Michał Wiśniewski i Marta "Mandaryna" Wiśniewska znów są razem. Wokalista ogłosił to w niedzielę, 12 lipca 2026 roku. Ten powrót jest szeroko komentowany przez różnej maści specjalistów, a fani tej pary wyrażają zachwyty. Na wakacyjnych stoiskach sprzedawane są soki "wiśnia z mandarynką", szaleństwo medialne trwa. Wiśniewski doskonale wie, że nic nie trwa wiecznie, więc podsyca zainteresowanie historią z Mandaryną także na scenie.
Wiśniewski nie zrozumiał, że Mandaryna nie chce rozwodu
Michał Wiśniewski obecnie nie ukrywa, że po latach zupełnie inaczej ocenia wydarzenia, które doprowadziły do rozpadu jego małżeństwa z Mandaryną. Dopiero z czasem zrozumiał, jak bardzo zabrakło między nimi zwykłej, szczerej rozmowy. W podcaście Moniki Richardson Wiśniewski odniósł się do wywiadu swojej eks żony Mandaryny. Dopiero teraz zrozumiał, że ona wcale nie chciała rozwodu!
Myślę, że Marta postąpiła bardzo dobrze. Przeczytałem ostatnio wywiad, gdzie ona powiedziała, że ona nie chciała rozwodu, ona chciała dać nam czas. Ale komunikat, który do mnie dotarł, był zupełnie inny. Zawsze jest brak komunikacji.
Powrót Wiśniewskiego do Mandaryny to serial o miłości?
O powrocie Wiśniewskiego i Mandaryny od ponad 20 lat marzyli ich najgorętsi fani. Socjolożka, Katarzyna Krzywicka-Zdunek mówiła "Super Expressowi" o pewnego rodzaju serialu, na którego końcu musi być happy end.
Śledzimy życie celebrytów niczym serial, ale przez to, że mamy social media, skraca nam się dystans między nimi a nami. (...) To porównanie do "Przyjaciół", kiedy oni brali ślub, Mandaryna z Wiśniewskim brali ślub w latach, początek lat dwutysięcznych. To było z dużym rozmachem, w Szwecji. To był tak naprawdę ślub niczym pary królewskiej, na biegunie północnym i przez to chcieliśmy wierzyć, że jeżeli ślub jest jak z bajki, to również życie będą mieli jak z bajki. Będą jak nasi księżniczka i królewicz.
No i wszyscy, którzy wierzyli w ten happy end doczekali się Michał głosił powrót do Marty Wiśniewskiego i oglądamy ciąg dalszy tej bajki. Tylko czy wszystko jest tak bajkowe i kolorowe, jak się spodziewamy?
Bluzgi Wiśniewskiego na koncercie
Tym razem lider Ich Troje w trakcie wykonywania jednego ze swoich największych przebojów - "Kochaj mnie, kochaj" nagle przerwał i wykrzyczał ze sceny słowa o Mandarynie. Jak wyszło?
Miałeś wszystko, a teraz znowu jesteś z Mandaryną, krwa... Krwa mać... Kochaj mnie kochaj, bądź ze mną bądź, nie opuszczaj mnie. To wszystko, czego pragnę
- wykrzyczał ze sceny Wiśniewski.
O to, czy ponowne pojawienie się byłej pary razem to szansa na wielki medialny powrót, czy próba odgrzania dawnej historii, "Super Express" zapytał prof. Wiesława Godzica, medioznawcę, filmoznawcę i socjologa.
"To jest taki łabędzi śpiew"
Gdy zobaczyłem teraz w Opolu "Wiśnię", to myślę sobie, facet wrócił w końcu po kilkunastu latach. Publiczność go chyba zapomniała albo w każdym razie nie dostał ani takiego aplauzu, ani no nie nie mówiono o nim, no więc Wiśnia się chyba skończył. Przepraszam, że tak mówię, ale żyjemy w brutalnym świecie - stwierdził ekspert.
Profesor Godzic odniósł się także do kwestii powrotu "Wiśni" do Mandaryny. Nie zostawił nam złudzeń.
To że teraz tak się stało może inaczej w popkulturze nie są takie oczywiste powroty, żeby wrócić do tej samej osoby, no to trzeba to jakoś uzasadnić, prawda? To rzeczy proste, jasne zdobywanie nowych kobiet w przypadku właśnie takich mężczyzn jest normalne, natomiast mniej normalne jest to, że się wraca. To świadczy także o tym, że że niewłaściwe decyzje kiedyś podejmował. Mnie się wydaje, że to jest taki łabędzi śpiew, to znaczy Wiśniewski już się tak zaplątał, już tak bardzo nie wie z kim on jest i komu może wierzyć i zaufać.