Jako pierwszy zniszczony został sklep Małgorzaty Rozenek-Majdan "Mrs. Drama" przy ulicy Mokotowskiej w Warszawie. Ataku dokonali działacze z Ruchu Klimatycznego "Jazda!". Obrzucili wystawy butiku imitacją odchodów. Wszystko nagrali i uzasadnili swoje działania. Swoją akcję nazwali "Elity posrało, czas po sobie posprzątać". Prawda, że miło?
Tym razem zwracamy uwagę na to, jak posrało Małgorzatę Rozenek i Radosława Majdana. (...) Rozenek-Majdan jeszcze promuje ten śmiercionośny dla dzieci konsumpcjonizm poprzez luksusowe sklepy, takie jak ten tutaj, który właśnie obrzuciliśmy sztuczną kupą. Gdzie sprzedaje się tandetę oczywiście w niebotycznych cenach, której produkcja zanieczyszcza wodę, żywność i nasze ciała
- powiedzieli działacze.
NIE PRZEGAP: Rozenek pokazała prawdziwą twarz. Paparazzi przyłapali ją nad morzem. Aż trudno uwierzyć, co wyprawiała
Nie tylko Rozenek. Sklep Andziaks również został zniszczony
Aktywiści zaatakowali też sklep influencerki Andziaks "Twinkle Candle - Świece Sojowe i Kosmetyki Naturalne", który znajduje się przy ul. Grzybowskiej w stolicy. Przed sklepem doszło do awantury. Mama celebrytki bowiem od razu do niej zadzwoniła. - Jakim prawem?! - krzyczała influencerka.
Aktywista przemówił do kamerki. "Wypier***aj jełopie do roboty" - obraził Andziaks. A później wyjaśnił, co nim kierowało.
A co ciekawe, tutaj Andziaks na mnie krzyczy, a ja jestem w podobnym wieku, co Andziaks. Kończy 30-tkę, ja mam 30 lat. Oboje pochodzimy z Nysy. Masa nauki w liceum, olimpiady. Teraz pracuję w budżetówce i zarabiam około 7,3 tys. zł. A to już po długim czasie. Wcześniej zarabiałem 5 tys.
- powiedział aktywista.
ZOBACZ: Rozenek dresiara przyłapana w furze za 700 tys. zł! To jeszcze samochód czy już czołg?!
Policja działa w sprawie działań aktywistów
Skontaktowaliśmy z komendą policji przy ul. Wilczej. Okazało się, że dotarło do nich tylko jedno zgłoszenie w sprawie aktu wandalizmu.
W tym momencie nie dysponujemy informacjami dotyczącymi zdarzeniem na ul. Mokotowskiej. Ale policja zajmuje się sprawą z ul. Grzybowskiej, a sprawcy będą ścigani zgodnie z art. 51 p.1 kodeksu wykroczeń - powiedział "Super Expressowi" mł. asp. Jakub Pacyniak.
Artykuł brzmi: "Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny".
Za takie wykroczenie grozi areszt od 5 do 30 dni, ograniczenie wolności na okres 1 miesiąca oraz grzywna: od 20 zł do 5000 zł (nakładana m.in. w drodze mandatu karnego przez policję lub straż miejską).
Internauci są wściekli.
"Granica pomiędzy aktywizmem, a zwykłym chamstwem została przekroczona" - piszą jedni.
"Czyli jego problemem jest, że zarabia więcej od niego?" - pyta ktoś inny w komentarzu na Instagramie.
"Wstyd! Jak tak można?!" - piszą kolejni.
A wy co myślicie o akcji aktywistów? Dajcie znać w naszej sondzie pod tekstem.