Małgorzata Pieczyńska od lat należy do grona aktorek, których nie trzeba specjalnie przedstawiać. Widzowie pamiętają ją z takich produkcji jak "Wierna rzeka", "Baryton", "Jezioro Bodeńskie", "Komediantka", "Piłkarski poker" czy "M jak miłość". Z powodzeniem pracowała także za granicą, zwłaszcza w produkcjach skandynawskich. Ale tym razem to nie zawodowe sukcesy są na pierwszym planie.
Na zdjęciach zrobionych w Warszawie widać ją u boku męża, Gabriela Wróblewskiego. Jest słońce, są kwiaty, kawa, spacer i ta czułość, której nie da się udawać przed obiektywem. Pieczyńska w niebieskiej sukience, z charakterystycznymi okularami i czerwonymi ustami, wygląda szykownie i lekko. Wróblewski towarzyszy jej z uśmiechem, obejmuje, podaje bukiet, pochyla się do żony. Niby drobiazgi, a jednak właśnie z takich drobiazgów składa się historia na lata.
Warszawa, kawa i czułość bez wielkich słów
Ich wspólne kadry mają w sobie coś rzadkiego w świecie show-biznesu: spokój. Nie ma tu przerysowania ani nerwowego pozowania. Jest za to para, która dobrze zna własny rytm. Raz siedzą przy stoliku w kawiarni, raz spacerują po mieście, innym razem zatrzymują się przy kwiatach. Warszawa nie jest tu przypadkowym tłem. Oboje są związani ze stolicą, a Gabriel Wróblewski wychowywał się w słynnym Domu bez Kantów.
Małgorzata Pieczyńska i jej mąż od lat dzielą życie między Polskę a Szwecję. Mają dom w Warszawie i w Sztokholmie, ale z przekazanego materiału jasno wynika, że odległość nigdy nie była dla nich pretekstem do chłodu. Przeciwnie – nauczyła ich doceniać powroty i wspólny czas. W ich historii ważne miejsce zajmuje także rodzina. Syn Victor mieszka z żoną Lindsay i córką Zosią w Salwadorze. Aktorka i jej mąż regularnie ich odwiedzają, a wnuczka – jak można się domyślić po słowach Gabriela – szybko skradła serca dziadków.
Pieczyńska mówi wprost, co trzyma małżeństwo przez lata
Małgorzata Pieczyńska nie sprzedaje bajki o miłości, która sama wszystko załatwia. Przeciwnie – mówi o pracy, uważności i odpowiedzialności za drugą osobę.
Związek trzeba pielęgnować codziennie. Patrzeć uważnie, myśleć, nie tylko czuć. Strzała Amora to piękny start – lecz bez dojrzałości i pracy nie utrzyma nas przez lata
– przyznaje aktorka. To zdanie mogłoby spokojnie trafić na lodówkę niejednego małżeństwa. Pieczyńska idzie jednak dalej i podkreśla, że szczęście jednej osoby wpływa na cały dom.
Dobre życie to poczucie szczęścia. I świadomość, co nas naprawdę uszczęśliwia – oraz że mamy do tego prawo. Potrzebujemy wsparcia partnera, bo szczęśliwa osoba daje szczęście dalej
– mówi. W jej słowach nie ma lukrowania rzeczywistości. Jest za to przekonanie, że partnerstwo polega także na tym, by widzieć potrzeby drugiej osoby i nie traktować jej marzeń jak zagrożenia.
Gabriel Wróblewski żartuje z domowej hierarchii
Gabriel Wróblewski dopowiada całą historię z rozbrajającym poczuciem humoru. Po 40 latach małżeństwa potrafi mówić o miłości lekko, ale bez odbierania jej znaczenia.
Liczby nie kłamią. Małgorzata jest moją żoną od 40 lat – kochamy się i darzymy wzajemnym szacunkiem
– podkreśla. Potem z uśmiechem przyznaje, że jego pozycja w domowej hierarchii zmieniła się w 1990 roku, kiedy na świecie pojawił się syn Victor. A gdy urodziła się wnuczka Zosia, sytuacja stała się jeszcze bardziej oczywista. "I choć ja wcale nie awansowałem, to Zosia natychmiast wskoczyła do ścisłej czołówki" – żartuje Wróblewski.
Trudno o bardziej czuły portret rodziny. Bez wielkich póz, bez udawania idealnego świata. Jest miłość, jest dystans do siebie i jest świadomość, że po latach uczucie wygląda inaczej niż na początku, ale wcale nie musi być słabsze.
Patrząc na zdjęcia Pieczyńskiej i Wróblewskiego, łatwo zrozumieć, dlaczego ich relacja przyciąga uwagę. Nie dlatego, że próbują kogokolwiek przekonać do własnego szczęścia. Raczej dlatego, że pokazują coś, za czym wielu tęskni: bliskość, która przetrwała próbę czasu. I nadal ma w sobie błysk.