Jarosław Ziętara wyszedł do pracy 1 września 1992 roku, jak co dzień. Był absolwentem Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, dziennikarzem "Gazety Poznańskiej", a w przeszłości również tygodnika "Wprost" czy "Gazety Wyborczej". Jego specjalizacją było dziennikarstwo śledcze, badał między innymi afery gospodarcze. Mimo młodego wieku, z ostrym i skutecznym piórem, więc Ziętara prędko stał się niewygodny w oczach wielu poznańskich biznesmenów, których brał na celownik. Tego dnia nie dotarł do redakcji, zaginął w tajemniczych okolicznościach. Przez lata bezskutecznie próbowano dowiedzieć się, co spotkało reportera, ale nieudolne działania ówczesnych służb znacząco utrudniły dojście do prawdy. Mało tego, jeden ze świadków twierdził nawet, że feralnego dnia Ziętara został siłą wciągnięty do policyjnego radiowozu i przewieziony do siedziby Elektromisu, gdzie dokonano jego egzekucji, a ciało rozpuszczono w kwasie. Prokuraturze nigdy nie udało się jednak udowodnić takiego przebiegu zdarzeń, zaś jedyny świadek w procesie odwoływał i przywracał swoje zeznania, co wpłynęło na jego wiarygodność w procesie.
W okresie swojego zaginięcia, Jarosław Ziętara pracował nad materiałem, który miał dotyczyć rzekomych przekrętów finansowych we wspomnianym Elektromisie. Firma uznawana była za ogólnopolskiego giganta, z której zyski czerpało wiele wysoko postawionych osób. Jej założycielem jest Mariusz Świtalski, znany polski przedsiębiorca. W 1987 roku, kiedy firma stawiała pierwsze kroki, zajmowała się importem konfekcji, sprzętu RTV czy alkoholu. W 1993 roku została przekształcona w firmę Eurocash. Jednocześnie Świtalski został twórcą takich marek jak Biedronka, Żabka czy Małpka Express, które później sprzedał zagranicznym inwestorom. Przez lata należał do grona najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost".
Zdaniem dzisiejszych funkcjonariuszy, sprawa uprowadzenia reportera "Gazety Poznańskiej" jest skomplikowana i pełna sprzecznych tropów, a do utrudnienia jej rozwiązania przyczynili się tamtejsi funkcjonariusze oraz zaniechania z pierwszych tygodni po wypłynięciu sprawy. - Dzisiaj wydaje się nam to nieprawdopodobne, by w całkiem sporym mieście, w środku Europy, zaginął bez śladu młody dziennikarz i nie wywołało to realnych działań organów ścigania. Zniknięcie Jarosława Ziętary było wręcz bagatelizowane – oceniał w grudniu 2025 roku sędzia Maciej Świergosz.
Jarosław Ziętara. Proces bez wyroku, ale apelacja została uwzględniona. "Teraz finał może być inny"
Poznańska policja w feralnym okresie nie wierzyła w porwanie Jarosława Ziętary. Śledztwo w tej sprawie dwukrotnie zostało umorzone. Powrócono do niego dopiero w 2011 roku i zrobił to prokurator z Krakowa, Piotr Kosmaty, który mówił wprost, że w jego ocenie reporter został zamordowany, ponieważ badał rzekomo nielegalne interesy poznańskich biznesmenów: byłego senatora, Aleksandra Gawronika, i Mariusza Świtalskiego. Prokurator oskarżył nawet tego pierwszego o podżeganie do zabójstwa dziennikarza, co miał uczynić w czasie narady w siedzibie firmy Elektromisu, dokładnie w czerwcu 1992 roku. Ale sądy w Poznaniu prawomocnie uniewinniły mężczyznę i całkowicie zamknęły ten wątek. Sam Świtalski żadnych zarzutów nigdy nie usłyszał.
Drugi proces, toczący się równolegle, dotyczył innych osób, które miały porwać Ziętarę oraz udzielić pomocy w jego zabójstwie. Prokurator Tomasz Dorosz przekonywał wówczas, że ochroniarze pracujący dla Elektromisu, Mirosław R. i Dariusz L., mieli związek ze zniknięciem dziennikarza. Podali się za policjantów, zabrali do samochodu udającego radiowóz, a następnie przekazali nieustalonym sprawcom, którzy dokonali egzekucji i zniszczyli ciało, tak by nikt go nie odnalazł – taka była wersja wydarzeń strony oskarżającej. Nie uwierzył w nią Sąd Okręgowy w Poznaniu, który po czterech latach procesu uniewinnił mężczyzn od stawianych im zarzutów.
Ale prokuratura złożyła apelację, która – jak się okazuje – została uwzględniona. 2 grudnia 2025 roku, czyli niedawno, Sąd Apelacyjny w Poznaniu uznał, że proces musi odbyć się po raz kolejny. Słowa sędziego Macieja Świergosza wskazują natomiast na to, że należy spodziewać się wyroku zgoła odmiennego od tego, który zapadł w pierwszej instancji. – Ocenione prawidłowo dowody prowadzą do całkowicie przeciwnego wniosku i dziś już są wystarczające do skazania oskarżonych – ogłoszono.
Do przełomu w sprawie mogą przyczynić się najnowsze dokumenty przekazane prokuraturze przez ABW. Więcej poniżej.
ABW dorwała dokumenty z archiwów Urzędu Ochrony Państwa. To może mieć ogromne znaczenie w sprawie Jarosława Ziętary
"Gazeta Wyborcza" w połowie stycznia 2026 roku poinformowała, że prokuratura otrzymała od ABW "ściśle tajne" dokumenty w sprawie Jarosława Ziętary, które zostały zaczerpnięte z archiwów zlikwidowanego Urzędu Ochrony Państwa. - Chcemy się dokopać do materiałów wytworzonych przez UOP – powiedział w rozmowie z gazetą prokurator Eryk Stasielak, naczelnik małopolskiego wydziału Prokuratury Krajowej, który zajmuje się tą sprawą po przeniesieniu jej z Poznania.
Nie wiadomo, czy w materiałach są ślady kontaktów UOP z Jarosławem Ziętarą, o której podejrzewano ówczesnych funkcjonariuszy. To między innymi ojciec dziennikarza ujawniał, że synowi proponowano w tych służbach pracę. Reporter odmówił, pozostał wierny swoim dziennikarskim ideałom, za które - niestety - stracił życie. W 2011 roku ujawniono, że do próby werbunku rzeczywiście doszło, co potwierdziła Agencja Wywiadu.
Proces w sprawie pomocnictwa w zabójstwie Jarosława Ziętary ma się wkrótce rozpocząć od nowa. Sąd Apelacyjny, jak już wspomnieliśmy, jest przekonany, że zebrane dowody tym razem doprowadzą do skazania osób oskarżonych. Ale czy tak rzeczywiście się stanie, pokaże dopiero czas. Będziemy się temu w "Super Expressie" przyglądać.
Galeria zdjęć: Przełom w sprawie Jarosława Ziętary? ABW ma "ściśle tajne" dokumenty. Trafiły już do prokuratury