Jak Smarzowski robi swoje filmy?
Podczas gali Bestsellerów Empiku Wojciech Smarzowski odebrał kolejne wyróżnienie, potwierdzając pozycję jednego z najważniejszych polskich reżyserów. Twórca takich filmów jak "Kler" od lat nie unika tematów trudnych, bolesnych i społecznie niewygodnych. Jego najnowszy projekt "Dom dobry" ponownie dotyka wrażliwych kwestii i, jak się okazuje, realnie wpływa na życie widzów. Zapytany o proces twórczy, Smarzowski nie ukrywał, że za każdym razem punktem wyjścia są emocje.
Zobacz też: Te produkcje zawalczą o Orły 2026! Głośny film z rekordem nominacji
Smarzowski wyjawił, jak wyglądała praca na planie "Domu dobrego"
Reżyser zdradził, że praca nad "Domem dobrym" rozpoczęła się od rozmów z osobami, które doświadczyły przemocy. Chciał opowiedzieć historię możliwie najbliżej bohaterki, bez zbędnego dystansu i efektownych ozdobników.
Robię filmy o tym, co mnie uwiera, boli i to jest punkt pierwszy. Nie zakładam, że robię film po to, żeby widzowie poszli do kina, chociaż czasem tak się udaję. Miałem tak w przypadku "Kleru" i tego filmu [przyp. red. "Domu dobrego"]. Każdy temat jest inny i jeżeli chodzi o tę historię, to zacząłem od rozmów z osobami, które doświadczyły przemocy i to było coś bardzo emocjonalnego, a jednocześnie to była baza pomysłu scenariusza - mówi nam Smarzowski.
Kluczowe okazało się również podejście do realizacji zdjęć. Twórcy postawili na kameralność i ograniczenie ekipy do minimum. Zrezygnowano z części technicznych udogodnień, by stworzyć na planie warunki sprzyjające skupieniu i poczuciu bezpieczeństwa aktorów.
Wiedziałem, że chcę opowiadać blisko bohaterki i później, kiedy już napisałem scenariusz, kluczowe było ustalenie charakteru tych zdjęć, żeby one były jak najbardziej kameralne. Zrezygnowaliśmy z radia, ograniczyliśmy ekipę, operatorką kamery była Ola Kamińska w wieku Agaty Turkot. Dużo takich drobnych rzeczy, które jednak spowodowały, nie powiem, że intymność, ale próbę zapewnienia komfortu aktorom w takim filmie, który nie jest komfortowy - wyznał Smarzowski.
Czy Smarzowski zdecyduje się kiedyś na "łagodniejszy" film? Odpowiedź reżysera zaskakuje!
Choć reżyser nie liczył na masowy odbiór, skala reakcji społecznej go zaskoczyła. Jak podkreśla, film czasem trafia w moment w życiu widza i to bywa ważniejsze niż sama jego jakość. W przypadku "Domu dobrego" wiele osób po seansie zdecydowało się szukać pomocy w organizacjach wspierających ofiary przemocy.
Smarzowski odniósł się także do krytycznych głosów. Jeszcze przed premierą pojawiały się opinie, że film będzie "pornografią przemocy". Po wejściu do kin część komentatorów zmieniła ton, a inni uznali wręcz, że reżyser "nic nie pokazał", bo rzeczywistość bywa jeszcze brutalniejsza. Na pytanie, czy możemy liczyć na łagodniejsze oblicze jego kina, odpowiedział z dużym dystansem i przewrotnością.
Zawsze próbuję wyjść od jakiejś komedii romantycznej, ale kończę, jak kończę, prawda? I to jest tak, że oczywiście jakiś myśliciel filmowy powiedział, że ten film to jest "pornografia przemocy". Potem jak film wszedł do kina, to się okazało, że to tak często bywa. A teraz już słyszę, że Smarzowski to nic nie pokazał, bo w życiu to jest dużo, dużo bardziej brutalnie. Więc takie mam podsumowanie - mówi nam reżyser.
Rozmawiała Julita Buczek
Zobacz też: Maria Sadowska mówi o przemocy wobec kobiet. Artystka bije na alarm!
Zobacz naszą galerię: Takiego Smarzowskiego nie znacie! "Zaczynam od komedii romantycznej"… a kończę skandalem!