Michał Cholewiński: Cenię Orłosia, ale nie będę jak on

2016-09-09 4:00

Informacja o odejściu Macieja Orłosia (56 l.) z "Teleexpressu" wstrząsnęła telewidzami. Jego miejsce zajął Michał Cholewiński (36 l.). Tylko "Super Expressowi" opowiada, jak się czuje w nowej roli.

- Został pan nowym gospodarzem "Teleexpressu". Czy zaskoczyła pana ta nominacja?

- Jeśli chodzi o pracę w "Teleexpressie", jest to dla mnie tyleż samo zaszczyt, co wyzwanie. Nominację odbieram najprościej jak się da - jako dostrzeżenie zwykłego codziennego zaangażowania w pracę. Przez lata jedynym jej wyznacznikiem był, jest i będzie widz. Praca dla niego to wielka odpowiedzialność; warsztat, przygotowanie, rzetelność nie będą niczym więcej niż tylko pustymi hasłami, gdy praca dziennikarza nie jest pożyteczna, przydatna ludziom w codzienności, ze wszechstronnym poszukiwaniem znaczeń - bieżących wydarzeń i nadchodzących zmian. Dyplom prawniczy dodatkowo dokłada mi motywacji przy sprawach związanych ze swoistym zaciemnianiem. Codzienne nasze życie, determinowane przez globalne zjawiska, korporacje (i nierzadko równie globalne mechanizmy wmawiania ludziom różnych rzeczy), wymaga co rusz to większej orientacji. Jeden nieprzemyślany podpis, nieprzeczytany akapit umowy albo nieprzygotowany lub niezbyt zaangażowany urzędnik - i może skończyć się windykacją, jakimś postępowaniem czy dochodzeniem, tragedią ludzką... dziennikarz musi nadążać.

- Nie jest tajemnicą, że Maciej Orłoś, którego pan zastąpił, przez wiele lat był twarzą "Teleexpressu". Nie boi się pan porównań do niego?

- Macieja Orłosia - i jako widz, i jako kolega po fachu - darzę ogromnym szacunkiem. Jesteśmy zdecydowanie różnymi postaciami. Lata pracy w informacji telewizyjnej, i tej lokalnej (w Telewizji Polskiej w Łodzi i TVN 24 Łódź), później centralnej (TVN 24 i TVP Info), dają sporo doświadczenia. Ale też dystansu.

- Czy ma już pan koncepcję, jak poprowadzić "Teleexpress"? Wniesie pan jakieś zmiany czy może pozostanie pan przy sposobie prowadzenia programu, do jakiego przyzwyczaił nas Maciej Orłoś?

- Choć to pierwsze dni, już się przekonałem, że "Teleexpress" to fantastyczny zespół. Twórczy i pomysłowi, i co ważne - solidni dziennikarze, których talentu może pozazdrościć niejedna redakcja telewizyjna po obu stronach Wisły. Zmiany już się zaczęły - od pierwszego powakacyjnego tygodnia wystartowaliśmy z "Fleszem Teleexpressu". Dzięki temu nasi widzowie, wracając z pracy, szykując posiłek dla rodziny, odpoczywając, co dzień o 16.40, na 20 minut przed wydaniem, już będą wiedzieć, jakie smaczki dla nich przyszykowaliśmy, poza twardymi newsami dnia. Kolejne zmiany niech pozostaną tajemnicą wobec konkurencji.

- Czy poza "Teleexpressem" będzie pan nadal pojawiał się w TVP Info?

- Chciałbym oczywiście, aby redakcja, której tyle zawdzięczam, czyli zespół TVP Info, zostawiła dla mnie odrobinę miejsca, ale na razie to tylko moje marzenie... Zobaczymy... Format, w którym od zawsze czułem się jak ryba w wodzie, to wydania specjalne kanału informacyjnego, stąd jakieś okienko dające możliwość popracować kilka godzin na żywo byłoby satysfakcją w najczystszej postaci.

- Jak na pana awans zareagowała pańska żona, która przecież także jest dziennikarką?

- Jak to w małżeństwie - pierwsze pytanie brzmiało: "Aha, czyli w domu znów nic nie zrobisz...?". A tak na poważnie, zanim się poznaliśmy, byliśmy dziennikarzami różnych redakcji, i do tej pory trzymamy się zasad: odrębności zawodowej i zostawiania pracy w pracy. Choć jak każda dobra żona - oczywiście się cieszy.

Zobacz: Nowa praca Orłosia. Jest KOMENTARZ dziennikarza

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki