Samotny rejs legendy i problemy na oceanie. Wdowiec po Bogumile Wander: „To mój własny horror”

2026-01-09 16:52

Po śmierci Bogumiły Wander wrócił do tego, co kochał najbardziej – morza. Krzysztof Baranowski, legendarny żeglarz i wdowiec po ikonie Telewizji Polskiej, wyruszył w trzeci samotny rejs dookoła świata. Miał to być spełniony sen na zakończenie życia. Ocean jednak szybko wystawił go na próbę.

Krzysztof Baranowski to jeden z najbardziej znanych polskich żeglarzy, kapitan jachtowy i legenda samotnych rejsów oceanicznych. Jako pierwszy Polak dwukrotnie samotnie opłynął Ziemię, zapisując się na stałe w historii światowego żeglarstwa. Od lat znany jest z odwagi, determinacji i przywiązania do żeglarskich ideałów. Prywatnie był mężem Bogumiły Wander, ikony Telewizji Polskiej, z którą tworzył jedno z najbardziej rozpoznawalnych małżeństw polskiego świata mediów. Po jej śmierci wrócił na ocean, realizując kolejne marzenie – trzeci samotny rejs dookoła świata, który rozpoczął w wieku 87 lat.

87-letni kapitan Baranowski w samotnym rejsie dookoła świata

Kapitan wypłynął w listopadzie 2025 roku z Teneryfy, kierując się w stronę Karaibów i Panamy. Jak sam przyznaje, samotne żeglowanie zawsze wiąże się z ryzykiem. W rozmowach nie ukrywa, że morze potrafi być bezwzględne, choć jednocześnie daje ogromną satysfakcję. – To mój własny 'horror' na morzu. I wcale nie jest on przerażający – mówi Krzysztof Baranowski, podkreślając, że mimo trudnych chwil rejs bywa dla niego także źródłem przyjemności.

Zobacz też: Historia miłości Bogumiły Wander i Krzysztofa Baranowskiego. Tak się poznali

Awaria na oceanie. Zepsuł się już drugi autopilot

Podczas wyprawy doszło jednak do poważnych problemów technicznych. W trakcie oczekiwania na przeprawę przez Kanał Panamski zepsuł się autopilot jachtu „Meteor” – już po raz drugi. Kapitan został zmuszony do postoju i zamówienia kolejnego urządzenia.

Postój jest konieczny, w oczekiwaniu na nadejście nowego autopilota. Zepsuł się już drugi autopilot i teraz zamówiłem już trzeci

– relacjonuje żeglarz w rozmowie z "Faktem". Baranowski nie kryje, że warunki panujące na oceanie są zabójcze dla sprzętu. Tropikalny skwar, wilgoć i słona woda nie oszczędzają nawet najlepszego wyposażenia:

Sól morska, wilgoć i tropikalny skwar są zabójcze dla każdego sprzętu, tylko człowiek musi się trzymać

Kapitan Baranowski nie zamierza się poddać

Mimo awarii i przymusowego postoju legendarny żeglarz uspokaja, że sytuacja jest pod kontrolą. – Daję radę. Trzymam się nieźle – zapewnia i zapowiada kontynuację rejsu po zamontowaniu nowego autopilota, jeśli pozwolą na to warunki pogodowe. W czerwcu Krzysztof Baranowski skończy 88 lat, ale – jak podkreśla – wiek nie stanowi dla niego bariery w realizacji marzeń. Kluczowa jest kondycja, o którą dbał przez całe życie.

W żeglowaniu, jak w życiu, trzeba mieć odwagę stanąć wobec trudności i nie uciekać przed wyzwaniem. A ja wyzwań się nie boję!

– mówi wprost. Kapitan nie ukrywa, że trudno dziś przewidzieć, kiedy wyprawa dobiegnie końca. Samotny rejs może potrwać nawet dwa lata. Jak sam zauważa, jachtem nie da się płynąć według rozkładu jazdy.

Super Express Google News
Syn Bogumiły Wander łamał kobiece serca. "Jak się żenił, wszystkie płakały"

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki