Sekret wyszedł na jaw za kulisami
Był maj 1961 roku. Sala Kongresowa pękała w szwach, a Mieczysław Fogg świętował kolejny jubileusz. Publiczność nie chciała wypuścić go ze sceny. Kłaniał się, uśmiechał i spełniał następne życzenia. Kiedy kurtyna wreszcie opadła, jego siostrzeniec Jan Matyjaszkiewicz znalazł wuja leżącego za kulisami.Fogg trafił do szpitala. Wtedy miał poprosić siostrzeńca o rzecz, która odsłoniła pilnie strzeżoną tajemnicę: trzeba było zawiadomić Zofię ze Szczecina, lecz niczego nie mówić Irenie.
Matyjaszkiewicz opowiedział o tym po latach Dariuszowi Michalskiemu, autorowi biografii „Poletko pana Fogga”. To właśnie on miał być jedną z nielicznych osób w rodzinie, które dowiedziały się, że za wizerunkiem eleganckiego, oddanego żonie pana Mieczysława kryło się drugie życie.Reszta najbliższych niczego nie podejrzewała. Siostrzenica artysty Krystyna Durska w rozmowie z „Super Expressem” zapewniała, że rodzina nie wiedziała o romansie „nic a nic”. Nie mieściło jej się w głowie, że człowiek uważany za szlachetnego i troskliwego mógł związać się z inną kobietą. A jednak przez niemal ćwierć wieku Fogg miał dwa domy.
Irena stworzyła mu dom
Irenę Jakubowską poznał na długo przed tym, zanim został bożyszczem estrady. Pracował wtedy w kasie Polskich Kolei Państwowych. Pobrali się wiosną 1925 rok u. On miał 24 lata i dopiero marzył o wielkiej karierze. Dwa lata później urodził się ich jedyny syn Andrzej.Nawet gdy Fogg zaczął odnosić sukcesy, nie od razu porzucił kolejową posadę. Chciał mieć pewny dochód i zapewnić rodzinie bezpieczeństwo. Irena zajęła się domem oraz wychowaniem syna. Dzięki temu on mógł występować, nagrywać i znikać na długie tygodnie w kolejnych trasach.
Była także pierwszą kronikarką jego kariery. Po debiucie założyła album, do którego wklejała wycinki prasowe, fotografie i pamiątki. Robiła to przez dziesiątki lat. W rozmowie dla magazynu „Pani” prawnuk artysty Michał Fogg podkreślał, że prababcia wspierała męża do samego końca. Zapamiętano ją jako kobietę cichą i spokojną, ale też stanowczą, nienagannie ubraną i doskonale wychowaną.
Tyle że męża niemal stale nie było w domu. W rodzinnych wspomnieniach powracało gorzkie określenie, że Fogg był w nim „gościem”. Trasy koncertowe, nagrania i wywiady zabierały mu całe miesiące. Irena zostawała z codziennością oraz legendą, którą sama pracowicie dokumentowała.Dla publiczności była żoną wielkiego artysty. Dla niego stanowiła zaplecze, bez którego ta wielka kariera mogłaby nigdy nie powstać.
Zofia czekała na Fogga w Szczecinie
Na początku lat 60. w życiu pieśniarza pojawiła się Zofia Szynagiel. Pracowała w szczecińskiej Estradzie, była rozwódką i wychowywała dwoje dzieci. O jej urodzie krążyły anegdoty. Mówiono nawet, że miała najpiękniejsze nogi w całym Szczecinie. Fogga musiało jednak przyciągnąć coś więcej niż wygląd.Zofia znała świat estrady i rozumiała wymagania jego zawodu. Z czasem została impresario artysty. Organizowała koncerty, jeździła z nim i coraz mocniej uczestniczyła w jego codziennym życiu. Bliskość można było długo tłumaczyć pracą. Nikt nie dziwił się przecież, że menedżerka towarzyszyła gwiazdorowi w trasach.
Według relacji zebranych w „Poletku pana Fogga” artysta nie był typem przelotnego uwodziciela. Jan Matyjaszkiewicz przekonywał, że jego wuj musiał najpierw zaprzyjaźnić się z kobietą, długo z nią rozmawiać i stopniowo budować bliskość. Zofia nie była więc przygodą po jednym z koncertów. Została drugą stałą partnerką mężczyzny, który w Warszawie nadal miał żonę, syna i rodzinny dom.
Dwa tygodnie tu, dwa tam
Fogg ułożył swoje podwójne życie jak starannie zaplanowaną trasę. Według „Rzeczpospolitej” i innych opracowań dwa tygodnie spędzał w Warszawie z Ireną, a kolejne dwa w Szczecinie z Zofią i jej dziećmi. W jednym domu był mężem, ojcem i sławnym krewnym. W drugim stawał się partnerem, a dla dzieci Zofii także bliskim dorosłym. Jej syn Michał Foxenius wspominał nocne powroty z koncertów. Zofia przygotowywała kanapki i szła spać, a on zostawał z Foggiem przy kieliszku. Rozmawiali czasem aż do czwartej nad ranem. Foxenius zapamiętał go jako erudytę, który nigdy go nie pouczał i potrafił słuchać.
W ostatnich latach Irena ciężko chorowała. Fogg jej nie opuścił, lecz jednocześnie nie zakończył związku z Zofią. Trwał pomiędzy lojalnością wobec żony, poczuciem obowiązku i drugim uczuciem. Publicznie nie tłumaczył swoich wyborów.
Dla otoczenia nadal pozostawał nieskazitelnym panem w smokingu. Kobiety czekały pod garderobą, a Mira Zimińska żartowała, że po koncertach wszystkie pchały się do Mietka. Największa tajemnica artysty nie rozgrywała się jednak w tłumie wielbicielek. Miała dwa stałe adresy, dwa rytmy codzienności i dwie kobiety, którym ten sam mężczyzna zajął ogromną część życia.
Poślubił Zofię po śmierci żony
Irena zmarła latem 1983 roku po niemal sześćdziesięciu latach małżeństwa. Trzy lata później Fogg poślubił Zofię. Dopiero wtedy ich wieloletni związek przestał być sekretem. Oficjalnego wspólnego życia zostało im niewiele. Mieczysław Fogg zmarł 3 września 1990 roku. Zofia wyjechała później do syna do Szwecji. Odeszła w 2007 roku. Michał Foxenius, który przez lata obserwował tę relację z bliska, mówił na łamach „Vivy!” o miłości swojej matki do Fogga jako o „miłości przez wielkie M”. To ważne świadectwo, bo pokazywało jedynie, że za podwójnym życiem nie stał przelotny kaprys.
Irena dała mu dom, syna i zaplecze, bez którego legenda mogła nigdy nie powstać. Zofia towarzyszyła mu w trasach i ostatnich dekadach kariery. Jedna przez lata pozostawała w cieniu nazwiska Fogg, druga musiała ukrywać, jakie miejsce zajmowała w jego życiu. On zaś do końca pozostał eleganckim panem od piosenek o miłości. Tyle że jego najtrudniejsza opowieść o miłości nie zmieściła się w żadnej z nich.