– Nie chcę rozmawiać o pieniądzach, bo to nieeleganckie. Poza tym to zawsze wraca do mnie bumerangiem i we mnie uderza, internauci piszą, że narzekam, a są ludzie, którzy żyją za marne grosze. Dlatego w ogóle nie chcę o tym rozmawiać – stanowczo zaznaczyła już na samym wstępie Maryla Rodowicz w rozmowie z dziennikarzem Plejady.
Królowa polskiej sceny muzycznej oświadczyła, że ma nadzieję, że już niebawem jej sytuacja ulegnie poprawie.
- Chciałabym wierzyć, że to się chyba wszystko skończy lada moment, a wirus sobie pójdzie. Może od nowego roku? Najważniejsze, by to tego czasu dociągnąć. A co potem? Musi być lepiej, bo gorzej być nie może! - powiedziała Maryla Rodowicz.
Na piosenkarkę spadł kolejny cios w postaci lawiny krytyki po tym, jak oświadczyła, że jej sytuacja finansowa, podobnie jak u wielu innych artystów, przez pandemię koronawirusa jest dramatyczna. Maryla Rodowicz postanowiła więc bardziej powściągliwie podchodzić do tematu swoich problemów finansowych. Wcześniej jednak zdradziła nam w rozmowie, że jedynym źródłem jej dochodu były gaże z koncertów.
– Nie mam tantiem. Tyle zarobię, ile sobie wyśpiewam gardłem. Wcześniej nie narzekałam, bo kalendarz pękał w szwach, więc miałam regularny przypływ gotówki. Teraz jest gorzej, ale trzeba patrzeć z optymizmem w przyszłość i mieć nadzieję, że będzie lepiej - powiedziała Maryla Rodowicz.