!
Łatwogang apeluje do obserwujących. Niebezpieczna sytuacja!
Kilka dni temu Piotr Garkowski poinformował, że ma zamiar przejechać na rowerze całą Polskę - spod Giewontu aż do Morza Bałtyckiego. Wystartował z Zakopanego w piątkowe popołudnie. Jego podróż można oglądać na żywo na streamie. Trasa jest bardzo wymagająca, a youtuber zmaga się nie tylko ze zmieniającymi się warunkami pogodowymi, ale również własnym zdrowiem. Od startu doszło do kilku niepokojących sytuacji.
Za rowerzystą jedzie jego ekipa, która w każdej chwili gotowa jest mu pomóc. Ogromna popularność influencera sprawia, że niemal cały czas otoczony jest przez fanów, co może doprowadzić do niebezpiecznej sytuacji na drodze. W pewnym momencie Łatwogang zaapelował do obserwujących, by za nim nie jechali.
Pędzę. Nie mogę się zatrzymać do zdjęć. Słuchajcie, prośba, nie jedźcie ze mną, bo będzie wypadek. Doceniam, że tu jesteście. Błagam, każda osoba, która mnie szanuje i docenia i chce dobrze dla Maksa, to niech nie jedzie. Proszę, żeby każdy jechał do domu - mówił 23-latek.
W pewnym momencie musiał się zatrzymać i kolejny raz zaapelować o rozejście się.
Dopóki wszyscy nie odjadą, to nie ruszymy. Jedzie teraz 50 osób, to jest samobójstwo. Przepraszam, że nie mogę jechać, ale to jest niebezpieczne. Ktoś wpadnie pod samochód, to są dzieci. Nie możemy tak jechać - przekazał widocznie przejęty.
O to by nie "śledzić" Latwoganga co chwilę apelują również jego koledzy z ekipy, który są z nim w stałym kontakcie. Proszą również, żeby jadące koło niego samochody dały im do niego dostęp. Tak, by w razie potrzeby mogli mu jak najszybciej pomóc. Mimo widocznego wyczerpania 23-latek nie rezygnuje z jazdy. Na chwilę publikacji tekstu udało się uzbierać już ponad 7 milionów złotych!
Zobacz również: Zaczęło się od 11-letniej Mai. Jej „Diss na raka” stał się początkiem rekordowej zbiórki