Agnieszka Maciąg zmarła 27 listopada, mając zaledwie 56 lat. Jej odejście poruszyło wiele osób – szczególnie kobiety, dla których przez lata była inspiracją i drogowskazem. Uczyła, jak żyć w zgodzie ze sobą, jak słuchać własnej intuicji i nie bać się iść własną ścieżką. Dla wielu była kimś więcej niż znaną postacią – była głosem spokoju i odwagi. Dziś jej mąż, Robert Wolański, pisze o tym, że także jego prowadziła swoją miłością i mądrością – nie tylko wtedy, gdy byli razem, ale również teraz, gdy uczy się żyć bez niej.
Nowy rok pełen pytań. Robert Wolański szuka spokoju
Nie ma w tym wpisie wielkich deklaracji ani gotowych odpowiedzi. Jest za to pamięć. I nauka patrzenia inaczej – tak, jak uczyła go Agnieszka Maciąg.
Nie patrz w ziemię. Podnieś wzrok. Zobacz, co jest wokół ciebie. Zacznij widzieć
– wspomina Robert Wolański, cytując słowa żony, które dziś wracają z wyjątkową siłą. Pisze o spacerach z uniesioną głową, o drzewach i górach, o niebie, które nigdy nie było takie samo. O zachodach słońca – najpiękniejszych, bo zawsze przeżywanych razem. W jego wspomnieniach wraca także nocne niebo nad ich domem – pełne gwiazd, niezależnie od pory roku.
Astrologia jako sposób rozumienia świata Agnieszki Maciąg
Latem kładli się na trawie i liczyli spadające gwiazdy, ciesząc się jak dzieci. Później robili to już we trójkę, z córką Helenką. Wspólnie wypatrywali gwiazdozbiorów, a nad ich domem najczęściej pojawiał się Wielki Wóz. Te obrazy wracają dziś jak ciepłe światło – nie po to, by rozdrapywać ranę, ale by pamiętać.
Wolański wspomina też astrologię, która była dla Agnieszki sposobem rozumienia świata. Nie jako zbiór horoskopów, ale jako opowieść o energii – tej kosmicznej i tej ludzkiej. O relacjach, decyzjach, rozwoju duszy. „Wszystko zawsze się zgadzało” – pisze, podkreślając, jak ważne było to dla niej i jak bardzo wpłynęło na ich wspólne życie. Dziś to on sięga po te same źródła. Czyta, próbuje zrozumieć, co nowy rok przyniesie jemu i ich córce. Nie dlatego, że zna odpowiedzi, ale dlatego, że – jak sam przyznaje – jest w nim „miliony wątpliwości”. Jak gwiazd na niebie. I właśnie tam próbuje ich szukać.
Ten wpis nie jest manifestem ani próbą oswojenia straty słowami. To raczej zapis drogi – bardzo osobistej, pełnej tęsknoty, ale też wdzięczności. Za to, czego się nauczył. Za to, że wciąż potrafi podnieść wzrok. I patrzeć w niebo.