Serial, który przeżył PRL. Rudy 102 jedzie już 60 lat

Mieli opowiadać o wojnie tak, jak chciała ją pamiętać władza. Tymczasem widzowie zobaczyli w nich przede wszystkim wiernych przyjaciół, pierwsze miłości i przygodę, która co tydzień zatrzymywała życie na podwórkach. Od rozpoczęcia regularnej emisji „Czterech pancernych i psa” mija właśnie 60 lat. Państwo, które zamówiło serial, dawno nie istnieje. Rudy 102 nadal jedzie.

W niedzielę pustoszały podwórka

25 września 1966 roku rozpoczęła się regularna emisja „Czterech pancernych i psa”. Telewidzowie znali już odcinek pilotowy „Załoga”, pokazany 9 maja, w obchodzonym w PRL Dniu Zwycięstwa. Dopiero jesienią Rudy 102 ruszył jednak w cotygodniową podróż, która miała potrwać znacznie dłużej, niż przewidywali twórcy. Pierwsza seria liczyła osiem odcinków. Sukces był tak wielki, że widzowie wymusili ciąg dalszy, a ostatecznie powstało 21 odcinków.

Czarno-biały serial zmieniał niedzielę w rodzinny rytuał. Kiedy rozlegały się pierwsze takty ballady „Deszcze niespokojne”, śpiewanej przez Edmunda Fettinga do słów Agnieszki Osieckiej, przed telewizorami spotykały się dzieci i dorośli. Prof. Barbara Giza zwróciła uwagę, że serial „trwa w obiegu telewizyjnym dłużej niż państwo, które go zamówiło”. To zdanie najlepiej opisuje jego niezwykły los.

Cała Polska była w załodze

Dzieci nie chciały tylko oglądać pancernych. Chciały nimi być. Na podwórkach trwały spory o to, kto zostanie Jankiem, Gustlikiem albo Grigorijem. Dziewczynki zaplatały warkocze jak Marusia, a imię Szarik dostawały nie tylko owczarki. Nosiły je kundelki, ratlerki, a w dziecięcych Klubach Pancernych rolę członka załogi potrafił pełnić nawet kot, rybka lub żółw.

Kluby były zorganizowaną machiną, która łączyła zabawę z wychowaniem w duchu oficjalnej polityki. Według prasowych szacunków należało do nich od 400 do 500 tysięcy dzieci. Członkowie budowali budy dla psów, zdobywali sprawności i uczestniczyli w akcjach społecznych. Aktorzy jeździli po Polsce, pojawiali się na placach i stadionach. Największym idolem był jednak Szarik. Dostawał worki listów, pozował do zdjęć, a jego „autografem” był odcisk łapy.

Fenomen szybko wyszedł poza mały ekran. Dwa lata po telewizyjnym debiucie serial trafił do kin w zestawach złożonych z dwóch odcinków. Widownię kinową szacowano na siedem milionów osób. Imiona bohaterów, numer 102 i zawołania z serialu weszły do codziennego języka. To już nie był tylko program w ramówce, lecz wspólna zabawa całego pokolenia – gotowy świat, który można było odtworzyć na każdym podwórku bez czołgu, mundurów i filmowych dekoracji.

Sława miała wysoką cenę

Janusz Gajos (86 l.) i Włodzimierz Press (86 l.) dopiero zaczynali. Małgorzata Niemirska (78 l.) miała zaledwie 16 lat, gdy została Lidką. Zdjęcia towarzyszyły jej przez maturę, całe studia i pierwszy rok pracy w teatrze. Zamiast wakacji były poligony, walonki, oficerki i pepesza. Po latach aktorka przyznała, że nie ma już w niej „buntu z powodu utraconej młodości”. Serial dał aktorom rozpoznawalność, o jakiej młodzi artyści mogli tylko marzyć, ale szybko zamienił się również w szufladę. Gajos przez lata musiał udowadniać, że nie jest wyłącznie sympatycznym Jankiem Kosem. Press do dziś słyszy na ulicy imię Grigorij, chociaż – jak żartował – osiwiał, wyłysiał i dawno nie nosi ani wąsów, ani hełmofonu. Pola Raksa (85 l.) stała się ideałem kobiecej urody, a jednocześnie została na zawsze zamknięta w obrazie rudowłosej Marusi.

Franciszek Pieczka (+94 l.) patrzył na tę sławę spokojniej. „Nie wstydzę się udziału w tym serialu” – mówił po latach. Dodawał jednak, że wykorzystanie „Pancernych” przez polityczne „czynniki” jest osobnym zagadnieniem. Dla aktorów plan oznaczał przede wszystkim ciężką pracę, kurz, upał i młodzieńczą przygodę. Ideologia znajdowała się w scenariuszu i w sposobie, w jaki państwo później użyło ich popularności.

Wojna bez niewygodnych pytań

Trudno dziś oglądać „Czterech pancernych” bez świadomości, jak wiele serial przemilczał. Janek mieszka na Syberii, ale widz nie dowiaduje się, dlaczego tysiące Polaków znalazły się w Związku Radzieckim. Nie ma deportacji, łagrów, NKWD ani strachu. Żołnierze radzieccy są niemal bez wyjątku serdeczni, odważni i bezinteresowni. Przyjaźń polsko-radziecka nie jest jednym z tematów opowieści – jest jej obowiązującym fundamentem.

Nie znaczy to jednak, że aktorzy przychodzili rano na polityczne odprawy. Włodzimierz Press stanowczo mówił, że ekipa nie doświadczała nacisków władz ani partii. On widział historię zwykłych żołnierzy: różnych ludzi, którzy stają się wobec siebie lojalni i razem próbują przeżyć. Obie rzeczy mogą być prawdziwe jednocześnie. Serial został zbudowany w ramach propagandowej wizji historii, lecz aktorzy napełnili ją prawdziwymi emocjami.

Rudy ciągle jedzie

Po 1989 roku przyszło rozliczenie. Historycy wskazywali przemilczenia, a kolejne emisje budziły spory. W 2008 roku TVP Historia pokazywała serial z komentarzami ekspertów, którzy objaśniali fałsze i niedopowiedzenia. A jednak widzowie nie odwrócili się od załogi. „Czterej pancerni” zwyciężali w plebiscytach na ulubiony polski serial, wracali w telewizyjnych powtórkach i przechodzili z rodziców na dzieci.

Być może ich sekret jest prostszy niż wielkie historyczne spory. Widzowie nie wracają do Rudego po lekcję o Stalinie ani o polityce Gomułki. Wracają do świata, w którym przyjaciel nie zostawia przyjaciela, pies zawsze odnajduje drogę, a po każdej walce można jeszcze pomarzyć o domu. Propaganda miała własną datę ważności. Przyjaźń, humor i tęsknota za młodością okazały się od niej silniejsze. Dlatego sześćdziesiąt lat po jesiennym wieczorze 1966 roku wystarczy kilka taktów piosenki z czołówki, by Rudy 102 znów ruszył. ASZU

Czterej Pancerni i T34

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI