Spis treści
Najnowsza odsłona programu "Taniec z gwiazdami" dostarczyła widzom silnych emocji. Jurorzy postanowili surowiej oceniać poczynania na parkiecie. Najdotkliwiej odczuła to Natsu, która po gorzkich słowach od Iwony Pavlović ostatecznie otrzymała od niej zaledwie dwa punkty. Powodów do radości nie miał również Sebastian Fabijański. Aktor wspólnie z Julią Suryś zaprezentowali układ tanga wyceniony na trzydzieści oczek. Oznacza to dla tej pary wyraźny regres względem pierwszego odcinka, kiedy zgromadzili o sześć punktów więcej.
Sebastian Fabijański zaliczył bolesną wpadkę na parkiecie
Obniżenie not od sędziów mogło wynikać z potknięcia, które natychmiast wychwyciły osoby w studiu oraz widzowie. W trakcie wykonywania skoku znany aktor nagle stracił stabilność i wyraźnie się zachwiał. Opanowanie nabyte w pracy przed kamerą uratowało jednak całą sytuację. Sebastian Fabijański i Julia Suryś z kamiennymi twarzami doprowadzili układ do końca. Po nagraniach trzydziestoośmiolatek opowiedział o tym incydencie w rozmowie z dziennikarzem Eski.
Obecność matki na widowni zestresowała Sebastiana Fabijańskiego
Uczestnik show otwarcie mówi o swoim perfekcjonizmie, dlatego trzydzieści oczek zadziałało na niego jak zimny prysznic. W wywiadzie dla Eski artysta wyznał, że w drugim odcinku czuł znacznie większy ciężar oczekiwań niż poprzednio. Ogromna presja wynikała z obecności jego matki na trybunach. Kobietę można było zresztą zobaczyć w specjalnym materiale wideo, który został wyemitowany tuż przed wyjściem pary na główną scenę.
"Tak, potknąłem się. Nie wiem, z czego wynika [taka punktacja]. Taka jest ocena jury. Jestem bardzo ciekaw, jak ludzie to ocenili, czy dla nich to było na 30 punktów - czy na więcej, czy na mniej. To jest taki program, trzeba się liczyć z oceną. Liczę na to, że w przyszłym odcinku zrobimy to tak, że tych ocen lepszych będzie więcej. (...) Nawet mówiłem Julii, że ostro idą, ale to są zasady tej gry. Ja miałem większe oczekiwania od siebie, ponieważ była moja mama i bardzo chciałem, żeby to wyszło jak najlepiej. Może to mnie tak przybiło, bo marzyłem, żeby dostać cztery dziesiątki - powiedział w rozmowie z Eską."