Książulo chciał pokazać swoim widzom kulinarną perełkę nad polskim morzem. Efekt przeszedł jednak najśmielsze oczekiwania właścicieli lokalu. Po publikacji jego materiału restauracja przeżywa prawdziwe oblężenie, a pracownicy otwarcie przyznają, że sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli. W sieci pojawił się alarmujący komunikat właścicieli.
Książulo szaleje nad morzem
Ostatnie dni były wyjątkowo intensywne dla Książula. Najpierw youtuber wywołał ogromne zamieszanie swoją wizytą w hotelu Gołębiewski w Pobierowie, gdzie skrytykował między innymi warunki pobytu i serwowane jedzenie. Niedługo później postanowił sprawdzić kolejne miejsce na Pomorzu, tym razem kierując się do maleńkiego Sasina. Od wielu lat miejsce znają to wtajemniczeni, którzy oczywiście namiar podają znajomym i jak widać po recenzji Książula jakość serwowanych potraw nie spada.
Tak też trafił do restauracji "Ewa Zaprasza" Książulo. Jemu z kolei miejsce to polecili internauci. Jak przyznał w swoim materiale, niemal codziennie otrzymywał wiadomości zachęcające go do odwiedzenia właśnie tego lokalu, do którego przypadkiem nie da się trafić.
Książulo zjadł aż 14. dań!
Książulo nie ograniczał się podczas testowania menu. Zamówił aż 14 dań i praktycznie każde z nich zrobiło na nim ogromne wrażenie. Zachwalał między innymi śledzie, choć na co dzień nie jest ich fanem. Nie szczędził też komplementów rosołowi, tatarowi oraz cenom, które uznał za bardzo rozsądne. Na zakończenie wręczył restauracji swoją odznakę jakości "Muala".
Po emisji filmu Książula rozpętało się prawdziwe szaleństwo. Restauracja opublikowała w mediach społecznościowych wpis, w którym ujawniła jego skalę.
"Rośnie nam grupa niezadowolonych gości
Pierwszego dnia przyszło 646 rezerwacji i to pomimo że po trzech godzinach wyłączyliśmy z systemu pierwsze dwa tygodnie. W następne dwa dni przyszło kolejne 477 rezerwacji. Zgodnie z obawami rośnie nam grupa niezadowolonych gości
- poinformowali przedstawiciele lokalu na Facebooku.
Dla wielu restauratorów taki napływ klientów byłby spełnieniem marzeń, ale ta knajpka nigdy nie potrzebowała nagłaśniania. "Pocztą pantoflową" trafiali tam ludzie, którzy kochają morze i dobre jedzenie.
Jeździliśmy tam całą rodziną, z dziećmi kilkanaście lat temu. Zawsze był tłum, trzeba było swoje odczekać w kolejce, a najlepiej zamówić rezerwację. Nawet w zimową Wielkanoc, kiedy nie było ani jednego turysty, lokal był pełny. Fenomen - zawsze wyjątkowo smacznie, uroczo i z miłą obsługą
- opowiedział nam dawny klient.
"Niektórym puszczają nerwy"
W lipcu 2026 roku, po recenzji Książula w Sasinie pojawiły się jednak poważne problemy organizacyjne. Pracownicy przyznają, że nie są w stanie obsłużyć wszystkich chętnych. Część gości odbija się od drzwi, inni muszą pogodzić się z brakiem wybranych dań. Kłopotem stały się również telefony, których liczba całkowicie sparaliżowała normalną pracę. Na tym jednak nie koniec. Przedstawiciele restauracji otwarcie przyznali, że załoga pracuje na granicy wytrzymałości.
Czytaj również: Konflikt między Richardson a Zamachowskim? Mamy komentarz aktora. Odpowiedział jednym słowem!
W pełni rozumiemy rozczarowanie i frustrację, sam w każdym z powyższych przypadków byłbym wkurzony. Robimy, co w naszej mocy, ale pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Nie jesteśmy w stanie obsłużyć wszystkich, nie jesteśmy w stanie zwiększyć liczby steków 10-krotnie - a tyle by w tej chwili poszło, nie mamy absolutnie żadnego wpływu na długość kolejki. Kuchnia i reszta zespołu pracuje w tej chwili zdecydowanie ponad siły, powoli niektórym puszczają nerwy
- napisali pracownicy lokalu.
Wygląda więc na to, że pozytywna recenzja Książula tym razem okazała "niedźwiedzią przysługą". W tym miejscu nigdy nie brakowało klientów, a jedzenie było wyśmienite. Wygląda na to, że wizyta youtubera - być może niepotrzebnie - nakręciła spiralę liczby klientów, która nikomu nie była potrzebna.
"Nie przejmujcie się. Świat oszalał"
Fani tego miejsca komentują sytuację, w jakiej znalazła się restauracja w Sasinie:
Nie przejmujcie się. Świat oszalał. Mamy nadzieję, że efekt Książula szybko przeminie i znowu będziemy mogli chodzić do "naszej Ewy" Po sąsiedzku, którą odwiedzamy regularnie od 22 lat. Pozdrawiamy i życzymy przetrwania tego wariactwa
Za to jak tratujecie gości i jaką jakość kuchni serwujecie, trzeba wam to wybaczyć. Narazie jest boom, ale w końcu się to uspokoi. Zarabiajcie! Wasza kuchnia jest warta tego by spróbowali jej wszyscy. Samolubnym byłoby ukrywać ją tylko dla siebie.
Lokalsi poczekają i przyjdą zima
Byłam u Was i widziałam tych gości, którzy przyszli zachęceni przez Ksiązula . Porażka. Oni nadają się aby jeść w kebabowni . Zero ogłady a coś takiego jak napiwek jest im obce . Pięciu chłopa obsłużone za dziękuję. Żenada.Jedzenie macie cudowne , super klimat . Życzę Wam aby szybko się to szaleństwo zakończyło.
Pierwszy raz trafiłem do Was jak do stołu podawał Wojtek Knapiński to było chyba 30 lat temu. Współpracowałem z fabryką drzwi w Łebieńcu i Tam się o Was dowiedziałem, za każdym razem jak tylko tu byłem i mogłem jadłem u Was. Ostatni raz w zeszły piątek. Bez rezerwacji jak zwykle, odczekałem 20 -30 minut na leżaku czekając na misterium smaku. Po pysznym obiedzie , nie ma co pisać co jadłem bo przez te wszystkie wielu rzeczy próbowałem, podszedłem do szefa i powiedziałem " i znów mnie nic nie zaskoczyło jak zwykle pysznie". Żałuje tylko że nigdy nie spróbowałem bezy, nie było miejsca. A teraz nie wiem czy się przebiję. Może warto dać szansę cierpliwym i w parzyste lub nieparzyste dni zrezygnować z rezerwacji a zamiast tego dokupić leżaków. Prawdziwi miłośnicy tego co robicie zrozumieją i zaczekają na swoją kolej. Ale najważniejsza prośba NIE ZMIENIAJCIE SIĘ.
Zobacz też: Ciężarna ukochana Hakiela miała wypadek w Turcji! Wjechała w nią laweta