Magda Gessler "to polski Gordon Ramsey"?
Z Magdą Gessler udało nam się spotkać przy okazji zdjęć do najnowszej edycji "MasterChefa" w Krakowie, gdzie w towarzystwie Michela Morana, Przemysława Klimy i nowego jurora - Pascala Brodnickiego oceniała popisy uczestników. Tłum turystów zebrał się wokół "Królowej TVN", która robiła konkurencje nawet Sukiennicom.
Gdy turyści z zagranicy pytali kim jest ta kobieta, inni odpowiadali - "to polski Gordon Ramsey". Czy rzeczywiście? Spytaliśmy o to i wiele innych rzeczy!
Zobacz również: Magda Gessler dobitnie w sporze Miszczaka z Majewskim. Wbiła szpilę jednemu z nich!
Magda Gessler o pracy przy "MasterChef" i "Kuchennych rewolucjach"
"Super Express": - Pani Magdo, wszystko wokół się zmienia, nowi jurorzy przychodzą, a pani trwa jako królowa "MasterChefa" i "Kuchennych rewolucji" nieprzerwanie. Czy pani nie myśli sobie, że potrzeba by jakiegoś wolnego, że może jeden sezon przerwy?
Magda Gessler: - Nie ma takiej sytuacji, w której można przerwać życie. Po prostu. To jest moje życie, moja pasja. Moją pasją jest nauczenie Polaków radości z jedzenia, korzystanie z dobrego smaku, szczęśliwości w jedzeniu. Też tego, że to jednoczy, że przynosi uczucia, więzi, że jedzenie to nie tylko pieniądze, które się zarabia, ale przede wszystkim komunikacja, przy której może byśmy odłożyli wszystkie aparaty, słuchali dobrej muzyki i jedli znakomite rzeczy.
- A czy właśnie w tej kwintesencji smaku, czy po tylu edycjach jeszcze uczestnicy potrafią panią zaskoczyć tym smakiem?
- Oczywiście, że tak i dlatego tu jestem, bo gdy byłoby nudno, to przysięgam ci, że nikt by tutaj nie zmusił mnie do brania udziału w tym wszystkim. To jest cudowne, że są talenty, które się odkrywa, które się jak gdyby prowadzi i daje się im szansę zaistnienia wśród wszystkich nas, Polaków.
- Nowy juror "MasterChefa", Pascal Brodnicki, mówił mi, że przede wszystkim szuka szacunku do składnika. Pani tu powiedziała o tym ziemniaku, który wydaje się banalny...
- Uważam, że jest to najtrudniejsze warzywo, jakie znam, ponieważ tak jak na Śląsku potrafią go wziąć do ręki i z nim zrobić cuda, w poznańskim też, może jeszcze Podlasie... tak cała reszta Polski ma z tym duży kłopot i nie szanuje tego produktu, wręcz go bezcześci.
- A czego pani poszukuje w takim idealnym kandydacie na MasterChefa, na zwycięzcę?
- Wymyśla coś własnego, że interesuje go świat i ma na niego wpływ, ale przede wszystkim musi znaleźć tożsamość swojej ziemi, może swojej rodziny. Wierzę w to, że ci dobrzy kucharze to ci, którzy jedzą taki idealny krupnik w swoim domu.
"Kuchenne rewolucje" z rekordem Guinnessa?
- Muszę też zapytać o "Kuchenne rewolucje", 31 sezonów, chyba najdłużej trwający w Polsce format. Jak to jest, jaki jest ten klucz sukcesu tego formatu z panią w roli głównej, że ludzi to cały czas tak bardzo interesuje?
- Każdy dom jest inny, każda restauracja jest inna, a ja jestem albo czarna, albo biała. Ja nie ściemniam, tylko mówię tak, jak widzę i czuję. Tu nie ma oszustwa i wydaje mi się, że dlatego jest tylu fanów wśród młodzieży i dzieci, bo nareszcie znalazły tę bajkową postać, która mówi: "A to jest dobre, a to jest złe", "Tu jest złe jedzenie, tu jest dobre jedzenie." I ludzie potrzebują tej prawdy, nie tego takiego memłania, otulania takich sobie rzeczy w piękne barwy, tylko mówienia im wprost, czego nie należy jeść, co należy jeść, jak należy jeść, czy ten dom ma dobrą energię, czy ten dom ma szansę. Chcą znać jakby zakończenie każdej bajki.
My będziemy startować do Księgi Guinnessa, bo jesteśmy na najdłużej eksponowanym programem, który nie jest sterowany, nie ma scenariusza i bardzo ważna rzecz - za niego się nie płaci. Wszyscy myślą, że żeby wejść w "Kuchenne rewolucje" trzeba zapłacić. Nie, to my się staramy jeszcze dopłacać czasami do różnych innych inicjatyw wobec danej restauracji, żeby ona mogła funkcjonować.
- No właśnie, bo też ostatnio gorąco było w internecie na temat tego, kto płaci, jeżeli pani przyjeżdża i robi rewolucje, kto za to płaci? Czy właściciel, czy stacja, i jak to jest?
- Mój Boże, od 16 lat mówimy, że płacimy my i za dekoracje, która jest obłędna i jest magiczna, bo w ciągu naprawdę 48 godzin świat się zmienia i ja mam oczywiście cudownych dekoratorów, ale ja wymyślam i kolory i sens i nazwę i kierunek restauracji i szyld - to się musi dziać w pierwszym dniu. To prawie jest niewykonalne, ale zapraszam cię na plan. Ja nie wiem, czy może jestem trochę jasnowidzem i zaczynam siebie o to podejrzewać (śmiech). To nie są jakieś wielkie słowa, ale wyobraź sobie, że jedziesz do restauracji, jesteś dwie godziny i potem ją wymyślasz od A do Z, w ciągu następnych czterech godzin w kamperze z całą załogą.
- Te formaty "MasterChef" i "Kuchenne rewolucje" są bardzo wymagające też fizycznie, dużo godzin na planie, emocji, musi pani to odreagować potem?
- Dużo energii ludzi, do których wchodzę, żeby móc im pomóc, ja muszę ich zrozumieć i wejść w ich jak gdyby duszę, zrozumieć ich sposób myślenia. To jest bardzo energetycznie trudna praca, ale którą ubóstwiam i bez której bym nie mogła żyć. Ja potrzebuję po nagraniu dzwonić do mojego męża i opowiedzieć co było na planie. Do Kanady o 3:00, 4:00 rano.
- I on słucha tak z uwagą?
- No jak mnie kocha, to słucha (śmiech). On jest wielkim fanem "Kuchennych rewolucji", zna wszystkie!
Rozmawiała Aleksandra Pajewska-Klucznik